"The Washington Post": Dlaczego USA powinny uznać Somaliland - nowy kraj na mapie świata
Znajdujący się w Afryce Somaliland w grudniu wykonał pierwszy krok w kierunku niepodległości - został oficjalnie uznany przez Izrael. Teraz na podobny ruch powinny zdecydować się Stany Zjednoczone, które mogą wykorzystać strategiczne położenie nowego kraju - przekonuje publicysta "The Washington Post" Joshua Meservey.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
W ubiegłym miesiącu Izrael wzbudził dyplomatyczną furię, gdy stał się pierwszym krajem, który uznał Somaliland, niewielką, niezależną enklawę położoną w strategicznym punkcie Rogu Afryki. Prezydent Dondald Trump, który w sierpniu stwierdził, że jego administracja "rozważa" uznanie Somalilandu, powiedział po decyzji Izraela, że Stany Zjednoczone nie podążą jego śladem. Jednak rzeczywista funkcjonalna niezależność Somalilandu oznacza, że uznanie będzie nieuniknione.
Uznanie międzynarodowe jest głównym celem polityki zagranicznej Somalilandu od 35 lat. Po zakończeniu brytyjskich rządów kolonialnych w 1960 roku Somaliland przez kilka dni był niepodległy, jednak niedługo później połączył się z Somali Włoskim, by utworzyć republikę Somalii.
Pod koniec lat 80. wrogość między rządem krajowym w Mogadiszu a członkami dominującego na północy Somalii klanu Isaaq doprowadziła do ludobójstwa. Siły somalijskie zrównały z ziemią stolicę terytorium - Hargejsę i zabiły lub wygnały setki tysięcy członków klanu Isaaq. W 1991 roku Somaliland ponownie ogłosił niepodległość.
Od tego czasu zbudował państwo funkcjonujące lepiej niż niektóre uznane afrykańskie demokracje. Jednak kraje Afryki boją się sprzeciwić Unii Afrykańskiej, która nie zgadza się na uznaniu Somalilandu, mimo że we własnym raporcie z 2005 roku stwierdziła, iż dążenie Somalilandu do niepodległości było "historycznie wyjątkowe i uzasadnione".
Dodatkowo Somaliland nie chce nic poza terytorium w granicach z ery kolonialnej, zgodnie ze standardem ustanowionym przez organizację będącą poprzednikiem Unii Afrykańskiej. Mimo to wielu afrykańskich przywódców obawia się, że uznanie ośmieli ruchy secesjonistyczne na kontynencie, mimo oczywistej wyjątkowości doświadczeń Somalilandu.

Izrael uznał Somaliland, bo ma w tym interes
Pierwszy krok wykonało więc państwo nie z Afryki. Nie jest trudno odgadnąć, jakie interesy ma Izrael w Somalilandzie. Kraj ma ok. 800 km linii brzegowej przy jednym z najważniejszych na świecie szlaków morskich: na południowym krańcu cieśniny Bab al-Mandab, która łączy Morze Czerwone z międzynarodowymi szlakami morskimi i która jest kluczowa dla izraelskiego handlu morskiego. Niedawno wyremontowany port handlowy Somalilandu w Berberze może być również bramą do leżącej w głębi lądu Etiopii - gospodarczej i dyplomatycznej potęgi w regionie.
Somaliland leży również na brzegu Zatoki Adeńskiej naprzeciwko Jemenu, gdzie nadal funkcjonują ostatnie pozostałości Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim i Huti - wspierana przez Iran organizacja terrorystyczna, która atakowała międzynarodowe statki handlowe i terytorium Izraela za pomocą rakiet i dronów.

Od czasu pierwszych ogólnokrajowych wyborów w 2001 roku w Somalilandzie regularnie przeprowadzane są wolne i sprawiedliwe wybory, dzięki czemu władza przejmowana jest pokojowo. To bastion relatywnej stabilności w trudnym regionie wschodniej Afryki, będący w stanie bronić swojego terytorium przed organizacjami terrorystycznymi siejącymi spustoszenie w Somalii. Ma własną walutę, flagę, rząd, armię, paszporty i utrzymuje stosunki międzynarodowe.
Somaliland nie chce ponownego zjednoczenia z Somalią, lecz pragnie wyzwolić się od wyniszczającej unii z południowym sąsiadem. Skorumpowane elity somalijskie w Mogadiszu większość czasu spędzały na walkach o władzę, co jakiś czas wysyłając własne milicje do rozwiązywania politycznych sporów. Przez ponad 15-lat Al-Szabab, jedna z najgroźniejszych komórek Al-Kaidy, kontrolowała duże obszary kraju.
USA powinny podążyć śladem Izraela
Stany Zjednoczone podzielają gospodarcze i wojskowe obawy Izraela w regionie, a Somaliland jest jednym z potencjalnych frontów starcia o globalne wpływy między USA a Chinami. W sąsiednim Dżibuti znajduje się jedyna stała amerykańska baza wojskowa w Afryce. W 2017 roku Chiny otworzyły jednak w tym kraju własną, znacznie większą bazę i traktują rząd Dżibuti jako jednego z najbliższych przyjaciół w Afryce. Somaliland jest jawnie proamerykański, a w 2020 roku nawiązał nawet relacje dyplomatyczne z Tajwanem.
Mimo to Trump dotychczas nie uznał Somalilandu. Część osób w administracji obawia się, że w odpowiedzi na taki ruch Somalia mogłaby zerwać współpracę z USA w walce z terroryzmem. To możliwe, a walka z Al-Szabab i Państwem Islamskim w Somalii jest konieczna.
Jednak Mogadisz nie jest wystarczająco zaangażowany w walkę z terroryzmem, by być partnerem USA. Są też inne kraje, na przykład Turcja, które mocno zainwestowały w bezpieczeństwo Mogadiszu i nie chcą, by kraj wpadł w ręce Al-Szabab. USA mogłyby osiągnąć wiele swoich antyterrorystycznych celów dzięki dwustronnej współpracy z niektórymi regionami Somalii.
Uznanie Somalilandu niesie za sobą ryzyko. To biedny kraj, który zmaga się z klanowym powstaniem na wschodzie. Niektóre państwa regionu sprzeciwiające się niepodległości Somalilandu mogą próbować destabilizować go na różne sposoby. Relacje Somalilandu z Tajwanem sprawiają, że jest on zaciekłym wrogiem Chin. Sami Somalilandczycy mogą być rozczarowani bardzo powolną poprawą ich sytuacji, nawet jeśli doszłoby do uznania na szeroką skalę.
Mimo to uznanie Somalilandu jest po prostu uznaniem rzeczywistości. Protesty Mogadiszu, zniszczy to jedność Somalii, narusza jej integralność terytorialną i suwerenność oparte są na mitycznej koncepcji Somalii. Kraj tak naprawdę nie jest zjednoczony od lat 80. Rząd kontroluje w pełni tylko niewielką część terytorium i istnieje głównie dzięki ochronie zagranicznych armii i pieniądzom zagranicznych rządów.
Biorąc pod uwagę długie cierpienia Somalii, to zrozumiałe, że Mogadiszu wyobraża sobie zjednoczony i suwerenny kraj oraz oczekuje, że reszta świata będzie uczestniczyć w tej fikcji. Izrael jest pierwszym krajem, który odmówił brania udziału w tej farsie, ale nie powinien być ostatnim.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autor: Joshua Meservey
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz




![Rządowy przełom, na który poczekamy do 2101 roku [13 PIĘTER]](https://i.iplsc.com/000MAL83HB6X5W8D-C401.webp)




