"The Washington Post": W Rosji nie wytrzymują najwierniejsi. "Co mamy z tym zrobić?"
Nawet uległym zazwyczaj rosyjskim parlamentarzystom coraz trudniej powstrzymać się od krytyki Kremla. - Co mamy zrobić z dziurą budżetową? Drukować pieniądze? Czy ma być tak jak w 1992 roku? - pytał deputowany Walerij Gartung, nawiązując do hiperinflacji, która na początku lat 90. zrujnowała oszczędności Rosjan. W Moskwie zdają sobie sprawę, że wojna w Ukrainie zmierza donikąd.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Rosyjscy urzędnicy coraz ostrzej grożą nasileniem bombardowań Kijowa, ostrzegając zachodnich dyplomatów, by opuścili ukraińską stolicę.
W ubiegłym tygodniu, w nocy z wtorku na środę, Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Kijów z użyciem rakiet balistycznych i dronów. Zginęły co najmniej cztery osoby, a dziesiątki zostały ranne. Uszkodzonych zostało kilka budynków mieszkalnych. Rosja zaatakowała również Dniepr w środkowej Ukrainie, gdzie zginęło co najmniej dziewięć osób.
W ubiegły piątek były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, obecnie wiceszef Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, zlekceważył europejskie oburzenie po tym, jak rosyjski dron rozbił się o budynek mieszkalny w Rumunii, kraju należącym do NATO. Nazwał ten incydent "dopiero pierwszym sygnałem ostrzegawczym".
"Obywatele państw UE, powinniście zrozumieć, że wasze władze jednostronnie przystąpiły do wojny z Rosją" - napisał Miedwiediew na platformie X. "Bądźcie więc czujni i niczemu się nie dziwcie. Spokojny sen się skończył" - dodał.
Europejscy urzędnicy, rozmawiający pod warunkiem zachowania anonimowości ze względu na wrażliwy charakter kwestii bezpieczeństwa, ocenili, że eskalacja jest skutkiem narastających problemów militarnych i gospodarczych Rosji. Ich zdaniem może też sygnalizować próbę doprowadzenia do porozumienia na warunkach Moskwy.
Cele Putina poza zasięgiem. W Rosji narasta niepokój na szczytach władzy
Niedawna analiza opublikowana w "Russia in Global Affairs", jednym z najważniejszych rosyjskich czasopism poświęconych polityce zagranicznej, wskazuje, że cele wojenne Władimira Putina są dziś nieosiągalne. Może to być kolejny sygnał narastającego sprzeciwu na szczytach rosyjskiego establishmentu politycznego.
Według cenionego rosyjskiego badacza Wasilija Kaszyna dalsza pomoc Zachodu dla Kijowa sprawia, że Rosja nie jest już w stanie prześcignąć Ukrainy pod względem wydatków na sprzęt i technologie wojskowe. Jednocześnie ukraińska mobilizacja okazuje się wystarczającą przeciwwagą dla bardziej ograniczonego rosyjskiego systemu poboru.
"Wojna toczy się między przeciwnikami o porównywalnym potencjale. Historycznie takie konflikty niezwykle rzadko prowadziły do całkowitego zniszczenia jednej ze stron" - napisał Kaszyn. Jak dodał, "likwidacja antyrosyjskiego reżimu jest zasadniczo nieosiągalna bez długotrwałej pełnej okupacji wojskowej całego kraju. Dla Rosji jest to technicznie niemożliwe".
Kilku wysokich rangą europejskich urzędników wyraziło obawy, że Rosja może próbować rozszerzyć wojnę przeciwko Ukrainie na Europę. Putin w piątek zaprzeczył tym sugestiom, nazywając je "ordynarnymi, bezczelnymi kłamstwami".
W wystąpieniu z ubiegłego tygodnia szef brytyjskiej agencji wywiadu elektronicznego GCHQ stwierdził, że Moskwa "cofa się" na polu walki. Ostrzegł jednocześnie przed rosyjskimi próbami nasilenia działań hybrydowych przeciwko Wielkiej Brytanii i innym państwom europejskim.
W oficjalnych wypowiedziach rosyjscy urzędnicy łączyli ostrzejszą retorykę dotyczącą ataków na Kijów z ukraińskim nalotem na akademik w Starobielsku, w okupowanej przez Rosję części obwodu ługańskiego na wschodzie Ukrainy. W ataku zginęło 21 osób.
Rosyjscy i europejscy urzędnicy oraz analitycy twierdzą jednak, że Kreml gorączkowo szuka sposobów na odzyskanie inicjatywy w trakcie letniej ofensywy, która może okazać się trudniejsza, niż zakładano w Moskwie.
Ukraińskie ataki dronów średniego zasięgu coraz mocniej uderzają w rosyjską logistykę na kluczowym korytarzu lądowym, który przez okupowane południe Ukrainy prowadzi na Krym. Rosja zajęła i anektowała półwysep w 2014 roku, łamiąc prawo międzynarodowe.
Według prokremlowskiego analityka Siergieja Markowa skutkiem tych zakłóceń było racjonowanie paliwa na Krymie. W miniony weekend pojawiły się też doniesienia o powszechnych niedoborach benzyny.
Rosja traci przewagę na froncie. Kreml sięga po groźby
W ostatnich tygodniach Rosja przeprowadziła kolejne fale uderzeń na Ukrainę z użyciem rakiet balistycznych, pocisków manewrujących i dronów. Doszło do jednego z najcięższych ataków na Kijów od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku.
- Zapowiadane ataki i ostatnie działania Rosji wymierzone w Kijów są wyraźnie reakcją nie tylko na niedawne ukraińskie uderzenie na szkołę w Ługańsku, lecz także na rosnący zasięg ukraińskich dronów i pocisków oraz spowolnienie rosyjskiej ofensywy - powiedział rosyjski naukowiec związany z kręgami dyplomatycznymi w Moskwie. Rozmawiał pod warunkiem zachowania anonimowości ze względu na wrażliwy charakter sprawy.
- Putin chyba wciąż uważa, że rosyjskie siły są w stanie w ciągu kilku miesięcy zająć pozostałą część obwodu donieckiego na wschodzie Ukrainy, a następnie na tej podstawie wznowić rozmowy o zakończeniu konfliktu - stwierdził naukowiec. - To się nie stanie. Maj dobiega końca i jasne jest, że bez dodatkowych działań będzie można mówić jedynie o stagnacji.
Tatiana Stanowaja, starsza ekspertka Carnegie Russia Eurasia Foundation, oceniła, że sytuacja zaczyna obracać się przeciwko Rosji.
- Przewaga militarna Rosji się kurczy, Ukraina rozszerza zasięg i intensywność ataków, a Stany Zjednoczone zrobiły przerwę w negocjacjach - wskazuje Stanowaja. - To wszystko sprawia wrażenie, że wydarzenia nie zmierzają w kierunku, którego chciałby Putin. W dużej mierze eskalacja jest jedynym sposobem reakcji na sytuację, nad którą traci się kontrolę - dodała.
Jonatan Vseviov, sekretarz generalny MSZ Estonii, ostrzegł we wpisie na platformie X, że Kreml próbuje zaostrzać napięcia z NATO w ramach "ostatniej próby wciągnięcia Zachodu w pułapkę negocjacyjną, rozbicia wsparcia dla Ukrainy i odwrócenia nas od obranego kursu".
Ostatnio Putin powtórzył tezę, którą po raz pierwszy przedstawił na początku maja: że impet rosyjskich działań na froncie oznacza, iż wojna w Ukrainie "zbliża się do końca". Nie przedstawił jednak żadnych dowodów na poparcie tej tezy.
Rosyjscy analitycy oraz jeden z europejskich urzędników ocenili, że Moskwa może wykorzystywać groźbę eskalacji, by skłonić Stany Zjednoczone do wznowienia rozmów pokojowych. Kreml liczy na to, że administracja Trumpa wywrze presję na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, aby wycofał siły z silnie ufortyfikowanego obwodu donieckiego.
- Ale do tego nie dojdzie - powiedziała Stanowaja. - Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Nawet lojalni deputowani zaczynają mówić głośno
Zajęcie obwodu donieckiego stało się najważniejszym celem militarnym Putina i jego głównym warunkiem zakończenia wojny po tym, jak fiaskiem zakończyła się szersza próba zajęcia Kijowa i obalenia rządów Zełenskiego.
Rosyjscy analitycy i europejscy urzędnicy twierdzą jednak, że zgoda na wycofanie sił ukraińskich z obwodu donieckiego pozwoliłaby Putinowi odbudować arsenał i później podjąć próbę zajęcia kolejnych terytoriów.
Putin ogłosił również aneksję czterech ukraińskich regionów - obwodów ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego - choć jego wojska nadal nie kontrolują ich w całości.
Rosyjska gospodarka znajduje się pod coraz większą presją, mimo gwałtownego wzrostu cen ropy wywołanego wojną USA z Iranem i zamknięciem cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku dla globalnych dostaw energii.
Według Janisa Klugego, ekonomisty z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa, zwiększone wydatki na rosyjską armię, połączone z gwałtownym spadkiem dochodów z sektora cywilnego w kurczącej się gospodarce, dotkniętej bolesnymi sankcjami i wysokimi stopami procentowymi, sprawią, że Rosja nadal będzie notować znaczący deficyt budżetowy.
- Presja najmocniej widoczna jest obecnie w budżetach regionalnych - powiedział Kluge.
Rosyjski minister finansów Anton Siłuanow powiedział w ubiegłym tygodniu dziennikowi "Kommiersant", że rząd przygotowuje głębokie cięcia budżetowe we wszystkich obszarach poza obronnością i wydatkami socjalnymi. Ma to związek z podwojeniem deficytu w pierwszym kwartale tego roku w porównaniu z poprzednim kwartałem.
- Nasze rezerwy nie są nieskończone - powiedział Siłuanow.
Nawet zwykle uległym rosyjskim parlamentarzystom coraz trudniej powstrzymać się od krytyki.
Walerij Gartung, deputowany prokremlowskiej partii Sprawiedliwa Rosja, użył w ubiegłym tygodniu wulgarnego słowa podczas wystąpienia w parlamencie, opisując rosnącą dziurę budżetową kraju, która sięga 11 bln rubli, czyli około 150 mld dolarów.
- Co mamy z tym zrobić? Drukować pieniądze? Czy ma być tak jak w 1992 roku, kiedy ceny rosły co tydzień o 30 proc.? - pytał Gartung, nawiązując do hiperinflacji, która na początku lat 90. zrujnowała oszczędności Rosjan.
Putin stoi przed trudną decyzją
Rosyjskie straty rosną - co miesiąc sięgają dziesiątek tysięcy zabitych i rannych. W efekcie Kremlowi coraz trudniej uzupełniać szeregi armii.
Kontrolowane przez drony "strefy śmierci" na linii frontu sprawiają, że "żołnierze nie są w stanie się stamtąd wydostać" - powiedział Michaił Chodorkowski, niegdyś najbogatszy człowiek w Rosji, a dziś jeden z czołowych opozycjonistów mieszkających w Londynie. - Wcześniej niemal połowa rannych wracała na front. Teraz nie mają już takiej możliwości.
Część europejskich urzędników sugeruje, że przy obecnym tempie strat Rosja może zostać zmuszona do ogłoszenia mobilizacji po wrześniowych wyborach parlamentarnych.
Inni twierdzą jednak, że Kreml najpewniej będzie musiał raczej wstrzymać kampanię wojskową, ponieważ niechętnie zdecydowałby się na tak ryzykowny politycznie krok. Masowa mobilizacja jesienią 2022 roku doprowadził do protestów i ucieczki z kraju dziesiątek tysięcy mężczyzn.
- Powód, dla którego dotąd tego nie zrobili, nadal będzie powodem, dla którego tego nie zrobią - powiedział jeden z europejskich urzędników. - Rosja może zamiast tego chcieć zrobić przerwę, bo dalsze prowadzenie wojny w obecnym tempie jest dla niej nie do utrzymania.
Zachodni urzędnicy, od dawna sceptyczni co do szans na zwycięstwo Ukrainy, dostrzegają zmianę sytuacji na niekorzyść Putina - przynajmniej na razie.
- Możliwy jest scenariusz, w którym Rosji po prostu zabraknie pary - powiedział sir Alex Younger, były szef brytyjskiej Secret Intelligence Service. - Nie oznaczałoby to wypchnięcia rosyjskiej armii z Ukrainy, lecz sytuację, w której jej działania stałyby się strategicznie nieistotne.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autorka: Catherine Belton
Współpraca: Natalia Abbakumowa, Ryga; Serhij Korolczuk, Kijów
Tłumaczenie: Monika Bortnowska










