"The Spectator": Kiedy celebryci przestaną nas pouczać?
Hollywood wciąż poucza świat z czerwonych dywanów. Przepłacani celebryci zamieniają gale nagród w polityczne kazania, a tymczasem widzowie masowo odpływają. Sezon nagród pokazuje, jak bardzo gwiazdy straciły kontakt z rzeczywistością.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski, konserwatywny "The Spectator", z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1828 r., co czyni go najstarszym tygodnikiem na świecie.
Gdy Ricky Gervais prowadził galę Złotych Globów w 2020 roku, zaserwował wyborną demolkę politycznych ambicji Hollywood. Zwracając się do swojej publiczności złożonej z największych gwiazd, powiedział:
"Jeśli dziś wieczorem wygracie nagrodę, nie wykorzystujcie jej jako platformy do politycznego przemówienia. Nie macie prawa, by pouczać opinię publiczną w jakiejkolwiek sprawie. Nie macie pojęcia o prawdziwym świecie. Większość z was spędziła w szkole mniej czasu niż Greta Thunberg. Więc jeśli wygracie - wejdźcie na scenę, odbierzcie swoją nagródkę, podziękujcie agentowi i swojemu bogu, a potem sp...".
Niestety wygląda na to, że to przesłanie nie trafiło na podatny grunt.
Wystąpienie Ricky'ego Gervaisa. Wspomniany fragment od 7:26:
Przypinki cnoty
Nadszedł kolejny sezon nagród, co oznacza zalew relacji z Tinseltown. Popadanie w samouwielbienie jest wystarczająco irytujące, ale jakoś te przepłacane gwiazdki nie potrafią powstrzymać się przed wykorzystywaniem gal rozdania nagród do pouczania nas, zwykłych śmiertelników.
Kilka dni temu na gali Grammy piosenkarka Billie Eilish, odbierając nagrodę za Piosenkę Roku, wybełkotała: "Choć jestem ogromnie wdzięczna, szczerze mówiąc, nie czuję potrzeby mówić nic poza tym, że nikt nie jest nielegalny na zrabowanej ziemi". Sabrina Carpenter z łzami w oczach kiwała głową i klaskała, jakby właśnie była świadkiem przemówienia Martina Luthera Kinga "I Have a Dream". Joni Mitchell, Kehlani i Justin Bieber mieli przypinki z napisem "ICE out" w proteście przeciw polityce imigracyjnej administracji Trumpa.
Ach, no tak - sezon nagród i przypinki. Podczas tegorocznych Złotych Globów komik Bill Maher został zapytany na czerwonym dywanie, dlaczego nie nosi przypinki upamiętniającej Renee Good, którą niedawno w Minneapolis zastrzelił agent ICE. - To było straszne i nie powinno się wydarzyć. Gdyby (agenci - red.) nie zachowywali się jak bandyci, w ogóle by do tego nie doszło. Ale nie muszę nosić przypinki z tego powodu - odpowiedział Maher.
Była to całkiem sensowna wypowiedź. Jednak w najnowszym odcinku swojego talk show "Real Time" Maher poświęcił temu tematowi cały swój monolog. "Mam nadzieję, że nie zepsułem doskonałego bilansu przypinek i wstążek rozwiązujących wszystkie problemy świata. To znaczy, nie ma takiego problemu - od broni po AIDS, od nękania po raka piersi - który nadal by istniał po tym, jak ludzie założyli dla nich wstążki. Z wyjątkiem was, wy p... pozerzy" - kpił.
Podobnie jak Gervais, Maher jest jednym z nielicznych celebrytów, którzy w pełni rozumieją absurd hollywoodzkiego moralizatorstwa na pokaz.
W imię postępowej krucjaty
Czy te przepłacane aktorzyny naprawdę wierzą, że przekonują serca i umysły do postępowej agendy? Jeśli tak, ich urojenia osiągnęły nowy poziom. W ostatnich wyborach Kamala Harris zdobyła poparcie Beyoncé, Oprah Winfrey, Taylor Swift, Megan Thee Stallion, George'a Clooneya, Leonarda DiCaprio, Bruce'a Springsteena, Ariany Grande, Barbry Streisand, Olivii Rodrigo, Charli XCX i wielu, wielu innych. Na wiele to się nie zdało - przegrała w każdym wahającym się stanie.
W październiku 2024 roku sondaż wśród zarejestrowanych wyborców w Ohio pokazał, że dla 24 proc. respondentów poparcie Harris przez Taylor Swift było zniechęcające, podczas gdy tylko 14 proc. deklarowało wzrost entuzjazmu. Tak więc głównym wkładem Tay Tay w wybory prezydenckie było zmobilizowanie republikańskich wyborców w pasie rdzy. Może była uśpioną agentką Trumpa?
Oscary 2026. Milczenie jest złotem
Na szczęście wciąż są celebryci, którzy mają dość intelektualnej pokory, by trzymać się swojej działki. W niedawnym wywiadzie dla "Vanity Fair" aktorka z "The Crown", Claire Foy, powiedziała: "To, w co wierzę, kim jestem i jakie mam poglądy, nieustannie się zmienia, tak samo jak u wszystkich innych. I absolutnie nie mam żadnego autorytetu, by wypowiadać się czy głosić cokolwiek poza tym, co robię jako aktorka". Dodała: "Jeśli po prostu robisz hałas dla samego hałasu, to prawdopodobnie powinieneś się zamknąć. Więc ja zazwyczaj siedzę cicho". Otóż to.
Czy kogoś jeszcze dziwi, że oglądalność gal rozdania nagród od lat spada, skoro hollywoodzka elita wykorzystuje je jako platformę do politycznego puszenia się? Conan O'Brien ma poprowadzić Oscary w przyszłym miesiącu. To świetny komik, ale raczej nie naruszy liberalnych wrażliwości swojej publiczności. Mam więc propozycję - zapłaćcie mu, żeby zrezygnował, sprowadźcie z powrotem Ricky'ego Gervaisa, a Billa Mahera ustawcie na czerwonym dywanie, by obdzierał każdego z przypinki cnoty. Może nawet znajdzie się jakaś statuetka dla Claire Foy. Byłbym zdumiony, gdyby to nie przyciągnęło większej widowni.
Tekst przetłumaczony z "The Spectator".
Autor: James Hanson
Tłumaczenie: Monika Bortnowska
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji.










