Reklama

Reklama

23-letni strażak przypłacił ćwiczenia życiem. Wyrok dla byłego komendanta

- Winny - usłyszał w czwartek Szymon S., były komendant Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kętrzynie, oskarżony o nakłanianie do składania fałszywych zeznań strażaków po dramatycznym wypadku w czasie ćwiczeń na skokochronie. Ćwiczeń, które przypłacił życiem 23-letni Maciej Ciunowicz. Sąd Rejonowy w Kętrzynie skazał byłego komendanta na osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. - Pierwszy raz płakałam dziś w sądzie ze wzruszenia. To człowiek, który skrzywdził nas najbardziej - mówi Interii Justyna Roczeń, siostra nieżyjącego strażaka.

Sąd Rejonowy w Kętrzynie zabrał głos w sprawie Szymona S.,  byłego komendanta Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kętrzynie. Wyrok: osiem miesięcy w zawieszeniu na dwa lata, a także dwuletni zakaz wykonywania zawodu strażaka i pełnienia funkcji kierowniczych w OSP.

Prokuratura zarzucała byłemu komendantowi podżeganie strażaków do składania fałszywych zeznań co do rzeczywistego przebiegu wypadku, w którym zginął Maciej Ciunowicz. Sąd kwalifikację czynu nieznacznie zmienił: z podżegania na pomocnictwo. Nie miał jednak wątpliwości, że Szymon S. jest winny.

Reklama

Tuż po rozprawie siostra zmarłego strażaka nie kryła emocji. - Komendant nie wyraził żadnej skruchy, wręcz przeciwnie. Szymon S. w mowie końcowej mówił, że Maciek był dorosły, że sam podjął decyzję i że nie wszyscy skakali. Do samego końca obwiniał mojego brata, nie biorąc zupełnie winy na siebie. Ale sąd mu nie uwierzył - mówi Interii tuż po wyroku Justyna Roczeń, siostra nieżyjącego strażaka.

Śmierć strażaka na skokochronie. Zacieranie śladów i zmowa milczenia

Do tragedii doszło 14 czerwca 2018 roku. To wówczas na terenie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kętrzynie zorganizowano ćwiczenia ze skokochronem. Szkolenie miało obejmować rozkładanie i składanie urządzenia służącego do amortyzacji skoków z wysokości. W czasie ćwiczeń doszło jednak do wypadku. 23-letni strażak Maciej Ciunowicz trafił do szpitala z pękniętą czaszką. Lekarze walczyli o jego życie równy miesiąc. Zmarł 14 lipca 2018 roku.

Zaraz po wypadku dowódca zmiany i inni strażacy przekazali policjantom, że podczas przerwy w ćwiczeniach Ciunowicz zasłabł.

- Powiedziano nam, że poszli na papierosa, a jak wrócili, to brat leżał już nieprzytomny. Podali, że miał tętniaka w głowie, przewrócił się i uderzył głową o butlę z tlenem. O żadnych skokach mowy nie było - mówiła Interii Justyna Roczeń, siostra nieżyjącego strażaka.

Pogrążona w żałobie rodzina nie uwierzyła jednak w wersję z zasłabnięciem. Bliscy Macieja Ciunowicza sami ustalili, że na terenie jednostki odbywały się skoki na skokochronie. Strażacy nie tylko ćwiczyli rozkładanie urządzenia, ale i skakali na nie, co jest niedozwolone. Najpierw skoki oddawane były z podnośnika samochodu, a potem z dachu garażu. Bez żadnego zabezpieczenia, a nawet hełmów. Przy wypadku obecni byli inni strażacy. Doszło do zacierania śladów.

Strażacy skazani, komendant z nową pracą

To nie pierwszy wyrok w sprawie śmierci Macieja Ciunowicza. Wcześniej skazano jego kolegów i dowódcę, którzy próbowali zatuszować okoliczności śmierci strażaka. Pięciu strażaków ze zmiany Macieja Ciunowicza oskarżono o składanie fałszywych zeznań i zatajenie prawdy co do okoliczności, przebiegu i przyczyny śmiertelnego wypadku ich kolegi.

1 lipca 2020 roku Sąd Rejonowy w Kętrzynie uznał ich za winnych. Postępowanie wobec nich warunkowo umorzono na okres dwuletniej próby, uznając że dopuścili się zarzucanych czynów z obawy przed grożącą im odpowiedzialnością karną. Do winy się przyznali. Wyrazili żal i skruchę. Za nieumyślne spowodowanie śmierci strażaka oraz podżegania do składania fałszywych zeznań skazano też dowódcę zmiany. Wyrok: rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres trzech lat i trzyletni zakaz wykonywania zawodu strażaka.

Jedyną oskarżoną, ale nieosądzoną osobą pozostawał ówczesny p.o komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Kętrzynie, Szymon S. Kiedy skazywano kolegów Macieja za składanie fałszywych zeznań, Szymon S. był już komendantem powiatowym w Państwowej Straży Pożarnej w Mrągowie, gdzie trafił w lutym 2020 roku. Z tego stanowiska komendant wojewódzki odwołał go rok później. Po miesiącu od odwołania Szymon S. w wieku 45 lat złożył raport o zwolnienie ze służby i z honorami przeszedł na emeryturę.

Interia pisała, że Szymon S. dostał pracę w sąsiedniej gminie. W Urzędzie Gminy w podkętrzyńskich Barcianach zajmuje się m.in. zarządzaniem kryzysowym i ochotniczymi strażami pożarnymi. Dla rodziny Macieja Ciunowicza był to skandal. Zwłaszcza z uwagi na ciążący na nim akt oskarżenia.

Szymon S. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Nie chciał także rozmawiać z nami. Ani on, ani Marta Kamińska, wójt gminy Barciany, która byłego komendanta zatrudniła.

Siostra strażaka: Pierwszy raz płakałam dziś w sądzie. Ten wyrok to przełom

Siostra pana Macieja nie kryje, że dzisiejszy wyrok jest dla rodziny nieżyjącego strażaka bardzo ważny.

- Pierwszy raz płakałam dziś w sądzie ze wzruszenia. Dla nas był to najtrudniejszy w dotychczasowych wyroków, jakie zapadły w tej sprawie. To człowiek, który skrzywdził nas najbardziej. Nas i własnych podwładnych. Dla nas ten wyrok to jasny komunikat, że sąd nie akceptuje wykorzystywania własnego autorytetu do osiągnięcia celu, a ówczesny komendant tego zaufania społecznego nadużył - mówi Interii Justyna Roczeń.

Wyrok jest nieprawomocny.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy