Reklama

2,7 mld zł na TVP i media publiczne. Autor poprawki: Nie znam się na tym

Podczas środowego posiedzenia sejmowej komisji finansów jej przewodniczący Andrzej Kosztowniak z PiS zaproponował zwiększenie dofinansowania dla TVP i Polskiego Radia. Zamiast niecałych 2 mld media publiczne mają dostać 2,7 mld zł. - Przyznaję, że nie jestem znawcą mediów: zarówno tych publicznych jak prywatnych. Nie czuję się specjalistą - powiedział Interii Kosztowniak, kiedy dopytywaliśmy, na co potrzebne będą pieniądze. Polityk przyznał też, że poprawka to pomysł "całej grupy politycznej" PiS.

Odkąd gruchnęła wieść o poprawce sygnowanej przez szefa sejmowej komisji finansów, opozycja nie zostawia suchej nitki na PiS. W tej sprawie zgodni są zarówno działacze Konfederacji jak i PO, PSL, Nowej Lewicy czy Polski 2050. Konkurencja PiS mówi o drożyźnie oraz dofinansowaniu partyjnej propagandy w mediach publicznych. Co na to autor poprawki? 

Opozycja mówi jasno, że chciałaby zaorać tę telewizję. Wszyscy to widzimy i słyszymy. Jednak to, że kilku polityków Platformy czy zjednoczonej opozycji ma taki plan, nie świadczy o woli wszystkich Polaków - uważa Kosztowniak. - Po drugiej stronie pojawią się tacy, którzy będą chcieli zamknąć Onet, TVN, Gazetę Wyborczą - dodaje. 

Reklama

W rozmowie z Interią przewodniczący Komisji Finansów Publicznych powołuje się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r. Przewodniczył mu wówczas prof. Andrzej Rzepliński. Sędziowie orzekli wtedy, że ze względu na zwolnienia ustawowe związane z opłatami abonamentu telewizji należy się rekompensata. 

- Dlatego też podjęliśmy decyzję (o przekazaniu dodatkowych 700 mln zł - red.) jako klub. Ja oczywiście parafowałem tę poprawkę, ale decyzja należy do całej grupy politycznej. To nie jest tylko i wyłącznie mój pomysł - podkreśla Andrzej Kosztowniak. Nie ukrywa też, że osobiście ma niewiele wspólnego z tematem poprawki. Jak powiedział Interii poseł, "nie jest znawcą mediów". 

- Nie czuję się specjalistą. Misją telewizji publicznej jest budowane jej wizerunku, również kultury, szczególnie tej wysokiej. W środę mogliśmy oglądać w TVP choćby mecz naszych reprezentantów - podkreśla radomski parlamentarzysta. - To wszystko kosztuje. Niektórzy nie chcą tego dostrzegać, ale za to wszystko musimy zapłacić pieniędzmi. Nikt inny nam tego nie da. Taka jest rzeczywistość - dodaje szef komisji finansów.

Pieniądze bez konkretnego celu

Większość posłów PiS z sejmowej komisji kultury i środków przekazu nie jest zbyt rozmowna w sprawie dodatkowych pieniędzy dla mediów publicznych. - Nie chciałbym odpowiadać na pytanie o te pieniądze przez telefon. To wymaga dłuższej rozmowy, tym bardziej ze względu na emocje wiążące się z tematem - powiedział nam Jarosław Zieliński, były wiceszef MSWiA i członek gremium.

Jacek Świat z PiS odsyła nas do komisji finansów i argumentuje, że wprowadzenie poprawki nie było dyskutowane na komisji kultury. Wspomina również o wyroku Trybunału Konstytucyjnego sprzed dekady: - Wszystko zostało wyliczone na podstawie tego, jaki powinien być abonament, a jaki nie jest. Nie sposób wyegzekwować tych opłat od abonentów. Nie ma tu żadnych cudów, te pieniądze nie są przeznaczone "na coś" - mówi polityk.

- Kwota wynika z wyliczeń, jaka powinna być rekompensata. Szczegółów nie znam. Proszę pytać przewodniczącego komisji, szefa KRRiT albo ewentualnie prezesa TVP - dodaje Świat.

Jeden z naszych informatorów należących do PiS, który nie chce ujawniać nazwiska, wskazuje na byłego szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Witolda Kołdziejskiego. Zdaniem tego rozmówcy, zorientowanego w świecie mediów, to KRRiT dysponował odpowiednimi ekspertyzami dotyczącymi strat wynikających z niewyegzekwowanego abonamentu.

- Nie komentuję. Nie wiem, z jakich wyliczeń korzystali posłowie - odpowiada krótko Witold Kołodziejski, kiedy pytamy go o kwotę wymienioną w poprawce. 

W podobnym tonie wypowiadają się oficjalnie przedstawiciele KRRiT. - KRRiT nie jest ustawodawcą i nie uczestniczy w pracach nad projektem ustawy budżetowej. O wyjaśnienia proszę się zwrócić do posłów-autorów tej nowelizacji - przekazała Interii Teresa Brykczyńska, rzecznik krajowej rady.

"Nie ma wyliczeń"

Marek Rutka, poseł Nowej Lewicy i członek Rady Mediów Narodowych: - Nie ma żadnych wyliczeń dotyczących rekompensat, chociaż PiS tłumaczy, że chodzi o utracony abonament. Na ten rok rekompensata to ciągle 1,99 mld zł. Skąd ta kwota? Nie wiadomo - uważa. - Tak zażyczyła sobie telewizja czy Jacek Kurski. Na kolejny rok chcą 2,7 mld zł, więc tyle dostaną. Kwota z sufitu, z radiokomitetu przy Nowogrodzkiej - twierdzi polityk.

Rutka jest przekonany, że dodatkowe fundusze dla mediów publicznych mają być wsparciem dla PiS przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w przyszłym roku. - Jeśli dzisiaj największe partie polityczne wydają na kampanie między 35 a 50 mln zł, to jak to porównać do kwoty 700 mln zł ekstra? To pozwala na kampanię z rozmachem - uważa członek RMN. - Wiadomo, że w telewizji przygotowują wszystko od strony ośrodków regionalnych. Będzie mnóstwo przekazu regionalnego: za posłem rozdającym czeki w terenie wyślą ekipę telewizyjną. Od wiosny ramówka oddziałów telewizji, w zakresie informacyjnym, będzie bardzo rozbudowana - zauważa.

Dotychczas politycy PiS w różny sposób argumentowali przyznanie 2,7 mld zł dla TVP i Polskiego Radia. Radosław Fogiel, były rzecznik partii, mówił w TVN24 o "pewnego rodzaju waloryzacji". Krzysztof Czabański, szef RMN w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową wspominał o "wieloletnich zaniedbaniach mediów publicznych". Padały również argumenty dotyczące wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Jakub Szczepański 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: TVP | Polskie Radio | budżet Sejm | pieniądze

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy