Reklama

Reklama

10. rocznica tragedii w hali MTK

Dziś mija 10. rocznica zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK) - największej katastrofy budowlanej w historii Polski. Zginęło wtedy 65 uczestników odbywającej się tam wystawy gołębi pocztowych, ponad 140 zostało rannych.

Dla wielu poszkodowanych i bliskich ofiar to ciągle żywe wspomnienie. Część z nich wciąż domaga się zadośćuczynień i uznania odpowiedzialności za katastrofę Skarbu Państwa. Proces karny ws. katastrofy toczy się przed katowickim sądem i jest szansa, że zakończy się w marcu. O przyczynienie się do tragedii prokuratura oskarżyła m.in. projektantów hali i byłych szefów MTK.

Dzień katastrofy

W sobotę, 28 stycznia 2006 roku, w pawilonie nr 1 - największym na terenie MTK - odbywały się targi gołębi pocztowych. Dach hali zawalił się ok. godz. 17.15. Wielu spośród osób, które były wtedy w pawilonie, udało się z niego wyjść o własnych siłach i bez obrażeń. Świadkowie mówili, że ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby do wypadku doszło nieco wcześniej - wielu gości niedługo przed zawaleniem się dachu wyszło z hali.

Reklama

W kulminacyjnym momencie akcji ratowniczej - między pierwszą a drugą w nocy - na miejscu pracowało ponad 1300 osób: strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, GOPR-owców, a także żołnierzy i żandarmów. Wydobywani z rumowiska ranni przewożeni byli do szpitali m.in. w Chorzowie, Katowicach, Siemianowicach Śląskich i Sosnowcu. Pierwszy etap akcji ratowniczej zakończył się po kilkunastu godzinach, w niedzielę 29 stycznia. Później na gruzowisko kilka razy wchodzili ratownicy z psami wyspecjalizowanymi w poszukiwaniu zwłok.

Na początku lutego rozpoczęły się prace rozbiórkowe, w czasie których wydobyto ciała pozostałych poszkodowanych, ostatnie z nich - 14 lutego. Posadzkę hali udało się całkowicie odsłonić 19 lutego. Wtedy było już pewne, że ostateczny bilans tragedii to 65 zabitych. Wśród nich było dziewięciu cudzoziemców: trzech Czechów, dwóch Słowaków, Belg, Niemiec, Holender i Węgier.

Przyczyny tragedii

Choć już w czasie akcji ratowniczej wiele osób zwracało uwagę, że na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu i lodu, kierownictwo MTK na zwołanej po katastrofie konferencji prasowej zapewniło, że dach był odśnieżany. Po dwóch miesiącach od tragedii komisja powołana przez głównego inspektora nadzoru budowlanego Marka Naglewskiego uznała, że głównymi przyczynami katastrofy były błędy projektowe i konstrukcyjne oraz nadmierne zaleganie na jej dachu śniegu. Podobne były ustalenia biegłych, powołanych przez prokuraturę. Według nich na dachu zalegał śnieg o ciężarze około 190 kg na m kw.

Katowicka prokuratura okręgowa zamknęła śledztwo latem 2008 roku. Proces ruszył w maju 2009 roku. Oskarżonych zostało 12 osób, m.in. b. szefowie spółki MTK, projektanci hali i szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą obiektu. Jedna z osób, której przedstawiono zarzuty, dobrowolnie poddała się karze. Została wyłączona z głównego procesu.

Według rzecznika Sądu Okręgowego w Katowicach Jacka Krawczyka jest szansa, że proces zakończy się w marcu br. Do przesłuchania zostali jeszcze biegli i niektórzy oskarżeni, którzy chcą złożyć uzupełniające wyjaśnienia.

Według prokuratury na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem. Z z opinii biegłych wynika, że główną przyczyną katastrofy były błędy w projekcie wykonawczym pawilonu. Odbiegał on znacząco od sporządzonego prawidłowo projektu budowlanego. Aby ograniczyć koszty, projektanci błędnie określili współczynnik kształtu dachu, błędnie też zaprojektowali przykrycie dachowe i słupy podtrzymujące konstrukcję.

Oskarżenia

Dwaj projektanci hali zostali oskarżeni o umyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy oraz samej katastrofy. Grozi za to do 12 lat więzienia. Trzeci, niezależny projektant, który miał weryfikować projekt wykonawczy, odpowiada przed sądem za nieumyślne sprowadzenie katastrofy.

Z ustaleń śledztwa wynika, że mimo wielu alarmujących sytuacji, kierownictwo MTK lekceważyło zagrożenie. Byli szefowie MTK odpowiadają za umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy oraz nieumyślne doprowadzenie do niej. Inni oskarżeni to m.in. szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą hali. W procesie odpowiadają też koordynator techniczny MTK i powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Chorzowie.

Odszkodowania, zadośćuczynienia i renty

Według prokuratury, w dniu katastrofy w pawilonie było 1329 osób. W chwili, gdy dach runął, wewnątrz było ok. tysiąca osób. Spośród ponad 140 rannych 26 osób doznało ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Po katastrofie do sądów w Katowicach i Chorzowie wpłynęło ok. stu jednostkowych spraw o odszkodowania. Większość zakończyła się wyrokami - sądy zwykle przychylały się do roszczeń, choć zasądzały odszkodowania, zadośćuczynienia i renty w niższej kwocie niż domagali się poszkodowani - od kilku do kilkuset tys. zł.

Początkowo, rodziny ofiar i ranni w katastrofie kierowali swoje roszczenia pod adresem spółki MTK, ale później także do Skarbu Państwa, podkreślając, że jest on samoistnym posiadaczem terenu, na którym stała hala (MTK tylko dzierżawiły teren). To stanowisko podzielały sądy, które uznały, że odszkodowania powinno wypłacić właśnie państwo. Strona powodowa wskazywała ponadto na zaniedbania władzy publicznej w zakresie nadzoru budowlanego, które - co w części potwierdziła też prokuratura - przyczyniły się do katastrofy.

Pozew zbiorowy

W lutym 2011 roku do warszawskiego sądu został przesłany pozew zbiorowy, obejmujący 16 poszkodowanych i bliskich ofiar katastrofy. Jego adresatem był właśnie Skarb Państwa. Sądy odrzuciły pozew uznając, że zgodnie z ustawą w postępowaniu grupowym nie można dochodzić roszczeń o ochronę dóbr osobistych.

Pełnomocnik poszkodowanych, mec. Adam Car, złożył później kolejny pozew, tym razem obejmujący jedynie bliskich ofiar śmiertelnych katastrofy. W styczniu 2015 r. Sąd Najwyższy uznał go za dopuszczalny. SN uznał, że możliwe jest w sprawie ustalenie okoliczności wspólnych dla wszystkich powodów, czyli np. odpowiedzialności pozwanego Skarbu Państwa za śmierć osób w wyniku katastrofy budowlanej. Sprawa jest w stołecznym sądzie okręgowym.

- Początkowo do pozwu przystąpiło ok. 30 osób, po ogłoszeniu w prasie jest ich już ok. 80. Kolejne mają jeszcze czas do 28 stycznia - powiedział PAP na kilka dni przed 10. rocznicą katastrofy mec. Car.

Bliscy ofiar nie domagają się na razie konkretnych kwot odszkodowań - chcą uznania, że za tragedię odpowiada Skarb Państwa, co ma ułatwić późniejsze dochodzenie roszczeń.

Wcześniej mec. Car kilkakrotnie składał wezwał Skarb Państwa do ugody - złożył taką propozycję prezydentowi Chorzowa, powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego w Chorzowie, wojewodzie śląskiemu, ministrowi Skarbu Państwa, głównemu inspektorowi nadzoru budowlanego i spółce MTK. Żadna ze stron nie zgodziła się na ugodę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy