Reklama

Andrzej Duda tłumaczy, dlaczego stał przy biurku w Gabinecie Owalnym

"Jak ktoś woli się skupiać na tym, że nie siedziałem na złotym tronie, to trudno. Obiecywałem prezydenturę skuteczną, nie celebrującą" - tłumaczy w rozmowie z tygodnikiem "Sieci" prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do zdjęcia, na którym podczas podpisywania w Białym Domu deklaracji stoi, a prezydent Donald Trump siedzi przy biurku.

Prezydent w wywiadzie był pytany m.in. o spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Białym Domu, które odbyło się w połowie września. Po wizycie kontrowersje wzbudziła fotografia opublikowana na Twitterze przez Trumpa, przedstawiająca podpisanie przez obu prezydentów deklaracji po ich spotkaniu. Na zdjęciu Duda stoi, podczas gdy Donald Trump siedzi za swoim biurkiem.

"Donald Trump - jak może - unika niepotrzebnej celebry, dąży do pozytywnego domykania spraw. Ja też. I tak to zbudowaliśmy, tak miało być" - tłumaczy w wywiadzie prezydent Duda. Wspomina, że była to "mocna, szczera, konkretna rozmowa w Białym Domu, a potem puentująca to deklaracja". "Każdy bierze po egzemplarzu i działamy dalej. Liczyła się dla nas siła tego dokumentu, potwierdzenie strategicznego sojuszu w nowych okolicznościach. Przecież̇ świat po tych 10 latach jest inny" - zaznaczył.

Reklama

Prezydent wyjaśnił, że rozmowa między nim a prezydentem Stanów Zjednoczonych "była tak dobra, że znacząco się przeciągnęła". "Zrezygnowaliśmy z przechodzenia do innej sali" - dodał.

"Cel osiągnąłem. Jak ktoś woli się skupiać́ na tym, że nie siedziałem na złotym tronie, to trudno" - podkreślił prezydent. "Obiecywałem Polakom prezydenturę skuteczną, a nie celebrującą. Słowa dotrzymuję" - mówił w wywiadzie.

Jak tłumaczył: "Zależało nam, by nie był to pusty dokument, by był tam podpis i prezydenta Rzeczypospolitej, i prezydenta USA, by to miało tę moc osobistego stempla, osobistej decyzji, która dla Donalda Trumpa, w przeszłości dynamicznego biznesmena, jest bardzo ważna". Wskazał, że deklaracja z 2008 roku "nie była podpisana przez prezydentów ani nawet przez ministrów. Była po prostu przyjęta". Przypomniał, że z tego powodu "zaraz potem się okazało, że jednak nie będziemy mieli tarczy antyrakietowej w Polsce". "Takiego błędu popełnić nie chciałem. I nie popełniłem" - dodał.

--

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy