Reklama

Reklama

Antysemickie wpisy nt. Sikorskiego. Śledztwo umorzone

Nikt nie odpowie karnie za antysemickie wpisy w internecie m.in. na temat Radosława Sikorskiego i jego rodziny. Śledztwo prawomocnie umorzono, głównie z powodu przedawnienia i niemożności ustalenia autorów wpisów. Sikorski próbował ich ścigać od 2011 r.

"Prokuratura nie przyłożyła się do sprawy" - powiedział w piątek PAP pełnomocnik Sikorskiego mec. Roman Giertych. Dodał, że umorzenie śledztwa zamyka sprawę ścigania karnego w sprawie tych wpisów. Trwa proces cywilny z powództwa Sikorskiego wobec wydawcy dziennika "Fakt" (wpisy były m.in. na jego forum) - w marcu br. warszawski sąd oddalił pozew Sikorskiego, który apeluje.

W piątek Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła PAP, że jeszcze 27 maja br. (o czym wtedy nie informowano) po raz czwarty umorzyła - tym razem już prawomocnie - śledztwo ws. pomówienia Sikorskiego w internecie; publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych oraz publicznego znieważania grupy ludzi z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej.

Reklama

W 93-stronicowej decyzji prokurator przedstawił ustalenia i dokonał oceny prawnej co do każdego z 39 czynów. W większości postępowanie umorzono wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego (dotyczyło to przede wszystkim mowy nienawiści) lub wobec przedawnienia karalności (głównie ws. pomówienia lub znieważenia Sikorskiego). W przypadku kilku czynów o mowę nienawiści sprawę umorzono wobec niewykrycia sprawcy - gdy doszło do popełnienia przestępstwa, ale materiał nie wystarczył do "ustalenia konkretnej osoby, która dokonała konkretnego wpisu".

W decyzji prokuratura powołała się m.in. na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał m.in., iż "nawoływanie do nienawiści wymaga zamiaru sprawcy oddziaływania na psychikę innych osób, a więc wzbudzenia w nich najsilniejszej negatywnej emocji na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość". "Publiczne ujawnienie własnego poglądu (niechęci czy wrogości np. do określonej grupy społecznej ze względu na cechy narodowościowe, etniczne, rasowe czy wyznaniowe), nawet jeżeli pogląd ten jest w odczuciu społecznym nieakceptowalny czy kontrowersyjny, nie może być kwalifikowane jako +nawoływanie do nienawiści+. Postawę sprawcy musi bowiem charakteryzować wzywanie innych do nienawiści, czyli najsilniejszej negatywnej emocji (zbliżonej do wrogości) na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość" - głosi przywołany wyrok TK.

Giertych powiedział PAP, że w tej sytuacji Sikorski nie może złożyć prywatnego aktu oskarżenia - skoro część sprawy się przedawniła, a autorów innych wpisów nie ustalono. Zwrócił uwagę, że do przedawnienia części sprawy doszło wskutek przewlekłości postępowania prokuratury. Podkreślił, że Sikorski nie będzie sam ścigał ustalonego wcześniej autora jednego z wpisów - starszego, schorowanego mężczyzny, który przyznał się do winy.

W 2011 r. Sikorski jako szef MSZ wypowiedział walkę antysemickiej i rasistowskiej "mowie nienawiści" w sieci. Zawiadomił prokuraturę o przestępstwie szerzenia nienawiści na tle narodowościowym; wytoczył też kilku mediom procesy cywilne za takie wpisy na ich forach internetowych, m.in. "Faktu" i "Pulsu Biznesu".

Złożył w prokuraturze wydruki z sieci, np.: "Hitler zaczął, my skończymy. Do pieca, smażyć się, żyduchy, do pieca"; "Mam złość na Adolfa H., że nie skończył gazowania rzydostwa" (tak w oryginale - PAP); "Sikorski to zdrajca polskiej racji stanu i agent żydowski; będąc ministrem, wpuścił w polską przestrzeń wojskową izraelskie samoloty wojskowe"; "Sikorski - mąż ortodoksyjnej z dziada pradziada amerykańskiej żydówki, wróg Polskości, biegle władający językiem polskim amerykański agent i mason, zdalnie sterowany przez teścia, naczelnego czosnka nowego Yorku, przejął pałeczkę destrukcji i destabilizacji kraju od niejakiego michnika".

Prokuratura wszczęła śledztwo o zniesławienie ministra, ustaliła adresy komputerów, z których dokonywano wpisów, ale w 2012 r. umorzyła je, wskazując, że Sikorski może ścigać te osoby z oskarżenia prywatnego. Minister złożył zażalenie na tę decyzję, a sąd w 2013 r. nakazał wznowić śledztwo. Rozszerzono je na publiczne znieważanie innych osób z powodów narodowościowych lub rasowych i publiczne propagowanie faszyzmu albo nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych.

Prokuratura przesłuchała kilkadziesiąt osób, ale nie mogła dowieść, że to właśnie one były autorami wpisów - tłumaczyły, że z komputerów korzystały też inne osoby. Dlatego śledztwo umorzono w listopadzie 2013 r., ale decyzję krytycznie oceniła Prokuratura Generalna i w marcu 2014 r. wznowiono je. W ponownym śledztwie jedna osoba początkowo dostała zarzut zniesławienia ministra, ale potem wątek umorzono z braku danych wystarczająco uzasadniających podejrzenie przestępstwa. Z powodu niewykrycia sprawców umorzono też śledztwo w sprawie mowy nienawiści.

W czerwcu 2014 r. śledztwo umorzono po raz trzeci. We wrześniu 2014 r. sąd nakazał prokuraturze podjęcie śledztwa. Pełnomocnik Sikorskiego mówił wtedy, że nie chodzi już nawet o znalezienie sprawców wpisów, ale o to, by odpowiedzialność za zamieszczanie komentarzy ponosili wydawcy mediów, które publikują dane forum.

W uzasadnieniu umorzenia z 2014 r. prok. Izabela Szumowska napisała m.in., że skoro Sikorski w prywatnych rozmowach używa wulgaryzmów (w nielegalnie nagranej rozmowie w restauracji - PAP), to musi się liczyć z "eskalacjami emocjonalnymi wyrażanymi w komentarzach". Po ujawnieniu w mediach tego uzasadnienia prokurator generalny Andrzej Seremet wniósł o postępowanie dyscyplinarne wobec prokurator - rzecznik dyscyplinarny prokuratury odmówił.

W 2011 r. wydawcy "Faktu" oraz "Pulsu Biznesu" przeprosili Sikorskiego za wpisy. Sikorski uznał to jednak za niewystarczające i w trybie cywilnym poszedł do sądu. W 2012 r. ugodę z Sikorskim zawarł wydawca "Wprost", a w 2013 r. - portal "Pulsu Biznesu".

W marcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew Sikorskiego wobec wydawcy dziennika "Fakt". Sąd uznał, że pozwany nie miał obowiązku sprawdzać wpisów, a spółka usunęła wszystkie wpisy pod artykułem, jak tylko powzięła o nich wiedzę. Sikorski, który chciał przeprosin i 20 tys. zł zadośćuczynienia, złożył apelację. Podkreślał, że antysemickie komentarze nie pojawiają się na serwerach Axel Springer w Niemczech. "Tłumaczę to sobie tym, że tam spółka przeznacza środki na zarządzanie swym forum. Nie rozumiem, czemu w Niemczech jest to ucywilizowane, a w Polsce puszczone na żywioł" - mówił w sądzie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy