"The Washington Post": Lula pokazuje, jak radzić sobie z Donaldem Trumpem
- Nie umie pan się uśmiechać? - zaczepił Donalda Trumpa prezydent Brazylii, 80-letni Luiz Inácio Lula da Silva, znany jako Lula. Przywódca zdołał zbudować znakomite relacje z amerykańskim prezydentem, co doprowadziło do zniesienia sankcji i obniżenia ceł. "The Washington Post" przygląda się, na czym polega urok Luli.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najbardziej opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Kiedy w maju prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva przybył do Białego Domu, gospodarz zaczął od oprowadzenia go po prezydenckiej "Alei Sław" - aż do własnych portretów.
Gdy szli obok siebie, Lula - jak sam opowiada - podpuścił prezydenta Donalda Trumpa, komentując jego surową minę na zdjęciach.
- Nie umie pan się uśmiechać? - zapytał.
Trump miał odpowiedzieć, że wyborcy wolą przywódców, którzy wyglądają poważnie.
- Tylko w kampanii - odparł Lula. - Teraz, kiedy pan rządzi, może się pan trochę uśmiechnąć. Życie robi się lżejsze, gdy się uśmiechamy.
Na oficjalnej fotografii opublikowanej po spotkaniu 7 maja przez brazylijski rząd Trump rzeczywiście się uśmiecha.
- Mieliśmy świetne spotkanie - powiedział dziennikarzom prezydent USA. - Dużo handlujemy i będziemy handlować jeszcze więcej… To dobry człowiek. Mądry facet.
Ci, którzy pochylają głowę, mogą już jej nie podnieść
Trump i lewicowi przywódcy. Nawet się polubili
Trump ma historię ciepłych osobistych relacji z częścią lewicowych (umownie - przyp. Interia) przywódców - od prezydent Meksyku Claudii Sheinbaum i jej poprzednika Andrésa Manuela Lópeza Obradora po chińskiego przywódcę Xi Jinpinga.
Jednak serdeczność między Trumpem a Lulą jeszcze rok temu wydawałaby się mało prawdopodobna. Wówczas Trump ogłaszał cła na kluczowe brazylijskie towary eksportowe i nakładał sankcje na brazylijskich urzędników, próbując zatrzymać ściganie swojego przyjaciela, byłego prezydenta tego kraju Jaira Bolsonaro. Bolsonaro, pokonany przez Lulę w 2022 r., został oskarżony o próbę utrzymania się przy władzy poprzez wojskowy zamach stanu.
Lula opisuje swoje podejście do Trumpa jako strategiczne.
- Jeśli udało mi się rozśmieszyć Trumpa, mogę osiągnąć też inne rzeczy - powiedział "The Washington Post" w pierwszym wywiadzie po ich spotkaniu. - Nie można po prostu się poddać.
Lula kontra młody Bolsonaro
80-letni Lula chce osiągnąć więcej niż tylko dyplomatyczny reset. Przed swoimi prawdopodobnie ostatnimi wyborami w październiku długoletni "lew" latynoamerykańskiej lewicy próbuje przedstawić się jako pragmatyczny mąż stanu - zdolny współpracować z globalną prawicą, ale bez ulegania jej.
Lula ubiega się o czwartą kadencję w zaciętym wyścigu z Fláviem Bolsonaro, startującym w miejsce ojca, który odbywa obecnie 27-letni wyrok za próbę obalenia demokratycznych rządów prawa w Brazylii.

Lula liczy na wzmocnienie wizerunku doświadczonego, stabilnego, ale i elastycznego przywódcy - w momencie, gdy konserwatyzm polityczny od Salwadoru po Argentynę rośnie w siłę.
Siedząc przy dużym drewnianym biurku w swoim gabinecie, z mapą świata za plecami, Lula mówi, że osobista relacja z Trumpem może przyciągnąć amerykańskie inwestycje do Brazylii, zapobiec kolejnym cłom i sankcjom oraz zapewnić poszanowanie brazylijskiej demokracji.
- Trump wie, że sprzeciwiam się wojnie z Iranem, nie zgadzam się z jego interwencją w Wenezueli i potępiam ludobójstwo, które dzieje się w Palestynie - powiedział. - Ale moje polityczne spory z Trumpem nie wpływają na moją relację z nim jako głową państwa. Chcę, żeby traktował Brazylię z szacunkiem, rozumiejąc, że jestem tu demokratycznie wybranym prezydentem.
Zdaniem Luli to właśnie brak szacunku doprowadził do gwałtownego pogorszenia relacji w ubiegłym roku. Po wprowadzeniu przez Trumpa ceł i sankcji Lula oskarżył go o naruszenie suwerenności Brazylii. W publicznych wystąpieniach dawał mu do zrozumienia: Brazylia jest gotowa rozmawiać z Waszyngtonem o różnicach, ale tylko wtedy, gdy będzie traktowana jak równy partner.

Lula pewny swego. "Trump już to wie"
Były działacz związkowy, który wyszedł ze skrajnej biedy i wygrał trzy kadencje prezydenckie, zbudował swoją polityczną tożsamość na negocjacjach i osobistej dyplomacji. Podejście do Trumpa ukształtowała także lekcja wyniesiona od niepiśmiennej matki, Dony Lindu.
- Ci, którzy pochylają głowę, mogą już jej nie podnieść - zacytował.
- Brazylia jest dumnym krajem. Nie musimy się nikomu kłaniać - dodaje Lula.
To wyraźny kontrast wobec podejścia Jaira Bolsonaro, naznaczonego ideologicznym zbliżeniem do Waszyngtonu i otwartym podziwem dla Trumpa.
Lula mówi, że nie próbuje wbijać klina między Trumpa a Bolsonaro. Uważa jednak, że dobre relacje mogą neutralizować "kłamstwa" o Brazylii, które - jego zdaniem - nakręciły presję w 2025 r. (by "ukarać" obecne brazylijskie władze - przyp. Interia).
Eduardo Bolsonaro, kolejny syn, przeprowadził się w zeszłym roku do USA, by przekonać Trumpa, że jego ojciec jest ofiarą politycznych prześladowań.
- Nigdy nie poprosiłbym Trumpa, żeby nie lubił Bolsonaro. To jego sprawa - powiedział Lula. - Nie muszę robić nic, żeby wiedział, że jestem lepszy od Bolsonaro. On już to wie.
Trump zachwycony Lulą, znosi sankcje
Trump i Lula spotkali się po raz pierwszy krótko we wrześniu na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, kilka dni po skazaniu Bolsonaro. Od tego czasu widzieli się jeszcze dwa razy i rozmawiali telefonicznie czterokrotnie. Trump zasypywał Lulę pochwałami, nazywając go "dynamicznym" i "mądrym", a także złagodził cła i zniósł sankcje wobec Brazylii.
Korzyści polityczne w kraju stały się widoczne. Wielu Brazylijczyków uznało, że twarde stanowisko Luli wobec Trumpa było obroną suwerenności. W sondażu przeprowadzonym po wizycie w Białym Domu 60 proc. respondentów stwierdziło, że spotkanie było "dobre dla Brazylii".
Mimo to Lula wchodzi w kampanię z problemami. Rosną koszty żywności i paliw, a spolaryzowany elektorat dzieli się w swoich sympatiach niemal po równo - wybierając między nim a Fláviem Bolsonaro.
Lula wierzy, że pomoże mu nowy pakiet mający złagodzić presję ekonomiczną na wyborców, a także oskarżenia, że młodszy Bolsonaro próbował wyłudzić miliony dolarów od bankiera objętego śledztwem w sprawie największej afery finansowej w kraju.
Chce być mediatorem. Ale nie wychodzi
Lula coraz częściej przedstawia relację z Trumpem jako dowód, że przywódcy mogą być ideologicznymi przeciwnikami, a mimo to negocjować. Liderzy prodemokratyczni muszą - jak mówi - dowozić konkretne rezultaty, zanim ruchy antysystemowe staną się silniejsze.
- Demokracja zawiodła wtedy, gdy przestała odpowiadać na najbardziej podstawowe aspiracje ludzi - powiedział Lula. - Wtedy każdy idiota, który wystąpi przeciw systemowi, zbiera oklaski. To dzieje się na całym świecie.

Próby pośredniczenia ze strony Luli w Wenezueli i Ukrainie zakończyły się fiaskiem. Waszyngton wykazywał też niewielkie zainteresowanie brazylijską mediacją na Kubie. Mimo to Lula nadal chce pozycjonować Brazylię jako mediatora w globalnych konfliktach.
- Mediować można tylko wtedy, gdy ludzie u władzy tego chcą - powiedział. Ostrzegał wenezuelskiego autokratę Nicolása Maduro, że wybory pod międzynarodowym nadzorem wzmocniłyby jego legitymację, gdyby wygrał. - Ale Maduro tego nie zrobił, tylko pogłębił podejrzenia wobec siebie. Niektórzy wiedzą, że robią źle, i mimo to dalej robią źle.
Kuba jest jednak inna - argumentuje - bo jej rząd chce dialogu. Poprosił Trumpa, by zniósł ekonomiczną blokadę wyspy. Kuba - mówi Lula - "potrzebuje szansy".
- Trump powiedział mi, że nie dokona inwazji na wyspę - relacjonuje i zachęca oba kraje, by usiadły przy stole negocjacyjnym.
Niepokój i nadzieja w Ameryce Południowej
Wśród latynoamerykańskiej lewicy uderzenia amerykańskiego wojska w łodzie na Karaibach i we wschodnim Pacyfiku, schwytanie Maduro z Wenezueli oraz możliwość działań przeciw Kubie ożywiły odwieczne obawy przed amerykańskim interwencjonizmem w regionie.
Trump zwiększa presję także innymi metodami: uznał grupy przestępcze w Meksyku, Kolumbii i Wenezueli za zagraniczne organizacje terrorystyczne - co umożliwia konfiskaty aktywów i działania wojskowe.
Flávio Bolsonaro i jego sojusznicy wzywali do podobnych oznaczeń wobec największych brazylijskich organizacji przestępczych. Lula uważa, że sama presja nie zakończy przemytu narkotyków.
Mimo dobrych relacji z Trumpem Lula twierdzi, że jest głęboko zaniepokojony kierunkiem globalnej polityki i - jak to nazywa - erozją współpracy wielostronnej.
- Chcę przekonać Trumpa, że Stany Zjednoczone mogą odegrać dużo ważniejszą rolę we wzmacnianiu pokoju, demokracji i multilateralizmu - powiedział Lula. - Czy to będzie trudne? Tak. Ale gdybym nie wierzył w perswazję, nie zajmowałbym się polityką.
Lula mówi, że wręczył Trumpowi kopię porozumienia nuklearnego z 2010 r., wynegocjowanego przez Brazylię i Turcję z Iranem - umowy odrzuconej przez USA i Unię Europejską. Chciał w ten sposób pokazać - jak mówi - że "nieprawdą jest, iż Iran znów próbuje zbudować bombę atomową".
Trump miał powiedzieć, że dokument przeczyta, a Lula zaoferował pomoc w ułatwieniu dialogu - ale nie omawiali dalszych kroków.
Dla Luli wojna z Iranem pokazuje ograniczenia konfrontacyjnego podejścia Trumpa do świata, które - jak argumentuje - zaczyna uderzać w Amerykanów rosnącymi cenami dla konsumentów. - Trump ponosi za to odpowiedzialność - powiedział.
Lula chce, by Waszyngton traktował region jak partnera, a nie ofiarę.
- Chiny odkryły Amerykę Łacińską i do niej weszły - powiedział. - Dziś mój handel z Chinami jest dwa razy większy niż ze Stanami Zjednoczonymi. I to nie jest preferencja Brazylii.
- Jeśli Stany Zjednoczone chcą wrócić na początek kolejki, to świetnie - powiedział. - Ale muszą tego chcieć.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autor: Marina Dias










