Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
W odległym rejonie Indonezji wzgórza jedno po drugim ogołacane są z roślinności. Na horyzoncie koparki posuwają się do przodu i wydobywają skały zabarwione na żółto. Nieopodal blade chemikalia gromadzone są w wykopanych w ziemi dziurach wielkości basenu olimpijskiego.
To dzieło chińskich firm górniczych, które mają ogromne pieniądze i liczne koneksje - twierdzą indonezyjscy śledczy. Działania tych firm są nielegalne.

Firmy te przywożą własne mapy geologiczne, koparki i zbiorniki do wypłukiwania. Działają bez pozwoleń i nie są niepokojeni przez lokalną policję. Są czymś, co mieszkańcy nazywają "górniczą mafią". Kontrolują najbardziej dochodowy surowiec tych wzgórz: złoto.
- Nie wiemy, dokąd je zabierają. Wiemy tylko, że nie zostaje ono tutaj - mówi Heru Hairuddin, handlarz złotem w Lantung.
Nielegalne chińskie kopalnie złota. Śledztwo dziennikarskie
Chiny skupują złoto w ogromnych ilościach jako element strategicznych wysiłków na rzecz ograniczenia zależności od amerykańskiego dolara, odcinania się od potencjalnych amerykańskich sankcji i budowania własnej zdolności do wpływania na światowy system monetarny. To napędza nielegalne wydobycie złota w państwach globalnego Południa i niszczenie środowiska od Indonezji przez Ghanę aż po Gujanę Francuską - wynika ze śledztwa "The Washington Post".
Badanie roli Chin w dynamicznie rozwijającym się handlu nielegalnym złotem zostało przeprowadzone z wykorzystaniem zdjęć satelitarnych, danych handlowych, publicznych rejestrów oraz wielu wywiadów z badaczami zajmującymi się złotem, przedstawicielami organów ścigania i urzędnikami rządowymi na trzech kontynentach.
W Indonezji, gdzie nielegalne wydobycie osiąga jeden z najwyższych poziomów, a jednocześnie jest najmniej zbadane, "Washington Post" dotarł do wewnętrznych dokumentów rządowych oraz odwiedził kilka odizolowanych społeczności zajmujących się wydobyciem złota, które zostały dotknięte chińskimi działaniami.

Chińscy pracownicy obecni tam nie chcieli rozmawiać z "Washington Post", ale chińscy operatorzy górniczy w Indonezji twierdzą w wywiadach, że inwestycje w sektorze wydobycia złota w tym kraju gwałtownie rosną.
Na filmach w chińskich mediach społecznościowych skierowanych do inwestorów chińscy górnicy zachwalają "wolny i łatwy" dostęp do ogromnych złóż złota w Indonezji.
Chiny plądrują zasoby innych państw? Pekin zaprzecza
W maju Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) ostrzegło, że zorganizowana przestępczość zakorzeniła się tak głęboko w łańcuchach dostaw złota, że stanowi "poważne globalne zagrożenie". Chińskie zapotrzebowanie sprawiło, że ceny złota osiągnęły ponad 3 tys. dolarów za uncję, a kartele narkotykowe, grupy terrorystyczne i najemnicze coraz bardziej angażują się w ten sektor - ostrzega UNODC.
Według osób badających sektor złota niemal wszystkie one mają powiązania z chińskimi koncernami górniczymi, które zapewniają działania "od kopalni do rynku" i mają największe możliwości pracy w najmniej wyeksploatowanych miejscach.
Wiele nielegalnych operacji związanych ze złotem jest finansowanych i obsługiwanych bezpośrednio przez inwestorów z chińskiego sektora prywatnego, którzy nie są nadzorowani ani karani przez chińskie władze - mówią śledczy. To doprowadziło do oskarżeń ze strony państw bogatych w złoto, że Pekin pozwala na plądrowanie złóż złota za granicami, umożliwiając tym samym szybkie zmiany w handlu, co według urzędników ONZ wspiera szereg innych działań przestępczych.
Chińskie władze odpierają te oskarżenia. Ambasador Chin w Ghanie Tong Defa stwierdził w czerwcu, że obwinianie Pekinu o rozpowszechnianie nielegalnego wydobycia złota to "duża niesprawiedliwość".

Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych i Chińska Izba Handlowa Importerów i Eksporterów Metali, Minerałów i Chemikaliów nie odpowiedziała na szczegółowe pytania "Washington Post". Chińska ambasada w Waszyngtonie stwierdziła, że "nie jest świadoma" oskarżeń wysuwanych przez państwa bogate w złoto dotyczących roli Chin i odmawia komentarza.
- Chińskie siatki są bardzo zaangażowane w nielegalny handel złotem - mówi David Soud, analityk ds. minerałów, który pisze raporty na temat złota dla Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).
- Większość złota, które wydobywają lub nabywają w inny sposób, trafia do Chin wysoce nieprzejrzystymi łańcuchami dostaw - dodaje.
Jak twierdzą urzędnicy i analitycy, zazwyczaj nie płacą przy tym lokalnych podatków i opłat licencyjnych.
Kruszarki, koparki i cyjanek
Według Souda i innych śledczych nielegalne chińskie firmy działają inaczej niż tradycyjni, rzemieślniczy górnicy czy legalne firmy górnicze, również z Chin, działające na skalę przemysłową.
Górnicy rzemieślniczy nie używają prawie w ogóle maszyn, tymczasem nielegalne chińskie firmy wykorzystują kruszarki, koparki i inne narzędzia do prowadzenia wydobycia na skalę, która może rywalizować z kopalniami przemysłowymi.
W przeciwieństwie do przemysłowych kopalń organizacje takie nie zwracają uwagi na przepisy środowiskowe, zdrowotne czy bezpieczeństwo, niszczą lasy i rzeki na skalę niewidzianą wcześniej przez wiele społeczności - mówią analitycy.
Tam, gdzie działają takie chińskie organizacje górnicze, w procesie przetwórstwa odchodzi się od stosowania rtęci i zamiast tego wykorzystuje się cyjanek - to bardziej efektywny, ale również bardziej niebezpieczny proces, zwłaszcza gdy nie jest ściśle kontrolowany - uważają eksperci górniczy.
- Ten system stał się znacznie bardziej złożony i znacznie bardziej zorganizowany - twierdzi Brad Broooks-Rubin, były pracownik Departamentu Stanu, który zajmował się łańcuchami dostaw minerałów w administracji Bidena. - Zachodni świat polityczny z początku przeoczył to, co się dzieje ze złotem - mówi.

Dowodem na to, że kwestia ta zaczęła interesować polityków jest to, że administracja Trumpa w marcu po raz pierwszy oficjalnie wskazała złoto jako jeden z minerałów niezbędnych dla USA. Podczas wysłuchania kilka dni później przewodniczący podkomisji spraw zagranicznych ds. Afryki w Izbie Reprezentantów Chris Smith (republikanin z New Jersey) określił Chiny i ich firmy górnicze jako "największych beneficjentów" nielegalnego handlu złotem.
Nielegalne chińskie kopalnie. Indonezja, Ghana i Gujana Francuska
Pekin odrzuca wezwania do pomocy w zwalczaniu chińskich organizacji górniczych wysyłane przez urzędy z państw bogatych w złoto i nie bierze udziału w wielostronnych wysiłkach mających na celu przeciwdziałanie handlowi na czarnym rynku - mówią w wywiadach urzędnicy i rzecznicy na rzecz walki z tym procederem.
Jak ustalił "Washington Post", władze co najmniej 15 bogatych w złoto krajów wniosły od początku 2024 roku pozwy przeciwko chińskim obywatelom i firmom w związku z nielegalnym wydobyciem złota.
W Ghanie, największym eksporterze złota w Afryce, władze twierdzą, że chińskie organizacje spustoszyły połacie na zachodzie i południu kraju, a teraz posuwają się dalej na północ.
- Chiński rząd nic z tym nie robi - mówi ghański poseł Tiah Abdul-Kabiru Mahama, określając Komunistyczną Partię Chin jako "współwinną" zniszczeń. Setki obywateli Chin zostało aresztowanych w ostatnich miesiącach. Ghana próbowała szukać pomocy u chińskich władz, ale z marnym skutkiem - mówi w wywiadzie minister ziem i surowców naturalnych Emmanuel Armah-Kofi Buah.
Górnicy, którzy są deportowani, ciągle znajdują sposób na powrót do kraju - mówi Buah i dodaje, że "walka z tym jest trudna".

W Indonezji - największym producencie złota w Azji po Chinach - urzędnicy z ministerstwa energii i surowców mineralnych mówią, że otrzymują niemal codziennie zgłoszenia o nielegalnych kopalniach złota w całym kraju, z których największe, jak wynika z wstępnych badań, są powiązane z obywatelami Chin.
W jednej głośnej sprawie z ubiegłego roku władze indonezyjskie poprosiły ambasadę Chin o pomoc w identyfikacji swoich obywateli i pomoc w badaniu sprawy. - Nie chcieli współpracować - mówi anonimowo jeden indonezyjski urzędnik, który nie może dzielić się szczegółami śledztwa. - Chińscy podejrzani uciekli z Indonezji - dodaje.
W Gujanie Francuskiej, francuskim departamencie zamorskim w Ameryce Południowej, chińscy inwestorzy stworzyli "ważny łańcuch logistyczny" na rynku nielegalnego złota, na zwalczanie którego francuska armia wydaje dziesiątki milionów dolarów rocznie - informowała w raporcie z 2023 roku Fundacja Badań Strategicznych (FRS), think-tank zajmujący się obronnością, częściowo finansowany przez francuski rząd.
"Zaangażowanie chińskich graczy wpisuje się w globalny kontekst przechwytywania surowców i drapieżnictwa, do którego zachęca lub które organizuje chiński rząd" - podaje FRS.
Tajemniczy stan posiadania
Według danych stowarzyszenia branżowego - Światowej Rady Złota - Chiny są jednym z największych nabywców złota na świecie od ponad 10 lat. Tajemnicą jest jest jednak, ile go tak naprawdę mają i skąd pochodzi - mówią analitycy.
Komunistyczna Partia Chin jest zaangażowana w nabywanie złota dla państwa za pośrednictwem Banku Ludowego Chin, pośredników lub polityk przemysłowych, które zachęcają do kupna detalicznego i wydobycia złota za granicą - zwracają uwagę analitycy finansowi i rynku złota.

W 2017 roku Song Xin - ówczesny prezes Chińskiego Stowarzyszenia Złota - stwierdził, że inicjatywa Pasa i Szlaku, czyli chiński program infrastrukturalny warty bilion dolarów, jest również "złotą drogą". W latach 2000-2024 państwowi chińscy wierzyciele podpisali 85 zobowiązań kredytowych na wydobycie złota i procesy przetwórcze w państwach globalnego Południa - wynika z danych AidData, laboratorium badawczego na Uniwersytecie William & Mary w Wirginii.
Chińskim górnikom jest łatwiej znaleźć pracę za granicą niż w kraju - mówi Zeng Shanyue, chiński inwestor w kopalnie złota w Indonezji. Wielu z tych wyjeżdżających za granicę pochodzi z prowincji Kuangsi na południu, która ma długie tradycje górnicze. Wyprowadzają się również biznesmeni z innych prowincji, takich jak Zhejiang. - Wszyscy wydobywają - mówi Zeng.
Chińskim strategom to jednak nie wystarczy.
Zakupy złota na ogromną skalę
- Chińskie rezerwy złota nadal są niewystarczające i powinny być zwiększane - powiedział Liu Ping, urzędnik wyższego szczebla w Komunistycznej Partii Chin w marcu na corocznym spotkaniu głównego chińskiego ciała doradczego. Złoto jest "kluczowym narzędziem" dla bezpieczeństwa narodowego kraju, stwierdził inny urzędnik partii Zhang Zhigang.
Wiele państw nie informuje jawnie o swoich rezerwach złota, ale są wyjątkowo duże różnice między tym, co deklarują chińskie władze a tym, co wynika z szacunków organizacji handlowych i banków.
Firma Goldman Sachs szacowała w dokumencie z września 2024 roku, że w niektórych miesiącach chiński bank centralny kupował nawet o 60 ton złota więcej niż deklarował. Na przestrzeni 2024 roku Bank Ludowy Chin potajemnie kupił 570 ton złota i obecnie posiada ponad dwa razy więcej złota niż podaje oficjalnie - twierdzi Jan Nieuwenhujis, analityk ds. złota w Money Metals.
Skala chińskich zakupów zmienia rynek złota - mówi Nieuwenhuijs. - Powodem tego jest fakt, że naprawdę postrzegają złoto jako alternatywę dla dolara - wyjaśnia.
Bank Ludowy Chin nie odpowiedział na prośbę o komentarz. Chińska Generalna Administracja Celna stwierdziła w oświadczeniu, że przestrzega "międzynarodowych konwencji" w zestawianiu i publikacji informacji. "Chiński import i eksport złota jest otwarty i jawny" - czytamy.

Biorąc pod uwagę strategiczną wartość złota, to naturalne, że chiński stan posiadania jest "tajny" - mówi Zhao Quingming, adiunkt w szkole finansów na Uniwersytecie Biznesu Międzynarodowego i Ekonomii w Pekinie.
- Żaden kraj nie mówi otwarcie o tym, czy jego rezerwy złota pochodzą ze źródeł krajowych czy międzynarodowych i ile pochodzi z którego źródła - mówi Zhao.
Problem polega na tym, że brak transparentności pozwala ukrywać coraz większe ilości złota, które zostało wydobyte nielegalnie, mówią naukowcy.
Ostrożne szacunki określają wartość sektora nielegalnego wydobycia złota na ponad 30 mld dolarów i 400 ton rocznie. Z badania opublikowanego w 2024 roku przez organizację non-profit Swissaid wynika, że przemyt złota z Afryki podwoił się w latach 2012-2022.
Pojedyncze, nieautoryzowane kopalnie mogą być mniejsze niż te legalne. Jednak gdy zsumuje się to w skali kraju lub wielu krajów "to ogromna liczba" - mówi Pete Chirico, zastępca dyrektora Centrum Nauk Geologicznych Florence Bascom, amerykańskiej służby geologicznej, która zapewnia naukowe szacunki wydobycia surowców dla rządu USA.
Nie da się odróżnić nielegalnego złota od legalnego, gdy już zostanie przetopione, a jest ono tak samo cenne dla największego nabywcy na świecie.
- Jeśli masz strategiczny interes w wydobyciu złota, nie chcesz polegać jedynie na sektorze przemysłowych kopalń. Starasz się zgarnąć je, gdziekolwiek występuje - mówi Chirico.
"Ludowe wydobycie"
40-letni Lalu Adimiyat spojrzał przez okno ubłoconego suva marki Toyota, który skakał na wybojach rozoranych wzgórz jego wioski we wschodniej Indonezji. Wyszedł na szalejący wiatr i złapał kontakt wzrokowy z kilkoma lokalnymi mężczyznami wyglądającymi z namiotów. Sztywno kiwnął głową i się odwrócił.
Pozostanie tu na długo nie jest bezpieczne, mruknął.
Chińscy inwestorzy zaczęli przyjeżdżać na wyspę Lombok, znajdującą się godzinę drogi łodzią od wakacyjnej wyspy Bali w 2022 roku - mówi Lalu, aktywista z lokalnej społeczności.
W jego wiosce o nazwie Sekotong miejscowi wydobywali niewielkie ilości złota, od lat przemierzając wzgórza na motorowerach i używając ręcznych narzędzi do wydobywania rudy ze złotymi plamkami, które następnie sprzedawali handlarzom w dolinach.

Indonezyjskie władze pozwalały na to tak długo, jak działało to na niewielką skalę. Obywatele otrzymywali pozwolenia na coś, co po indonezyjsku nosi nazwę "tambang rakyat" i co oznacza "wydobycie ludowe".
Chińscy inwestorzy przyszli jednak z koparkami, kruszarkami i pompami, które zszokowały lokalnych górników - wspomina Lalu.
Chińczycy zbudowali własne ośrodki przetwórstwa na szczytach wzgórz i systemy zraszające do polewania rud cyjankiem - środkiem chemicznym, którego lokalni górnicy nigdy nie używali. Sprowadzili wysokie chińskie młyny, których wiatraki robią nawet do 160 obrotów na minutę. Szybko chińscy inwestorzy zaczęli wydobywać dziennie ilości złota, których wydobycie zajęłoby lokalnym górnikom miesiące, a nawet lata - mówi Lalu.
- Czuliśmy się pokonani - wspomina.
"Otwarcie nas okradają"
Po kilku starciach wrogość osiągnęła apogeum w sierpniu 2024 roku, gdy mieszkańcy podpalili dormitorium dla chińskich górników. Na miejsce przybyły władze krajowe, które odkryły jedną z największych nielegalnych kopalń złota kiedykolwiek ujawnionych w Indonezji. Działalność odbywała się na powierzchni porównywalnej do 184 boisk do futbolu amerykańskiego. Wydobywano tu złoto o szacunkowej wartości rynkowej wynoszącej 5,5 mln dolarów miesięcznie.
- Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewał - mówi 58-letni Dian Patria, który prowadził inspekcję miejsca w październiku.

Dian to mówiący prosto, wąsaty biurokrata z indonezyjskiej komisji antykorupcyjnej. Opowiada, że obserwował, jak chińskie nielegalne siatki rozprzestrzeniają się po Indonezji, korumpując władze od tych na szczeblu lokalnym po ministrów w rządzie. W prowincjach na dalekim wschodzie kraju, którymi się zajmuje i gdzie złoża minerałów są skoncentrowane najbardziej, najbardziej pożądaną łapówką jest właśnie złoto.
- Otwarcie nas okradają - mówi ze smutkiem Diam w swoim biurze w Dżakarcie.
W poprzednich dekadach, gdy w sektorze wydobycia złota w Indonezji dominowały amerykańskie firmy takie jak Newmont, władze mogły polegać częściowo na amerykańskich, a częściowo na międzynarodowych przepisach antykorupcyjnych takich jak Konwencja OECD o zwalczaniu przekupstwa, które zapobiegały nadmiernej korupcji. Nie obowiązują one jednak chińskich operatorów, którzy mają niewiele przeszkód w angażowaniu się w korupcję za granicą - mówi Dian.
Nielegalne kopalnie złota bezkarne
Indonezyjskie władze zgłaszały nielegalne wydobycie przez chińskie firmy złota na dużą skalę w co najmniej czterech prowincjach w ciągu ostatniego roku. Nie doszło do ani jednego skazania.
W jednym przypadku w Kalimantan, indonezyjskiej części wyspy Borneo, władze znalazły kopalnię, która rozciągała się na długość ponad 1600 metrów i zatrudniała 80 osób. Obywatele Chin zostali postawieni przed sądem, a następnie nagle uniewinnieni. Decyzja ta została później uznana przez Indonezyjską Komisję Sądowniczą za naruszającą zasady etyki sędziowskiej.
W czerwcu jeden z chińskich oskarżonych wciąż przebywających w Indonezji ponownie stanął przed sądem i usłyszał wyrok trzech lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 1,8 mln dolarów.
Haruki Agustina, dyrektor ds. łagodzenia skutków zmian klimatu w indonezyjskim ministerstwie środowiska stwierdziła, że według niej kara jest niewystarczająca, biorąc pod uwagę zniszczenia, jakie środowisku wyrządziła kopalnia, a zwłaszcza niekontrolowane wykorzystanie cyjanku. - Znacznie za niska kara - mówi w wywiadzie.

Według wewnętrznych dokumentów indonezyjskiego rządu, do których dotarł "Washington Post", na wyspie Lombok nielegalna kopalnia w Sekotong weszła na teren chronionego obszaru leśnego, a działania są kontynuowane przez trzy firmy - dwie kierowane przez obywateli Chin i jedną przez obywatela Indonezji. Żadna z nich nie ma wymaganego pozwolenia. Dodatkowo, według informacji zawartych w dokumentach, istnieje kilkanaście innych nielegalnych kopalń na wyspie Lombok i wyspach sąsiednich, o których rząd wie.
Śledztwo w sprawie Sekotong, które zostało w zeszłym roku przekazane policji, utknęło w martwym punkcie - mówi wysoki rangą urzędnik w ministerstwie energii i surowców mineralnych. Jak dodaje, powody takiego stanu rzeczy nie zostały przekazane ministerstwu. Policja nie odpowiedziała na prośbę o komentarz.
Gdy dziennikarze "Washington Post" odwiedzili Sekotong w maju, policyjne taśmy rozwieszone w zeszłym roku zostały zerwane. Ciężarówki pełne rudy złota jechały wzdłuż krawędzi klifów. Kopalnie wydawały się pracować. Lalu zacisnął zęby, gdy podnosił telefon, by to wszystko nagrać.
- Zero odpowiedzialności - powiedział.
Pekin plądruje
W styczniu setki mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga protestowały przeciwko temu, co określają jako "plądrowanie" krajowego złota przez chińskich operatorów.
- Chiński rząd zawsze prosi chińskich obywateli i firmy na całym świecie, aby ściśle przestrzegały lokalnego prawa - mówi Guo Jiakon, rzecznik prasowy chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych zapytany o te demonstracje.
Urzędnicy z państw bogatych w złoto twierdzą jednak, że Pekin nie robi zbyt wiele, by tego pilnować.

Chińskie władze nie chcą współpracować przy próbach identyfikacji obywateli Chin, którzy mogą być odpowiedzialni za nielegalne wydobycie złota - twierdzą międzynarodowi śledczy i urzędnicy z Ghany i Indonezji. Chińskie władze przestały również udostępniać dane, które mogłyby pomóc określić skalę i śledzić nielegalne przepływy złota. Wyraźnie nie biorą również udziału w wielostronnych dyskusjach na ten temat - mówią badacze.
Przykładowo w maju, podczas konferencji OECD na temat odpowiedzialnych łańcuchów dostaw minerałów w Paryżu - szeroko postrzeganych jako najważniejsze doroczne forum na ten temat - niewielka chińska delegacja wypowiedziała się na temat górnictwa przemysłowego, ale nie wzięła udziału w dyskusjach na temat nielegalnych przepływów - zwracają uwagę uczestnicy.
W rozmowach tych "Chiny są tematem tabu" - mówi Guillaume de Brier, naukowiec z International Peace Information Service, belgijskiego instytutu skupiającego się na górnictwie w regionie Wielkich Jezior Afrykańskich.
- Rozmawiamy o nich, ale ich przy tym nie ma - mówi.
Bezskuteczny opór
Górnictwo rzemieślnicze w wiosce Lantung pojawiło się dekady temu - mówią mieszkańcy. Wydobycie na dużą skalę rozpoczęło się natomiast trzy lata temu, gdy pewien Chińczyk w średnim wieku znany mieszkańcom jako Pan Xi zaczął zawierać umowy z drobnymi właścicielami ziemskimi, by móc kopać na ich polach. Obiecał odszkodowanie, które nigdy się nie pojawiło - mówią mieszkańcy. Próby protestów nie przyniosły jednak efektu.
Odpływ z głębokich dołów na szczytach wzgórz niszczy plony. Praktycznie co tydzień bydło, które pije wodę z rzeki poniżej basenów wypełnionych cyjankiem, pada - mówią.
- To wzgórze i tamto, i tamto. Cała ta goła ziemia, którą widzicie, należy do Chińczyków - mówi Sabuddin, jeden z mieszkańców.

49-letni Sabuddin, który jak wielu Indonezyjczyków posługuje się jedynie imieniem, stoi na ostrym klifie, mając na sobie koszulę z długim rękawem, wiszącą luźno na jego szczupłej sylwetce. Twierdzi, że zajmował się "górnictwem ludowym", pracował młotkiem i kilofem. Czasami kopał w miejscach takich jak to, które Chińczycy przekopali i zostawili. Nigdy nie kopał jednak dla Chińczyków.
- Pracują nielegalnie. Nie chcę być w to zaangażowany - wyjaśnia.
Mimo to, gdy patrzy na dżunglę, którą jako młody chłopak wielokrotnie przemierzał, czasami czuje podziw dla skali chińskiej działalności. Wskazuje na blaszane dachy na skale naprzeciwko - to dormitorium dla pracowników, którzy ochraniają nielegalną kopalnię. Nawet gdy zapada noc, światła w tym budynku nie gasną - mówi. Kruszarki szumią, koparki sięgają coraz dalej.
Mieszkańcy nie byliby w stanie prowadzić takich działań, mówi Sabbuddin.
- Nie, tylko Chińczyków na to stać - dodaje.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post". Autorka: Rebecca Tan (współpraca: Winda Charmila, Rachel Chason, Pei-Lin Wu)
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz











