"The Washington Post": Węgry to laboratorium nieliberalnego nacjonalizmu. Znamy wyniki eksperymentu
Węgry to polityczne laboratorium, w którym przeprowadzono eksperyment "nieliberalnej demokracji". Johan Norberg, szwedzki historyk idei, publicysta i senior fellow waszyngtońskiego Cato Institute, analizuje 16 lat rządów Fideszu i ich konsekwencje dla tamtejszej gospodarki, demokracji i społeczeństwa.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
W ubiegłym miesiącu w nagraniu wideo Donald Trump udzielił Viktorowi Orbanowi "pełnego i całkowitego poparcia" przed wyborami na Węgrzech 12 kwietnia. To już taki zwyczaj prezydenta USA, że śmiało włącza się w politykę wewnętrzną innych państw. W tym przypadku rozsądniej byłoby jednak najpierw sprawdzić "termin przydatności" premiera, któremu udziela się poparcia, i jego podupadającego projektu nieliberalnej demokracji.
Po wielokrotnych zwycięstwach wyborczych Orban i jego rządząca od 2010 roku partia Fidesz stają wobec realnego wyzwania ze strony Petera Magyara, przewodniczącego centroprawicowego ugrupowania TISZA. Ta od ponad roku prowadzącą w sondażach partia opiera swoją kampanię na hasłach walki z korupcją.
Wynik wyborów pozwoli ocenić skalę niezadowolenia Węgrów z polityki Orbana. Przyniesie też odpowiedź na pytanie, czy ciesząca się szerokim poparciem opozycja ma szansę zwyciężyć po 16 latach rządów władzy, która zmieniła prawo wyborcze na swoją korzyść
i podporządkowała sobie znaczną część mediów.
Dlaczego Trump wspiera Orbana? Węgry jako bastion konserwatyzmu
Zainteresowanie prezydenta Trumpa politycznym przetrwaniem Orbana wynika częściowo z ich osobistej relacji, ale istnieje też głębsze powiązanie. Wielu zwolenników i sojuszników Trumpa - w tym wiceprezydent JD Vance - postrzega Węgry jako bastion wartości konserwatywnych i chrześcijańskich w liberalnej i świeckiej Unii Europejskiej.
Dla nich te wybory mają dodatkowe znaczenie. Węgry służyły jako laboratorium dla polityk promowanych w Stanach Zjednoczonych przez narodowych konserwatystów, którzy chcą, by państwo aktywnie wspierało wartości konserwatywne.
Niezależnie jednak od wyniku wyborów Orban już pokazał, że jego wizja nieliberalnej demokracji to ślepa uliczka, która uczyniła Węgry uboższymi i mniej wolnymi.

"Wystarczy, że wygramy raz, ale porządnie"
Projekt ten rozpoczął się w 2010 roku, gdy Fidesz zwyciężył większością dwóch trzecich głosów, co dało mu możliwość zmiany konstytucji. Jak ujął to Orban przed dojściem do władzy: "Wystarczy, że wygramy raz, ale porządnie".
Od tego czasu z dumą mówił o swojej ambicji zbudowania "państwa nieliberalnego", wskazując jako wzorce takie kraje jak Rosja i Chiny.
I tak też uczynił. Aby usunąć mechanizmy kontroli i równowagi ograniczające władzę Orbana, Fidesz przeorał system sądownictwa i instytucje państwowe. Zmuszono wielu sędziów do przejścia na emeryturę, a trybunał konstytucyjny obsadzono lojalistami. Kluczowe instytucje przejęli partyjni nominaci powoływani na wyjątkowo długie kadencje, co zapewniało wpływy wykraczające daleko poza pojedynczy cykl wyborczy, a prawo wyborcze zmieniono tak, by utrudnić działanie opozycji.
Jak Orban przejął media i instytucje
Na tym się nie skończyło. W 2010 roku organizacja Reporterzy bez Granic plasowała Węgry na 23. miejscu na świecie pod względem wolności prasy. Dziś zajmują one 68. miejsce - a to za sprawą działań rządu Orbana osłabiającego niezależne media poprzez nakładanie represyjnych podatków od reklam oraz cofanie zezwoleń i koncesji nadawczych.
W 2013 roku, gdy media i aparat państwowy znalazły się już pod ścisłą kontrolą Fideszu, rozpoczął się proces przejmowania społeczeństwa obywatelskiego.
Węgierski bank centralny przekazał rządowi około 900 milionów euro na utworzenie sieci formalnie niezależnych fundacji finansujących instytuty i środowiska sprzyjające Orbanowi.
W 2021 roku rząd jeszcze bardziej umocnił swoją pozycję, przekazując uniwersytety, przedsiębiorstwa i aktywa warte miliardy do "fundacji interesu publicznego" kontrolowanych przez swoich sojuszników, wyłączając tę równoległą strukturę władzy spod demokratycznej kontroli.

Kleptokracja po węgiersku
Podobnie gospodarka wolnorynkowa przekształciła się w system politycznego uprzywilejowania. Poprzez wywłaszczenia oraz selektywne podatki i regulacje wypchnięto z rynku niezależne przedsiębiorstwa. Prywatne oszczędności emerytalne zostały przejęte, a zagraniczni właściciele ziemi utracili kluczowe prawa do swojej własności. Tymczasem rząd kierował zamówienia publiczne, kontrakty i kredyty do grupy powiązanych z nim oligarchów.
Lorinc Meszaros, przyjaciel Orbana z dzieciństwa i najbogatszy człowiek w kraju, symbolizuje przemianę Węgier w państwo, w którym sukces ekonomiczny zależy od powiązań z władzą. W słynnej wypowiedzi Meszaros przypisywał swoje bogactwo "Bogu, szczęściu i Viktorowi Orbanowi". Nic dziwnego, że we wskaźniku percepcji korupcji (CPI) Węgry są dziś klasyfikowane na równi z Chinami i Kubą.
Ta kleptokracja to dziedzictwo Fideszu i Orbana. Jeśli oceniać ich po deklarowanych celach - uczynienia Węgier znów wielkimi, chrześcijańskimi i prorodzinnymi - to ich model rządzenia poniósł porażkę.
Bilans rządów Orbana
Mimo że Węgry to jeden z największych beneficjentów funduszy unijnych na mieszkańca, tempo wzrostu gospodarczego było niższe w porównaniu do państw regionu.
Wydatki sięgające nawet 5,5 proc. produktu krajowego brutto na wsparcie rodzin przyniosły jedynie w 2021 roku chwilowy wzrost współczynnika dzietności do 1,61 dziecka na kobietę, po czym spadł on do szacowanych 1,31 w 2025 roku - znacznie poniżej poziomu 2,1 potrzebnego do utrzymania stabilnej liczby ludności.
W okresie rządów Orbana spadła również religijność, co sugeruje, że upolitycznienie religii poprzez subsydia i przywileje prawne dla faworyzowanych wyznań w rzeczywistości szkodzi pobożności.
Dziś Węgry są jedynym państwem Unii Europejskiej, które w barometrze demokracji amerykańskiego instytutu badawczego Freedom House nie jest klasyfikowane jako "wolne".
Po 16 latach funkcjonowania jako laboratorium postliberalnego nacjonalizmu wynik węgierskiego eksperymentu jest jednoznaczny: usunięcie instytucjonalnych ograniczeń władzy w imię wielkich wizji dobra wspólnego uwalnia najniższe, najbardziej przyziemne dążenia do zysku i korupcji.
Jak mówi Pismo Święte, które Orban tak chętnie cytuje: "Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo".
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autor: Johan Norberg
Tłumaczenie: Monika Bortnowska










