"The Washington Post": Pocztówka z zaświatów. "Jeśli to czytasz, to znaczy, że jestem martwy"
"Jeśli to czytasz, to znaczy, że nie żyję i naprawdę bardzo cię lubiłem" - pocztówkę o takiej treści otrzymał 56-letni Jason Snape. Obok widniało zdjęcie jego dawnego nauczyciela.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
W stercie korespondencji na swoim stole kuchennym Jason Snape dostrzegł pocztówkę od swojego byłego profesora z college'u.
Czystą czcionką Helvetica było na niej napisane: "Jeśli to czytasz, to znaczy, że nie żyję i naprawdę bardzo cię lubiłem".
Do wiadomości załączone zostało zdjęcie Dona Glickmana z poważnym wyrazem twarzy, w bluzie z kapturem i żółtych awiatorkach. W rogu widniał jego odręczny portret.
- To ostania rzecz, jakiej się spodziewałem - mówi 56-letni Snape.
Po pierwszej chwili szoku Snape się roześmiał.
- Bardzo mnie to rozśmieszyło, ponieważ to tak bardzo do niego pasowało. Przesłał to pocztą, by każdy po drodze zobaczył pocztówkę z napisem "nie żyję i naprawdę bardzo cię lubiłem" - mówi.

Okazuje się, że była to tylko jedna z ponad 100 pocztówek, które Glickman kazał swojej córce wysłać jego ulubionym uczniom i przyjaciołom po jego śmierci.
- To niezwykłe, słodkie i bardzo wprost, czyli dokładnie takie, jaki był Glickman - mówi Snape.
Profesor żegna się z byłym studentem. "Był dla mnie inspiracją"
Glickman zmarł w listopadzie w wieku 94 lat.
Snape poznał Glickmana pod koniec lat 80. na uniwersytecie w Buffalo, gdzie Glickman był profesorem - wykładał sztukę projektowania. Snape nauczył się od niego przedkładać treść ponad styl i dostrzegać piękno w prostocie.
- Ufałem mu, gdy próbowałem znaleźć odpowiedź na jakiś problem. Wszyscy w pewien sposób jesteśmy produktami naszych profesorów - mówi Snape.
Snape sam był nauczycielem projektowania przez 10 lat, a obecnie pracuje w firmie remontowej w Atlancie. Jak twierdzi, Glickman był dla niego dużą inspiracją i zwrócił się do niego po wskazówki, gdy sam zaczynał uczyć.
"Jeśli to czytasz, to znaczy, że nie żyję"
Pomysł na pośmiertne pocztówki zrodził się latem ubiegłego roku podczas rozmowy Glickmana z jego jedyną córką Leah w jego domu w Anacortes w Waszyngtonie. Miał 93 lata i przebywał pod opieką domowego hospicjum.
- Już wtedy umierał - mówi Leah Glickman, która tłumaczy, że jej ojciec do końca pozostawał świadomy, ale jego ciało już go zawodziło.
Don Glickman cierpiący na niewydolność serca wiedział, czego chce pod koniec życia. - Jego życzeniem było umrzeć w domu z widokiem, który kochał - twierdzi jego córka.
W jej rodzinie odważnie stawiało się czoła śmierci - mówi.
- W naszym domu nigdy nie mówiło się, że "ktoś odszedł". Mówiliśmy: "umarł". Nikt nie wychodzi stąd żywy. Wszyscy chodzimy do łazienki i wszyscy umieramy - wspomina.
Mając to na uwadze, zapytała ojca, jak chciałby być zapamiętany. Stwierdził, że nie chce żadnego pogrzebu.

Leah zaproponowała więc kilka pomysłów, w tym przyjęcie z lodami (jej ojciec uwielbiał te o smaku masła z orzechów pekan). Później żartobliwie stwierdziła, że "mógłby wysłać pocztówki".
Oczy ojca się rozszerzyły. Postanowione.
- Jeśli to czytasz, to znaczy, że nie żyję i naprawdę bardzo cię lubiłem - powiedział na głos Don Glickman. Oboje wybuchnęli śmiechem.
- To cały Don Glickman - twierdzi Leah.
Profesor o nietypowym poczuciu humoru
Gdy zdrowie Dona Glickmana zaczęło się pogarszać, córka pozbierała adresy jego "ulubionych ludzi".
- Jeśli cię lubił, to o tym wiedziałeś - wspomina ojca Leah.
Opisuje go jako posiadacza specyficznego poczucia humoru, które nie każdy rozumiał. Był również marzycielem.
- Jeśli miałabym opisać go jednym słowem, byłoby to słowo "ciekawski" - mówi Leah.
Na początku swojej kariery Don Glickman pracował ze znanym architektem R. Buckminsterem Fullerem, zanim zaczął wykładać na uniwersytecie w Milwaukee w Wisconsin i uniwersytecie w Buffalo.
- Mój tata przesiąknięty był designem - twierdzi Leah, która jest scenografką. - To nie tylko architektura. To budynki, but na nodze, kanapa, na której siedzisz i to, jak układasz rzeczy na swoim biurku - mówi.
Nauczanie było jego powołaniem.
- Był niezwykle utalentowanym projektantem, ale to nauczanie sprawiało, że czuł się kochany. Byłby bardzo dumny z tego, że został zapamiętany jako nauczyciel - mówi Leah.
Don Glickman przeszedł na emeryturę pod koniec lat 90. Pozostawał w kontakcie z Snape'em i wysyłał swojemu byłemu uczniowi co roku życzenia urodzinowe.
- Uczył przez wiele lat i fakt, że zapamiętał mnie po dekadach, nie mieści mi się w głowie - mówi Snape.
Co jakiś czas Snape wysyłał byłemu profesorowi swoje szkice, komiksy i projekty, nad którymi pracował.
- Rzeczy, które mnie bawiły i wiedziałem, że bawiłyby też jego - mówi Snape.
Ubiegłej jesieni Don Glickman wysłał Snapowi wiadomość z informacją, że jest pod opieką hospicjum. Snape wysłał mu pakiet kilku swoich prac w nadziei, że podniesie go to na duchu.
Ostatnie dzieło profesora
Don Glickman zmarł 11 listopada 2025 roku. Leah wraz z przyjacielem, który był grafikiem, opracowała pocztówki zawierające niewielki szkic jej ojca, który stworzył lata temu jego najlepszy przyjaciel. Według niej był to przez wiele lat "podpis" jej ojca, który dołączał do każdego maila i listu. Na odwrocie napisała swoją własną wiadomość.
"Po 94 latach na tej planecie mój ojciec odszedł. Jego ostatnie dni były pełne lodów o smaku masła z orzechów pekan, muzyki flamenco, widoku, który uwielbiał i miłości, którą w końcu zaakceptował. W ramach swojego ostatniego projektu Glickman prosił o stworzenie tej pocztówki. Sam wybrał zdjęcie i tekst. Był tym, kim był, do samego końca" - napisała.

Leah Glickman w okolicach świąt Bożego Narodzenia wysłała pierwszą partię pocztówek do rodziny, przyjaciół, byłych studentów i doktorów, gdy podczas sprzątania domu ojca natknęła się na jego korespondencję ze Snape'em rozciągającą się na wiele lat.
Dotychczas Leah wysłała około 110 pocztówek, ale planuje wysłać kolejne, gdy przyjdą jej do głowy kolejne osoby.
Snape jest zaszczycony, że się załapał. Podzielił się zdjęciem swojej pocztówki leżącej na jego szkicowniku za pośrednictwem Instagrama.
"Mam nadzieję, że wszyscy macie takich nauczycieli jak on. Nakierowują nas na drogę, o której istnieniu nawet nie wiedzieliśmy" - napisał w poście.
Przyjaciel jego przyjaciela udostępnił to na X, a post szybko stał się viralem z 1,5 mln wyświetleń.
Leah Glickman twierdzi, że reakcja ją zaskoczyła. Gdy ludzie zaczynali otrzymywać pocztówki, zaczęły do niej spływać wiadomości: "Zachowam to na zawsze", "Oprawię to", "Zachowam to w teczce opisanej: 'chcę czegoś takiego, gdy umrę'".
- Myślę, że chociaż nigdy nie chciał zwracać na siebie uwagi, to bardzo by mu się to spodobało - twierdzi Leah.
Ma nadzieję, że ostatni gest jej ojca zachęci ludzi do zmiany myślenia o śmierci.
- To nie musi być straszne. Jeśli masz tyle szczęścia, by móc podjąć takie decyzje pod koniec życia, to powinieneś je podjąć - mówi.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autorka: Sydney Page
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz










