"The Washington Post": Władimir Putin przekonany o nieuchronnym zwycięstwie
Rosjanie w 2025 roku zdobyli mniej niż 1 proc. terytorium Ukrainy. Nie udało im się też podbić żadnego miasta. To jednak wystarczy Władimirowi Putinowi, by wierzyć, że zwycięstwo jest nieuniknione.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Prezydent Władimir Putin ubrany w mundur wojskowy odwiedził w ubiegłym tygodniu rosyjski posterunek wojskowy, gdzie dowódcy zaprezentowali wspaniałe postępy rosyjskiej armii, twierdząc, że zdobyli ukraińskie miasto Kupiańsk. To opinia niezgodna z danymi z frontu opartymi na analizach źródeł open source. Twierdzili również, że zdobyli niemal cały Pokrowsk.
Nawet jeśli jego generałowie ponownie nieco przesadzili, to plakat wiszący za Putinem z hasłem "Kto walczy, ten wygrywa" wzmocnił przekaz, że mimo wszystko to Rosja wygrywa, a Ukraina nie ma innego wyboru, jak zgodzić się na rosyjskie żądania lub zostać pokonaną.
Powolne postępy Rosji w 2025 roku pozwoliły jej zdobyć mniej niż kolejny jeden procent ukraińskiego terytorium i to ogromnym kosztem: ok. 200 tys. żołnierzy zginęło lub zostało rannych. To jednak wystarczy rosyjskiemu prezydentowi, który niezmiennie emanuje pewnością, że zwycięży i próbuje sam kształtować fakty. Takie podejście zdaje się mieć wpływ na prezydenta Donalda Trumpa.
- Podkreślam, że rosyjskie siły wszędzie utrzymują niekwestionowaną inicjatywę strategiczną - powiedział Putin w ubiegłym tygodniu na forum w Klubie Wałdajskim. W piątek Trump stwierdził w wywiadzie, że Ukraina "niedługo straci" resztę Donbasu. - Tracą terytorium - powiedział.
Rosjanie są blisko zdobycia Pokrowska, wytrwałej fortecy w obwodzie donieckim, która była utrzymywana przez ponad rok, ale mimo to zachodni analitycy wojskowi nadal nie widzą, by Rosja miała zdobyć jakąkolwiek znaczącą przewagę, która złamałaby wolę walki Ukraińców. Zamiast tego, jeśli nie nastąpi interwencja dyplomatyczna, należy spodziewać się dalszych ogromnych strat w ludziach.
Rosja gotowa walczyć dalej. "Nie chodzi o nowe terytoria"
Putin stwierdził w miniony piątek, że Rosja może bez problemu nadal walczyć, jeśli Kijów nie zacznie rozważać porozumienia pokojowego, które wyciekło w ubiegłym tygodniu, i które zawiera kilka czerwonych linii dla Ukrainy takich jak: znacząca redukcja liczebności wojska czy oddanie Rosji terytorium, którego jeszcze nie zdobyła.
- Ogólnie jesteśmy zadowoleni, ponieważ dzięki siłom zbrojnym i walce zmierzamy w kierunku osiągnięcia celów specjalnej operacji wojskowej - powiedział Putin, odnosząc się do wojny.
Plan pokojowy został zmodyfikowany podczas niedzielnych rozmów między USA i Ukrainą, co sprawia, że prawdopodobnie będzie on znacznie mniej akceptowalny przez Rosję.
Putin jest gotowy walczyć nadal mimo strat gospodarczych i ogromnej liczby ofiar, która przekracza straty USA w Iraku czy Związku Radzieckiego w Afganistanie, ponieważ czuje słabość USA i Europy oraz wycieńczenie Ukrainy - uważają analitycy.
Były rosyjski dyplomata Borys Bondarew twierdzi, że dla Putina jest to warte tej ceny, ponieważ nie chodzi mu aż tak o podbijanie nowych terenów, ale o zrekompensowanie strat Związku Radzieckiego z zimnej wojny i ponowne potwierdzenie statusu Rosji jako światowej potęgi.
- Nie walczy o ukraińskie wsie. Nie walczy o ukraińskie terytoria. Nawet nie o ukraińskie złoża minerałów ziem rzadkich. Walczy o coś znacznie większego - mówi.
- Po pierwsze chce, żeby Stany Zjednoczone i Europa przyznały, że Rosja ma własną strefę wpływów, w którą USA i Europie nie wolno ingerować - twierdzi Bondarew.
- Jego celem jest zniszczenie apetytu na sprzeciw - dodaje.
Administracja Trumpa naciska na Ukrainę, by szybko podpisała nowy plan pokojowy opracowany przez Waszyngton po konsultacjach z urzędnikami rosyjskimi, ukraińskimi i europejskimi. Podczas niedzielnych negocjacji w Genewie delegacje USA i Ukrainy sporządziły "zaktualizowany i ulepszony plan pokojowy" - twierdzi Biały Dom. Obie strony określiły rozmowy jako "bardzo produktywne".
Rosja robi postępy, ale ogromnym kosztem
Odkąd Trump objął urząd, Putin wielokrotnie odrzucał jego wezwania do zawieszenia broni, ponieważ powolne postępy przekonywały go, że możliwe jest zwycięstwo.
Według Black Bird Group - organizacji analizującej konflikt - Rosjanie zdobyli ok. 2758 km² w ciągu sześciu miesięcy od maja do października. W takim samym okresie w ubiegłym roku było to ok. 1921 km².
Według analityków Rosja dokonała ważnych udoskonaleń w tym roku, które pomogły jej armii. Znacznie rzadziej przeprowadza ataki z udziałem "mięsa armatniego", rozwija swoje oddziały dronowe oraz uderza w ukraińskich operatorów dronów i logistykę, by kontrolować drogi i uniemożliwiać szybkie wycofywanie się Ukraińców.
Współpracownik londyńskiego Royal United Services Institute Sam Cranny-Evans twierdzi, że Rosja wraz z postępami infiltruje ukraińskie pozycje poprzez wysyłanie niewielkich oddziałów i gromadzenie ich w celu przeprowadzenia ofensywy.
- Towarzyszą temu ataki dronów i artylerii na ukraińskie pozycje i przede wszystkim trasy logistyczne. Rosjanie skupili się na ukraińskim pasie obronnym, a kiedy osiągnęli sukces, przesunęli środki walki elektronicznej i inne zasoby dalej w głąb kraju - twierdzi.
Ginie jednak coraz więcej żołnierzy, a rosyjska kultura wojenna nadal pozostaje brutalna i tępa. Mnożą się dowody na potencjalne zbrodnie wojenne takie jak ataki na domy i infrastrukturę cywilną, zabijanie cywilów za pomocą dronów w celu depopulacji ukraińskich miast czy egzekucje ukraińskich żołnierzy, którzy się poddali.
- Liczba rosyjskich ofiar jest nadal duża - mówi Emil Kastehelmi, analityk wojskowy z Black Bird Group. - Są w stanie jednak rekompensować te straty nowymi żołnierzami, w przeciwieństwie do Ukrainy. Zaskakujący jest fakt, że chociaż zasoby ludzkie są jednym z największych zasobów Rosji, traktują je jako coś całkowicie zbędnego - dodaje.
- Wydają ogromne środki na wojnę, w której nie są w stanie zdobyć zdecydowanej przewagi - dodaje.

Ukrainie trudno jest odeprzeć powolne postępy Rosji, biorąc pod uwagę liczebność jej personelu i braki w sile ognia. Rosja jest w stanie wykorzystywać luki, które mają ukraińskie siły obronne w związku z poważnymi problemami Kijowa z rosnącą dezercją i rekrutacją nowych żołnierzy.
Jednak analityk wojskowy z Carnegie Endowmeant for International Peace Michael Kofman, który niedawno wrócił z podróży do Ukrainy, określił rosyjskie postępy jako "bezbarwne" i okupione dużymi stratami, przy jednoczesnym braku osiągnięć założonych celów.
Ukraińska obrona się nie załamuje
Rosji udało się ograniczyć ukraińską przewagę w wykorzystaniu dronów dzięki własnej produkcji, która przewyższa ukraińską - twierdzi Kofman. Na początku roku dronowa "strefa śmierci" unosiła się przede wszystkim nad siłami rosyjskimi, ale obecnie dotyka ona po równo obie strony - dodaje.
- W 2025 roku rosyjskie dowództwo założyło dwie możliwości i obie okazały się mylne. Pierwsza zakładała, że dzięki trwałej presji w pewnym momencie dojdzie do załamania się ukraińskiej obrony. Druga, że dzięki wysiłkom dyplomatycznym z nadchodzącą administracją Trumpa, nawet jeśli nie dojdzie do załamania ukraińskiej linii frontu, może zakończyć się zachodnie wsparcie militarne dla Ukrainy pod wodzą USA, co ostatecznie pozwoli osiągnąć ten sam cel - mówi.
- Mimo pogarszającej się sytuacji wojskowej oba te założenia okazały się bardzo mylne. Pozostaje pytanie, czy utrzymają je również w 2026 - twierdzi Kofman.
Ukraiński urzędnik, który wypowiedział się anonimowo, twierdzi, że Moskwa wierzy w swoją przewagę na froncie, ale w rzeczywistości "miesiącami walczy o kilka przecznic niewielkich miasteczek".
Chociaż postępy Rosji przez lata były powolne, to wojny są nieprzewidywalne. Analitycy zwracają uwagę, że sytuacje może się szybko zmienić, jeśli Rosji uda się wykorzystać widoczne wycieńczenie Ukraińców i rosnące problemy z liczbą żołnierzy w 2026 roku.
Zdobycie Pokrowska wzmocni pozycję negocjacyjną Rosji
Wraz ze zbliżającym się końcem roku Rosjanie są coraz bliżej zdobycia Pokrowska. Analitycy wojskowi ostrzegają, że tendencja Kijowa do utrzymywania na siłę miast na długo po tym, jak straciły one strategiczne znaczenie, tak jak miało to miejsce w przypadku Bachmutu i innych, powoduje ryzyko wyższej liczby ofiar, co potencjalnie może zniechęcać Ukraińców do walki i tym samym pogłębiać kryzys związany z liczbą żołnierzy.
Jednak sytuacja na froncie w Pokrowsku ukazuje dylemat, z którym Ukraina musi się mierzyć od początku wojny: musi balansować między politycznymi oczekiwaniami USA i Europy a wymaganiami na polu bitwy. Upadek Pokrowska, który jest oblegany przez Rosjan od lata 2024 roku, może wzmocnić rosyjską propagandę, która przedstawia powolne postępy jako niepowstrzymany pociąg do zwycięstwa.

- Ukraina jest zaangażowana w szerszą walkę z rosyjską próbą pokazania, że jej kampania jest nieubłaganym marszem ku zwycięstwu. Ostatnio udało jej się przekonać Biały Dom, że mniej więcej utrzymuje obwód doniecki - mówi Kofman.
- Chociaż może to być prawda, to bardzo widoczna porażka w Pokrowsku może zniszczyć tę narrację. Gdy obserwatorem tego jest osoba, której poglądy łatwo kształtować, i która często zmienia zdanie, to istnieje potencjalne ryzyko - dodaje, odnosząc się do Trumpa, który wstrzymał amerykańską pomoc wojskową dla Ukrainy, przerzucając ciężar finansowy na Europę.
Trump pod koniec września twierdził, że Ukraina może odzyskać wszystkie utracone terytoria, a w piątek powiedział, że Ukraina przegra.
Putin jest pewny swego. "Nie okazuje nawet śladu zaniepokojenia"
Według emerytowanego profesora studiów nad wojną na londyńskim King's College Lawrence'a Freedmana Putin liczy na to, że Ukrainie skończą się żołnierze, co doprowadzi do załamania na linii frontu.
"Nie okazał dotychczas nawet śladu zaniepokojenia, że wojna może nie skończyć się jego sukcesem" - napisał Freedman na platformie Substack.
Pomimo pewności Putina Rosja nadal będzie musiała odnotować znacznie większe postępy, by zmusić Ukraińców do poddania się. W tym roku nie zdobyła ona jeszcze żadnego dużego miasta. Coraz trudniej jest jej też uzupełniać straty, bo liczba nowych rekrutów spada, a problemy gospodarcze spowodowane sankcjami i gospodarką wojenną uderzą z jeszcze większą siłą w przyszłym roku.
Ukraińców czeka najgorsza zima od początku wojny, ponieważ infrastruktura energetyczna została w dużej mierze uszkodzona w wyniku rosyjskich bombardowań.
"W kraju nie spada determinacja do odparcia agresji, mimo że sytuacja obecnie wydaje się wycieńczająca i trudna" - napisał Freedman.
"Ukraińcy nie akceptują również rosyjskiej narracji, że są skazani na porażkę" - czytamy.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autorka: Robyn Dixon
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz










