Reklama

Reklama

Adam Niedzielski: Mamy ponad 120 przypadków Delty Plus

Mamy już odnotowanych ponad 120 przypadków Delty Plus, ale to standardowa Delta stanowi w Polsce 99 proc. przypadków - poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski. Jak dodał, decyzje o ewentualnych nowych obostrzeniach będą zapadały na początku listopada. Podkreślił jednak, że zamknięcie szkół "jest wykluczone". - Oczywiście, w razie konieczności, pojedyncze placówki będą czasowo przechodziły na nauczanie zdalne, inne na hybrydowe, ale co do zasady - dzieci będą uczyły się stacjonarnie - powiedział polityk.

Adam Niedzielski pytany o sytuacje w szpitalach, gdy na wschodzie Polski przybywa hospitalizacji, podkreślił, że chorzy nie pozostaną bez pomocy. - Dziś Lubelszczyzna w tym obłożeniu przoduje, mamy tam 1000 hospitalizacji. Nie ma drugiego takiego województwa, w którym byłoby ich aż tyle. W kolejnym, znacznie liczniejszym województwie mazowieckim, mamy w granicach 750 hospitalizacji - poinformował. Jak dodał, "każdy wojewoda ma plan uzupełniania bazy łóżkowej". Przypomniał też, że podczas poprzedniej fali został przetestowany system przewożenia pacjentów między województwami.

Reklama

Nowy wariant koronawirusa

Minister zaznaczył, że Polska uważnie przygląda się sytuacji pandemicznej w innych krajach. 

- Jestem po rozmowie z ministrem zdrowia Rumunii, gdzie jest bardzo niski poziom wyszczepienia - około 30 proc. - i skrajnie trudna sytuacja epidemiczna. Dzieją się tam rzeczy dramatyczne. Jest tam dobowo 20 tys. zakażeń, a przypomnę, że Rumunia ma niemal o połowę mniej mieszkańców niż Polska. My tutaj snujemy rozważania o wprowadzaniu obostrzeń na poziomie wskaźnika wynoszącego maksymalnie 40 na 100 tys. mieszkańców na Lubelszczyźnie, a w Polsce w granicach 10. W Rumunii zakażenia idą w setki na 100 tys. - powiedział. Dodał, że to pokazuje, "że szczepienia nas jednak zabezpieczają", ale z drugiej strony sytuacja w sąsiednich krajach jest ostrzeżeniem, "że i u nas sytuacja może się szybko zmienić na gorsze, bo potencjał mutacji delta koronawirusa jest tak wysoki, że potrafi siać spustoszenie".

Pytany o nowy wariant koronawirusa - tzw. Deltę Plus, minister przyznał, że w Polsce pojawiły się przypadki tej mutacji.  - Pierwszy przypadek pojawił się we wrześniu. Teraz mamy już odnotowanych ponad 120 przypadków, ale to standardowa Delta stanowi w Polsce 99 proc. przypadków - poinformował.

Mateusz Morawiecki reaguje na sytuację w Rumunii. "Wyślemy misję"

- Rumunia i Litwa zwróciły się do nas z prośbą o bezpośrednią pomoc medyczną. Będziemy chcieli tam wysłać kilka zespołów medycznych do pomocy. W czwartek przywieziono do Polski drogą powietrzną ciężko chorych na COVID-19 z Rumunii, w piątek kolejnych. Wszyscy zostali umieszczeni w szpitalu w Łodzi - powiedział Niedzielski. 

Minister podkreślił, że polskie służby medyczne są jednymi z lepiej przygotowanych. - Nasz system choćby przez chwilę nie przestał być wydolny - w przeciwieństwie do systemów wielu innych państw. Mamy duże doświadczenie w zarządzaniu logistyką pandemii - dodał polityk.

Zamknięcie szkół? "To jest wykluczone"

Minister Zdrowia odniósł się również do liczby nowych przypadków koronawirusa, których liczba dzienna w minionym tygodniu przekroczyła 6 tys. - Jeżeli następny tydzień będzie przebiegał w podobny sposób, jak ten, który mamy za sobą, będzie to oznaczało, że maksymalny pułap zakażeń, który prognozowaliśmy na koniec listopada, pojawi się już w październiku. Jeśli już teraz zbliżamy się średnio do 5 tys. zachorowań dziennie, to pod koniec miesiąca może to być już 7 tys. w ciągu doby - jeżeli nie więcej - powiedział. 

- Jeśli będziemy na koniec października na średnim poziomie powyżej 7 tys. zachorowań w ciągu doby, to trzeba będzie zastanowić się, czy nie podjąć jakichś bardziej restrykcyjnych kroków. Ani ja, ani premier, nie planowaliśmy wprowadzania obostrzeń w sytuacji, gdyby realizował się założony wcześniej scenariusz przebiegu IV fali pandemii, czyli 5 tys. zakażeń dziennie na koniec miesiąca. Nie było takiego założenia - stwierdził i dodał, że "decyzje będą zapadać na początku listopada".

- Chcę jednak podkreślić, że dla rządu restrykcje są ostatecznością ze względu na to, jakie pociągają za sobą koszty społeczne i gospodarcze. Wiemy, co się dzieje, kiedy dzieci nie chodzą do szkoły. Wiemy, co oznacza zamykanie gospodarki dla firm i PKB. Ale oczywiście bierzemy pod uwagę, że trzeba będzie wprowadzić jakieś zdecydowane działania, jeśli będzie ryzyko, że system ochrony zdrowia będzie zagrożony paraliżem - powiedział Niedzielski. 

Nowy podtyp wariantu Delta jest już w Polsce. Lekarz uspokaja: Nie ma powodu do paniki

Pytany, czy brany jest pod uwagę scenariusz zamknięcia szkół odparł: "To akurat jest wykluczone". - Nie ma takiego planu, szkoły pozostaną otwarte. Oczywiście, w razie konieczności, pojedyncze placówki będą czasowo przechodziły na nauczanie zdalne, inne na hybrydowe, ale co do zasady - dzieci będą uczyły się stacjonarnie - dodał. 

Niedzielski ocenił, że "jest wiele argumentów za regionalizacją" przy wprowadzaniu ewentualnych nowych obostrzeń. - Kwalifikując dany region do konkretnej strefy bezpieczeństwa epidemicznego będziemy się kierować nie tylko liczbą zakażeń na 100 tys. mieszkańców, ale także poziomem wyszczepienia, no i oczywiście obłożeniem szpitali oraz możliwością dalszego budowania buforu łóżek - wyjaśnił. 

- Obecnie plan jest taki, że przekroczenie progu 48 zakażeń na 100 tys. (średnia zakażeń z 7 dni ) będzie decydowało o tym, by region stał się strefą czerwoną, a 24 zakażeń na 100 tys., by przekształcony został w strefę żółtą. Byłoby to zatem czterokrotne zwiększenie obowiązujących w zeszłym roku limitów. Ale nie jest to jeszcze przesądzone - dodał. 

Więcej patroli w komunikacji

- Nie dane mi jeździć komunikacją miejską, gdyż, niestety, muszę korzystać z ochrony SOP. Jednak żona i syn, oraz moi współpracownicy, przemieszczają się środkami komunikacji miejskiej i zdają mi relację, co się tam dzieje. Dlatego wspólnie z komendantem głównym policji uzgodniliśmy, że patrole będą się tam częściej pojawiały. Mówię o całym kraju, nie tylko woj. lubelskim i podlaskim, choć w tych dwóch województwach ta kontrola jest jeszcze ściślejsza i wspólna z sanepidem - powiedział minister, pytany czy porusza się komunikacją miejską.  

Dopytywany, czy zostanie uchwalona ustawa, która da możliwość pracodawcom sprawdzać, czy ludzie, których zatrudniają, są zaszczepieni, odparł: "Oceniliśmy, że w tej chwili, przy obecnej liczbie zakażeń, ten projekt ma na tyle duże koszty społeczne, wiązałby się z taką negatywną reakcją, że na razie nie dojdzie do jego wprowadzenia. Sytuacja epidemiczna mimo wszystko jeszcze tego nie wymaga. Ale zastrzegam, że to się może zmienić... bardzo szybko."

Reklama

Reklama

Reklama