Reklama

Reklama

Beata Szydło: Weta prezydenta zatrzymały reformę

Protestujący lekarze "być może mają wygórowane oczekiwania", Andrzej Duda spiera się z Antonim Macierewiczem o "jakieś personalia", a z powodu prezydenckich wet "jesteśmy spóźnieni" z reformą sądownictwa, która została przez prezydenta "zatrzymana" - tak Beata Szydło komentowała w Polsat News bieżące wydarzenia.

Wcześniej w środę premier spotkała się z protestującymi lekarzami w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog". Po spotkaniu szefowa rządu poinformowała, że przedstawiła lekarzom rezydentom ofertę powołania wspólnego zespołu z udziałem przedstawicieli ich środowiska, przedstawicieli środowisk innych zawodów medycznych i przedstawicieli rządu, który miałby wypracować rozwiązania do 15 grudnia; lekarze rezydenci mają czas do czwartku, by podjąć decyzję, czy będą pracować w zespole roboczym.

Z kolei lekarze rezydenci po spotkaniu z premier poinformowali o wznowieniu zawieszonej w środę rano głodówki. Ich zdaniem negocjacje nie przyniosły przełomu.

Reklama

Pytana w Polsat News o to spotkanie, szefowa rządu stwierdziła, że aby doszło do porozumienia, dwie strony muszą chcieć kompromisu. "Ja ciągle pozostaję z nadzieją, że rezydenci jednak moją propozycję przyjmą, a moja propozycja polega na tym, żebyśmy wspólnie z nimi przygotowali takie rozwiązania, o które oni postulują, które są również w programie naszego rządu i część z nich jest już właściwie gotowa" - mówiła premier.

"Chodzi o to, żeby zwiększyć nakłady na służbę zdrowia. Oni postulują to, żeby mieli wyższe wynagrodzenia i tu muszę powiedzieć, że podwyżki dla rezydentów są w tym roku planowane, będą na koniec roku" - podkreśliła szefowa rządu. Wskazywała, że rząd bierze odpowiedzialność za zdrowie obywateli, a co za tym idzie, musi zadbać też o to, aby deficytowe specjalności były obsadzone, m.in. chirurgia i pediatria.

Odnosząc się do środowej rozmowy z protestującymi rezydentami, premier stwierdziła, że miała wrażenie, iż są oni "zdecydowani na to, żeby przystać na propozycje rządu, ale potem zmienili zdanie". "Być może to jest brak doświadczenia w negocjacjach, być może to są wygórowane oczekiwania, być może to jest niecierpliwość" - oceniła Szydło.

Szefowa rządu podkreśliła, że jej oferta dla rezydentów "jest cały czas na stole". "Do jutra czekam na ich decyzję" - oświadczyła.

W ocenie premier, trudno jest pracować nad nowymi rozwiązaniami, jeśli jedna ze stron prowadzi protest. Zwróciła też uwagę, że rezydenci jeszcze podczas rozmów rządu upublicznili informację, że wracają do protestu głodowego.

Macierewicz i Duda spierają się "o jakieś personalia"

Premier zapewniła, że w "zasadniczych kwestiach" nie ma różnic, ani sporu między prezydentem i szefem MON. "Są różne spojrzenia pana prezydenta i pana ministra Antoniego Macierewicza na kwestie związane z polską armią, ale ja nie widzę tutaj zasadniczych różnic" - podkreśliła. "To jest być może czasem spór dotyczący jakichś personaliów, czy też wizji zarządzania, czy rządzenia polską armią" - dodała.

Według premier taki jest jednak "specyficzny charakter" funkcji szefa MON, który bezpośrednio kieruje polską armią, a prezydent - zaznaczyła - jako zwierzchnik sił zbrojnych, "może i ma prawo mieć swoje zdanie na ten temat". "Więc te, powiedziałabym, czasami różnice zdań, na szczęście nie dotykają kwestii zasadniczych" - powtórzyła Szydło.

Szefowa rządu wierzy jednocześnie, że Andrzej Duda i Antoni Macierewicz "dojdą do porozumienia, również jeżeli chodzi o kwestie personalne". "Personalia są ważne i kluczowe w każdej dziedzinie, również i polskiej armii. Pan prezydent ma prawo mieć swoich kandydatów, czy ma prawo oceniać przedstawiane mu kandydatury. Myślę, że tutaj nie ma w tym niczego nadzwyczajnego" - dodała Szydło.

Pytana, czy zrobi cokolwiek, by doprowadzić do porozumienia między Dudą i Macierewiczem również w kwestiach personalnych, premier podkreśliła, iż wielokrotnie rozmawiała z obydwoma politykami. "Także doskonale znam argumenty jednej i drugiej strony" - dodała szefowa rządu.

Sprawa reformy sądownictwa

"Reforma sądów powinna być przeprowadzona jak najszybciej, dlatego też weta pana prezydenta, moim zdaniem, zatrzymały ten proces" - powiedziała premier. "Sporo osób mówi, że dzięki tym wetom została uspokojona sytuacja, jeśli chodzi o protesty" - mówiła premier. "Ja uważam, że gdybyśmy wprowadzili te reformy w sądownictwie, dzisiaj już by były one realizowane. To były dobre rozwiązania" - oceniła Szydło.

Powiedziała zarazem, że zgadza się z opiniami, że "być może dla różnych środowisk te rozwiązania były zbyt daleko idące". "Ale my bez głębokiej reformy sądów nie zreformujemy państwa" - podkreśliła szefowa rządu. "Jesteśmy spóźnieni" - dodała, podkreślając jednocześnie, że "ciągle jest szansa, żeby wprowadzić reformę sądownictwa". "Wierzę w to głęboko, że tak będzie" - powiedziała Szydło.

Pytana o wątpliwości prezydenta, które były podstawą jego wet, premier odpowiedziała, że zapis o roli ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego co do obsady SN dotyczył okresu przejściowego. "Proszę też pamiętać, że minister sprawiedliwości-prokurator generalny jest w tej chwili członkiem rządu; to nie jest tak, że to jest osoba, która jest poza jakąkolwiek kontrolą; to jest członek rządu, który realizuje program większości rządzącej, parlamentarnej" - podkreśliła szefowa rządu. Jak dodała, nie ma obawy, że jego decyzje "mogą być decyzjami, które burzą porządek prawny".

Tajemnicze poprawki

Premier przypomniała, że prezydentowi złożono poprawki PiS do nowych projektów zmian w SN i KRS przedstawionych przez prezydenta. "Znam te poprawki, ale póki pan prezydent nie wypowie się na ich temat, to wolałabym ich nie tutaj nie ujawniać" - dodała.

Szydło podkreśliła, że te poprawki "mają rozwiązać problem, gdyby nie udało się większością 3/5 wybrać składu KRS". "Czekamy na to, co powie na ten temat pan prezydent i wtedy będziemy mogli podjąć decyzję" - dodała.

Pytana o jej relacje z prezydentem, odpowiedziała: "Nasze relacje nadal są bardzo dobre". "Natomiast to, że różnimy się, bo rzeczywiście moja ocena reformy sądownictwa była inna niż pana prezydenta, ja uważałam, że to były projekty, które powinny były być przyjęte i realizowane (...) tego typu spory merytoryczne w polityce, wśród polityków nawet tego samego obozu, to jest rzecz naturalna zupełnie. Pan prezydent oczywiście też, pełniąc swoją funkcję, musi brać pod uwagę głosy różnych środowisk" - powiedziała premier.

"Nie wszyscy są entuzjastami reformy Gowina"

Premier, pytana w Polsat News, czy podoba jej się reforma zaproponowana przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina, odpowiedziała: "Głosy są podzielone, dlatego że w naszym klubie parlamentarnym nie wszyscy są entuzjastami tej reformy".

"Zresztą nie mówię niczego nowego, bo przewodniczący klubu Ryszard Terlecki mówił o tym bardzo wyraźnie" - dodała. Premier podkreśliła jednak, że "głosy, które płyną z różnych środowisk naukowych, są raczej optymistyczne i pozytywne".

"Jesteśmy na etapie wprowadzenia tych projektów dopiero do prac rządu, to będzie ten czas, kiedy będzie można rozmawiać o szczegółach, a jak wiadomo zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Zależy mi na tym, by reforma szkolnictwa wyższego doprowadziła do tego, by rzeczywiście dać szansę polskiej nauce, byśmy mogli mówić o podniesieniu i jakości, poziomu i szans dla studentów" - powiedziała premier.

"Mam nadzieję, że to są zmiany, które do tego doprowadzą. Przy każdej reformie są ci, którzy są za i którzy są przeciw" - podkreśliła szefowa rządu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy