Reklama

Reklama

Adam Bielan: Te spory nie mogą trwać długo, bo nas zniszczą

- Mamy dość długą ławkę rezerwowych. Część osób może się czuć zmęczona i wypalona, może usiąść na ławce, a część wstanie i wybiegnie na boisko. To oczywiście budzi określone emocje, ale do polityki z reguły garną się osoby dość ambitne, które chcą być sprawcze, chcą zajmować jakieś stanowiska. To sprawia, że zdarzają się takie momenty jak teraz, kiedy te spory przekraczają pewną miarę - mówi w rozmowie z Interią europoseł Adam Bielan. Szef Republikanów dodaje, że nad sporami w rządzie trzeba szybko zapanować, "bo w innym przypadku nie będziemy mieć szans na wygranie wyborów".

Łukasz Szpyrka, Interia: RMF podało, że Michał Dworczyk ma odejść z KPRM w ramach rekonstrukcji rządu. Jak głębokich zmian możemy się spodziewać?

Adam Bielan: - To przede wszystkim decyzja naszych kolegów z Prawa i Sprawiedliwości. Zgodnie z umową koalicyjną obowiązuje podział resortów. My umowy będziemy przestrzegać, trudno mi powiedzieć, jak się zakończą wewnętrzne dyskusje w PiS co do ewentualnych zmian personalnych.

Wewnętrzne dyskusje? Mam wrażenie, że wyszły poza kontrolowany obieg i stały się otwartym, publicznym konfliktem, głównie między środowiskiem premiera Mateusza Morawieckiego a "grupą spiskującą", o której w wywiadzie dla Interii mówił prezes Jarosław Kaczyński.

Reklama

- Niestety, teza zawarta w pana pytaniu jest w dużej mierze prawdziwa. Ze zdumieniem i dystansem patrzę na ten spór, który przeniósł się do mediów. To na pewno nam nie pomaga. Mam nadzieję, że to się szybko zakończy, bo w innym przypadku nie będziemy mieć szans na wygranie wyborów. Jak uczy nas historia, polskie społeczeństwo odrzuca partie, które szczególnie w momencie dużych kryzysów - a mamy przecież kryzys wojenny, energetyczny i migracyjny - zajmują się same sobą.

Dlaczego w dobie tak potężnych problemów, o których pan mówi, klasa polityczna nie potrafi stanąć ponad wewnętrznymi podziałami?

- Te kryzysy powodują określone emocje, nie tylko w całym społeczeństwie, ale też w tzw. klasie politycznej. Politycy też się przecież tym przejmują. Po drugie, jesteśmy bardzo szerokim obozem, być może najszerszym w sensie ideowym w polskiej historii. Jest wśród nas bardzo wiele ambitnych postaci, które nie do końca uważają, że są dobrze wykorzystane. To rodzi frustrację i napięcie. Ale trzeba nad tym zapanować. Wydaje mi się, że jesteśmy w momencie pewnego rozszczelnienia. W polityce zdarzają się momenty przesilenia, ale nie mogą one trwać bardzo długo, bo nas zniszczą. Mamy do wyborów nieco ponad rok - to dużo czasu, ale i mało. Absolutnie musimy uniknąć wrażenia, że w czasie, kiedy wszyscy Polacy myślą o rosnących ratach kredytów, coraz wyższej inflacji, czy problemami z dostępnością węgla i gazu na zimę, to my zajmujemy się tym, kto jakie stanowisko będzie pełnić. To się musi szybko skończyć.

Mówi pan, że "trzeba nad tym panować". Nikt nad tą sytuacją nie panuje?

- Jako Republikanie staramy się trzymać z boku tych wszystkich konfliktów. A w tych miejscach, w których możemy pomóc, usiłujemy to robić. Rozmawiałem długo w zeszłym tygodniu z prezesem Kaczyńskim. Myślę, że ma on świadomość tych zagrożeń, o których mówię. Jego pozycja też nie jest łatwa, bo PiS jest bardzo dużą partią z wieloma ambitnymi postaciami. Ale jeżeli ktoś ma sobie z tym poradzić, to kto inny jak nie Jarosław Kaczyński.

Prezes zapytał pana, czy to dobry moment na zmianę premiera?

- Nie mogę publicznie omawiać naszych rozmów, to byłoby nielojalne. Szczególnie w tak wrażliwych sprawach.

A gdyby prezes, bądź ktokolwiek inny, zapytał pana o zmianę premiera, co by pan powiedział? To ten czas, kiedy Mateusz Morawiecki powinien odejść?

- Jestem przed posiedzeniem naszych władz w tej sprawie, a z całym szacunkiem dla czytelników Interii, chcę najpierw porozmawiać z moimi kolegami.

W tej sprawie? Więc temat jest na stole? 

- W Partii Republikańskiej staramy się regularnie spotykać i nie ma co ukrywać, że z niepokojem obserwujemy to, co się dzieje. Nie jesteśmy głusi i ślepi na to, co czytamy w mediach.

W czwartek i piątek rozstrzygnie się przyszłość premiera i dowiemy się, jak głęboka będzie rekonstrukcja? Najpierw odbędzie się wyjazdowe posiedzenie całego klubu PiS, a później spotkanie władz partii.

- Każde posiedzenie wyjazdowe jest ważne, bo nie odbywają się często. Czasu do właściwej kampanii wyborczej zostało mało. Każde takie spotkanie przyda się więc, by zrobić burzę mózgów. Zastanowić się, co powinniśmy zmienić w swoim działaniu, by zdobyć zaufanie wyborców na kolejne cztery lata. Zastanowić się też, co funkcjonuje dobrze, a co trzeba poprawić. Posłowie Zjednoczonej Prawicy dość mocno pracują w terenie, ale ta intensywność musi jeszcze rosnąć. To spotkanie powinno mieć charakter dopingujący do jeszcze większego wysiłku. Posiedzenia władz PiS-u nie będę komentować. Mam pewną intuicję, ale nie chciałbym spekulować na ten temat publicznie. Zależy mi na tym, by pewne emocje uspokoić, a nie jeszcze je podgrzewać.

A może tę gorącą atmosferę uspokoi dymisja Michała Dworczyka?

- Nie chciałbym przesądzać dymisji, bo pan minister dotąd tego nie potwierdził. Jego prace w rządzie oceniam dobrze. Pamiętajmy, że zaczynamy ostatni przedwyborczy sezon polityczny. Wakacji w przyszłym roku prawdopodobnie nie będzie, więc wchodzimy w długi, intensywny czas. Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości musi się zastanowić, w jakim składzie personalnym wystartować do wyborów. Mamy dość długą ławkę rezerwowych. Część osób może się czuć zmęczona i wypalona, może usiąść na ławce, a część wstanie i wybiegnie na boisko. To oczywiście budzi określone emocje, ale do polityki z reguły garną się osoby dość ambitne, które chcą być sprawcze, chcą zajmować jakieś stanowiska. To sprawia, że zdarzają się takie momenty jak teraz, kiedy te spory przekraczają pewną miarę. Ale musimy postarać się zapanować nad tymi emocjami.

Na ławce rezerwowych siedzi m.in Jacek Kurski?

- Jacek Kurski jest na razie w naszym obozie "bez przydziału". Sądzę, że na pewno będzie chciał to zmienić w najbliższych dniach lub tygodniach.

Rozmawiał pan z nim po odejściu z TVP?

- Tak. Znam Jacka od ćwierć wieku i jest to osoba o bardzo dużej odporności psychicznej. W polityce to niezwykle ważne, bo zdarzają się też trudniejsze momenty, zakręty, porażki. Mam wrażenie, że Jacek dość szybko się otrząsnął, choć był to dla niego osobiście bardzo trudny moment. Czeka, pewnie jak większość z nas, na ostateczne decyzje personalne.

Sprawdziłby się w rządzie?

- Jest politykiem doświadczonym, z przeszłością menadżerską. Ale tego wyboru musi dokonać premier, oczywiście po konsultacjach ze swoim zapleczem parlamentarnym.

Od ćwierć wieku zna pan Kurskiego, ale od dawna zna też pan Jarosława Gowina. Jaka jest przed nim przyszłość w polityce?

- Staram się unikać komentarzy na jego temat, bo przy okazji naszych sporów o kierunek polityczny Porozumienia powiedziałem już chyba wszystko. Mogę jedynie stwierdzić, że przestrzegałem Jarosława Gowina, że tak to się może skończyć. Osobiście to na pewno dla niego bardzo trudny moment. Nikomu nie życzę takich upokorzeń. Ale polityk tak doświadczony mógł się spodziewać, że po tylu piruetach na scenie politycznej znajdzie się w sytuacji, gdzie nikt nie zechce z nim współpracować. Zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy, by przekonać moich byłych kolegów, że opuszczając nasz obóz znajdą się na łasce Platformy Obywatelskiej.

Waszą partię stworzyli ludzie Porozumienia. W Partii Republikańskiej jest miejsce dla tych, którzy zostali z Jarosławem Gowinem?

- Nie sądzę, by ktokolwiek z nich był zainteresowany powrotem do obozu Zjednoczonej Prawicy. Takiego tematu nie ma.

Macie zagwarantowany wspólny start w wyborach z Prawem i Sprawiedliwością?

- Tak, to element umowy koalicyjnej podpisanej w październiku ubiegłego roku.

Będziecie mieli jedynki na listach?

- Mamy te kwestie szczegółowo opisane w umowie.

Wasz obóz tworzy PiS, Solidarna Polska, Partia Republikańska i stowarzyszenie OdNowa. Znajdzie się miejsce dla Pawła Kukiza i jego ludzi?

- To zależy od Pawła Kukiza. Zgadzam się z tym, co mówi Jarosław Kaczyński, że to będą niezwykle ważne wybory, bój o Polskę. Jeśli wychodzimy z takiego założenia, to musi obowiązywać marynarska zasada "wszystkie ręce na pokład". Każdy, kto ma potencjał wyborczy, powinien być na listach. Tylko wtedy możemy myśleć o zwycięstwie w takiej skali, która pozwoli nam utrzymać władzę.

Pana potencjał to ponad 200 tys. głosów z wyborów do PE. Znakomite wyniki zanotowali też choćby Patryk Jaki czy Beata Szydło. Krótko mówiąc - europosłowie PiS wystartują w wyborach parlamentarnych?

- Wszystko jest możliwe.

Skoro jesteśmy przy PE. Jak pan ocenia wpis europosła Radosława Sikorskiego, który po awarii Nord Stream napisał na Twitterze: "Thank you, USA"?

- Oceniam to bardzo krytycznie, bo Radosław Sikorski nie jest publicystą, który może sobie pisać, cokolwiek mu podpowiada bujna wyobraźnia. Jest bardzo doświadczonym politykiem i pełni ważną funkcję w PE, bo jest szefem delegacji ds. relacji PE z USA. Mógł i powinien był przewidzieć, że jego wypowiedź zostanie wykorzystana przez propagandę rosyjską.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy