"Będzie kłopot". I to większy niż klęska w referendum. Rząd walczy o Kraków
Utrata prezydenta w Krakowie na skutek referendum to dla rządzących cios bolesny, ale nie śmiertelny. Rozmówcy Interii z rządu nie spodziewają się efektu domina na niespełna półtora roku przed wyborami parlamentarnymi. Największy problem z referendalną porażką będzie mieć sam odwołany prezydent - Aleksander Miszalski.

- Przy całej sympatii do Olka, jego ocena już się dokonała. Nic tego nie zmieni - nie gryzie się w język jeden z ministrów rządu Donalda Tuska, którego pytamy o przegrane referendum w Krakowie i przyszłość dopiero co odwołanego prezydenta miasta. - Problemów Olka nie wykreował nikt poza nim samym. No i do tego szczególny krajobraz polityczny Krakowa - kontynuuje nasz rozmówca.
Inny z naszych rozmówców z rządu: - Rada Miasta przetrwała, więc tutaj mamy kontynuację. Kłopot ma sam Olek. Jak duży kłopot, to okaże się po wyborach w Krakowie.
Rządzący tonują nastroje. Przegrana bitwa, ale nie wojna
Ostatnie zdanie wydaje się szczególnie ciekawe. Nasi rozmówcy z rządu uważają, że obóz władzy w Krakowie przegrał ważną bitwę, ale z pewnością nie wojnę. O losach wojny zdecydują dopiero nowe wybory prezydenta stolicy Małopolski.
- Jeśli w drugiej turze znalazłby się Gibała i ktoś z PiS-u, to będzie dla nas kłopot. Ale jeśli to będzie Gibała i ktoś od nas, to pokazuje, że dla PiS-u żadnej korzyści z tego referendum nie ma - diagnozuje jedno z naszych źródeł w rządzie.
- PiS jest ostrożne, bo wcale nie ma wielkich osobowości na kandydatów. Oni też mają w Krakowie ciężko, a w Małopolsce nie tak dawno mieli karczemne awantury między regionem a centralą - dodaje inny kluczowych polityków Koalicji Obywatelskiej.
Nasz rozmówca ma na myśli obszernie opisywany na łamach Interii przez Kamilę Baranowską i Jakuba Szczepańskiego bunt małopolskich działaczy Prawa i Sprawiedliwości wobec kandydatury Łukasza Kmity na stanowisko marszałka województwa. Do starcia regionu z centralą doszło w połowie 2024 roku. Małopolscy działacze nie chcieli zgodzić się na forsowaną przez Jarosława Kaczyńskiego kandydaturę, co zaowocowało ostrymi tarciami i realnym ryzykiem utraty władzy w województwie.

Ostatecznie buntownicy zostali ukarani, ale nie skapitulowali całkowicie, bo na stanowisko marszałka powołany został Łukasz Smółka, a nie będący pierwszym wyborem prezesa PiS-u Kmita. Od tamtego czasu relacje z małopolskim PiS-ie, a zwłaszcza między regionem a Nowogrodzką, pozostają napięte.
Miszalski? "Mało pasował do tego miasta"
Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego w referendum nastroje w największej partii opozycyjnej pozostają jednak bardzo dobre, żeby nie powiedzieć szampańskie. Politycy PiS-u już snują ambitne plany - nie tylko odbicia, ale wywołania politycznej fali, która jesienią 2027 roku zmiecie Koalicję Obywatelską i rząd Donalda Tuska.
- To będzie początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem Tuska, bo jego rządy są tak samo postrzegane przez Polaków w całej Polsce, jak rządy Tuska krakowskiego - grzmiał na krakowskim Rynku w poreferendalny poniedziałkowy poranek poseł Przemysław Czarnek. Kandydat PiS-u na premiera ocenił, że odwołanie Miszalskiego w referendum to "osobista porażka" premiera Tuska.
Są rektorzy akademiccy, jest tzw. krakówek. Jest w czym wybierać. Mimo wszystko, to wciąż kandydat Koalicji 15 Października ma największe szanse na wygraną
Z taką oceną nie zgadzają się jednak w rządzie. - Olek mało pasował do tego miasta - wzrusza ramionami jeden członków rządu pytany o to, czyją porażką jest odwołanie Miszalskiego. I dodaje: - Wygrał, bo Majchrowski odchodził. To był impet po zwycięstwie w 2023 roku. Nawet sam Majchrowski nie cenił Olka. Kiedy odchodził, stwierdził, że jego najlepszym następcą byłby Władek Kosiniak-Kamysz.
Inne z naszych źródeł w rządzie zwraca uwagę na szczególną specyfikę sytuacji w Krakowie. - Tam linia sporu poszła w zupełnie innym kierunku: kwestia organizacji ruchu, strefy wolnej od samochodów, zieleni, podwyżek opłat. To tematy stricte krakowskie. Nie wyciągałbym z tego daleko idących wniosków dla polityki krajowej - uspokaja.
Efekt domina uderzy w rząd? Pada historyczna analogia
Przed efektem domina w skali ogólnopolskiej wśród ministrów, przynajmniej na razie, strachu również nie czuć. Pada natomiast ciekawa analogia historyczna. - Przypomnijmy sobie wybory prezydenckie w zeszłym roku - wskazuje jeden z przepytywanych przez Interię polityków. - Po porażce Rafała (Trzaskowskiego, byłego kandydata na prezydenta Polski - przyp. red.) miała pójść fala, która nas zmiecie, a okazało się, że po wygranej Nawrockiego zaczęły się największe problemy PiS-u w tej kadencji. Dlatego nie spodziewamy się efektu domina - kontynuuje.
Od jednego z ministrów słyszymy też, że trudno znaleźć w skali Polski inne miasto, w którym sytuacja byłaby podobna do tej krakowskiej i stwarzała realne zagrożenie dla prezydenta z ramienia obozu władzy. - Nie widzę żadnego innego miasta w skali Polski, gdzie to mogłoby tak łatwo i tak niekorzystnie dla nas pójść - analizuje nasz rozmówca.
Kolejne z naszych źródeł zapewnia jednak, że rządzący nie zamierzają popadać w samozadowolenie i lekceważyć nawet czysto teoretycznego dzisiaj zagrożenia. - Te próby po Zabrzu i Krakowie na pewno będą pojawiać się częściej, to jest naturalne. To zresztą sygnał dla wszystkich samorządowców - i naszych, i bezpartyjnych - że muszą brać to zagrożenie na poważnie. To mocna nauczka - słyszymy.
KO już myśli o poszukiwaniach "Majchrowskiego 2.0"
Niespełna dobę po ogłoszeniu wyniku referendum wiele wskazuje na to, że najwyższą cenę za porażkę rządzących w Krakowie poniesienie sam odwołany prezydent. - Olek w dwa lata stał się bardzo niepopularny w Krakowie. To ewenement w samorządzie, odkąd są bezpośrednie wybory - brutalnie ocenia Aleksandra Miszalskiego jeden z wysoko postawionych partyjnych kolegów.

Miszalski był nie tylko prezydentem stolicy Małopolski, ale był i nadal jest szefem regionalnych struktur Koalicji Obywatelskiej. Jeden z członków rządu wbija mu nawet przy tej okazji drobną szpilę: - W sumie można nawet powiedzieć, że teraz Olek będzie mieć więcej czasu na zajmowanie się sprawami partii w regionie.
Pytanie, czy o sprawach regionu decydować będzie wciąż on. Coraz bardziej prawdopodobny staje się bowiem scenariusz, w którym za utratą władzy w Krakowie pójdzie też utrata stanowiska w partyjnych strukturach. Nasi rozmówcy zaznaczają jednak, że nie jest to jeszcze przesądzone. Kluczowe dla Miszalskiego mają być wyniki wyborów na jego następcę bądź następczynię w miejskim ratuszu.
Jeśli w drugiej turze znalazłby się Gibała i ktoś z PiS-u, to będzie dla nas kłopot. Ale jeśli to będzie Gibała i ktoś od nas, to pokazuje, że dla PiS-u żadnej korzyści z tego referendum nie ma
To od nich może zależeć nie tylko utrzymanie władzy nad małopolskimi strukturami - tu decyzja może zapaść już wcześniej - ale też ewentualne miejsce na listach Koalicji Obywatelskiej do Sejmu w 2027 roku. - Do wyborów dużo czasu. Wszystko w jego głowie. Jeśli ustoi najbliższe pół roku, to może na parlament się odbudować - przewiduje jeden z ważnych ministrów.
Nasi rozmówcy zdradzają też plany KO na walkę o krakowski magistrat. Eksperyment z Miszalskim oficjalnie został uznany za niepowodzenie. Jak słyszymy w rządzie, nowy kandydat formacji na prezydenta Krakowa ma być "Majchrowskim 2.0", a KO przy jego "rekrutacji" zamierza przychylniejszym okiem patrzeć w stronę mocno zakorzenionych lokalnie środowisk. - Są rektorzy akademiccy, jest tzw. krakówek. Jest w czym wybierać. Mimo wszystko, to wciąż kandydat Koalicji 15 Października ma największe szanse na wygraną - analizuje jedno z naszych źródeł.














