Reklama

Reklama

Białystok: Ruszył proces księgowej oskarżonej o przywłaszczenie ponad 2 mln zł

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku ruszył w piątek proces byłej księgowej jednej z miejscowych firm, oskarżonej o przywłaszczenie niemal 2,1 mln zł m.in. poprzez fałszowanie danych w systemie księgowym przedsiębiorstwa. Kobieta nie przyznaje się do winy.

Prokuratura zarzuca jej, że - działając od jesieni 2007 roku do wiosny 2015 roku - przywłaszczyła w sumie prawie 2,1 mln zł z kont białostockiej firmy. W czasie objętym zarzutami była kierownikiem działu windykacji tej spółki, a potem także kierownikiem działu finansów.

Według śledczych, kobieta działała na dwa sposoby. Pierwszy polegał na przywłaszczaniu części wpłat gotówkowych, które przyjmowała od klientów. Pobierała od nich pieniądze do kasy, wystawiając potwierdzenia wpłat rzeczywistych kwot, ale potem dokumenty te zamieniała w księgowości spółki na inne - z pomniejszonymi kwotami, przywłaszczając sobie różnicę.

Reklama

W ten sposób miała działać od lutego 2010 roku do maja 2015 roku. Przypadków takich odnotowano kilkadziesiąt, a różnice kwot w dokumentach wahały się od kilku do kilkudziesięciu tys. zł. Biegli znaleźli też faktury, z których cała należność została przywłaszczona. W sumie na konta firmy nie trafiło tym sposobem prawie 1,2 mln zł.

Wcześniej, bo od jesieni 2007 roku, księgowa miała natomiast pobierać z jednej kasy firmy pieniądze, by wpłacić je w drugiej, ale tego nie robiła. By ukryć braki, zmieniała dane w komputerowym systemie obsługi księgowej firmy. Ten proceder trwał do 2011 roku i w sumie z kont firmy zniknęło w ten sposób ponad 900 tys. zł.

Kierownictwo spółki niejasności w księgowości wykryło w 2015 roku. Zarządzono najpierw kontrolę wewnętrzną, a potem zewnętrzny audyt finansowy i zawiadomiono prokuraturę. Ta postawiła kobiecie jeszcze jeden zarzut: doprowadzenia do straty przez spółkę ponad 3,6 mln zł w ten sposób, że podejrzana bezprawnie udzielała kontrahentom rabatów za terminowe wpłaty zobowiązań.

Do zarzutów 45-letnia kobieta się nie przyznaje. Zrobiła to w śledztwie, ale - jak mówiła w piątek przed sądem - było to zaraz po zatrzymaniu za namową prokuratora, który miał jej obiecać, że nie będzie wniosku o areszt tymczasowy i po postawieniu zarzutów będzie mogła wrócić do domu. Przyznając się, mówiła, że potrzebowała pieniędzy na spłatę licznych zobowiązań. W piątek powiedziała, że ma tylko jeden kredyt, który był bez kłopotów spłacany.

Oskarżona powiedziała też, że udzielanie upustów kontrahentom płacącym w terminie (większość korzystała z odroczonych terminów płatności, nawet o ponad 100 dni) było stałym procederem uzgodnionym z szefami spółki.

Sąd odroczył proces do połowy listopada.

Reklama

Reklama

Reklama