Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski, konserwatywny "The Spectator", z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1828 r., co czyni go najstarszym tygodnikiem na świecie.
Obchodzenie 24. urodzin to nie tylko tort i świeczki. W czasie świętowania usłyszałam wiele życiowych pytań: kiedy wyjdziesz za mąż? gdzie chciałabyś mieszkać? kiedy twoja praca stanie się karierą?
Robiąc jeden krok w kierunku 25 lat, nagle poczułam, że zostałam przeniesiona w nowy świat dorosłych oczekiwań. Nic nie ukazuje tej zmiany lepiej niż moje prezenty urodzinowe. Uwielbiam moją nową obręcz do pilatesu i jestem ciekawa, co kolagen zrobi z moją cerą. Ale jest coś niepokojącego w otrzymywaniu całego stosu prozdrowotnych prezentów.
Podczas gdy nasi rodzice znaleźli sposoby na maskowanie starzenia, my chcemy mu zapobiec
Gdy moi przyjaciele przyjechali wieczorem świętować moje 24. urodziny - ciągle bezrobotnej i mieszkającej z rodzicami - temat wellness się nie kończył. Oto uspokajające świeczki, spray na dobry sen, krem pod oczy, a nawet doniczka na zioła zrobiona z korków od butelek - idealne połączenie mojej miłości do wina i gotowania. Nie będę udawać, że nie wiem, co zrobić z większością tych produktów. Idealnie wpasowują się one bowiem w moją i tak już obszerną rutynę dbania o siebie.

To czyni ze mnie kwintesencję pokolenia Z. Jesteśmy znani z wymiany hedonizmu na zdrowie, wybierania porannego wyjścia na siłownię niż siedzenia do późna w pubie i z obsesji na punkcie przyszłości, zamiast życia teraźniejszością.
W przeciwieństwie do wielu moich rówieśników nie rezygnuję z alkoholu, ale jestem dumna ze swojej obsesji na punkcie dobrego samopoczucia. Mimo to, gdy nakładam nowe toniki i serum i zastanawiam się, jak wpasują się one w moje niekończące się zabiegi pielęgnujące cerę, nie potrafię przestać myśleć o tym, czemu tak bardzo przejmuję się starzeniem.
Nie starzeć się razem z Duą Lipą
Odpowiedź częściowo leży w tym, co nasze pokolenie przejęło od rodziców. Obserwowaliśmy, jak zbierają owoce rozwijającego się sektora wellness - od zajęć jogi po serum zwalczające starzenie i chcemy powtórzyć ich sukces - tylko jeszcze bardziej. Podczas gdy oni znaleźli sposoby na maskowanie starzenia, my chcemy mu zapobiec, jeszcze zanim się zacznie.
Moja obsesja na punkcie wskaźnika ochrony słonecznej to tylko początek. Kawę zastępuję matchą, z gorliwością liczę kroki i puls. Media społecznościowe tylko napędzają tę obsesję. Na Instagramie i TikToku influencerzy prezentują swój styl życia, który szybko próbujemy przeszczepić na nasze codzienne życie. Kupujemy mrożoną matchę, bo oni to robią. Chcemy należeć do plemienia wellness wraz z Bellą Hadid czy Duą Lipą.
W poszukiwaniu inspiracji żywieniowych zwracam się do Emily English - dietetyczki mającej niemal dwa miliony obserwujących na Instagramie, która zyskała popularność dzięki filmikom "co jem w ciągu dnia". To dzięki niej moja wieczorna miseczka jogurtu doprawiana jest łyżką białka w proszku.
Jak chodzi o siłownię, to obserwuję Bryony Basse - instruktorkę pilatesu, która (jednocześnie reklamując swoją subskrypcję ćwiczeń online) pokazuje od kulis, jak osiągnęła swoje wspaniałe życie. W skrócie: ćwiczenia, medytacja, dbanie o cerę.
Nasi rodzice starają się odzyskać gładkie czoła i pełne usta, a my płacimy, by uzyskać je sztucznie
Coraz więcej młodych korzysta z medycyny estetycznej
Każdy chce wyglądać "naturalnie", ale prawda jest taka, że za kulisami dzieje się wiele nienaturalnych rzeczy. "Poprawki" takie jak baby botox, usuwanie tłuszczu z policzków czy wypełnianie ust - co ma zapobiegać powstawaniu zmarszczek, rzeźbić kości policzkowe i zwiększać usta - są obecnie postrzegane jako prawdziwy rytuał przejścia we wczesnych latach 20.
Niemal 20 proc. osób w wieku 18-25 lat już przeszło niechirurgiczne zabiegi, a odsetek ten będzie jeszcze rósł wraz z naszymi coraz bardziej wypaczonymi ideałami piękna.

Takie "poprawki" są tylko bramą do interwencji chirurgicznych. BBC niedawno informowało, że osoby poniżej trzydziestki coraz częściej korzystają z operacji twarzy - najpoważniejszych zabiegów medycyny estetycznej wiążących się z rozległym przebudowaniem tkanki i długim czasem rekonwalescencji.
Olivia Attwood, była gwiazda programu "Love Island", jest jedną z niewielu młodych celebrytek, która mówi otwarcie o tym, co sobie zrobiła: przeszła powiększanie piersi w wieku 20 lat. Wiele innych milczy.
Ironia polega na tym, że te procedury mające rzekomo zapobiegać starzeniu często przedwcześnie nas postarzają i sprawiają, że wyglądamy jak młodsze wersje starszych nas. Nasi rodzice starają się odzyskać gładkie czoła i pełne usta, a my płacimy, by uzyskać je sztucznie. Niezależnie od tego, czy takie interwencje zachowają nasz blask, czy go zniszczą, jedno jest pewne: pokolenie Z znacznie bardziej przejmuje się starzeniem niż poprzednie pokolenia.
Są w życiu gorsze rzeczy niż zmarszczki
Dbanie o przyszłych nas może być postrzegane jako oznaka dojrzałości, a nawet zrównoważonego rozwoju. W przeciwieństwie do poprzednich pokoleń nie postrzegamy "przyszłości" jako niejasnej koncepcji, z którą będziemy sobie radzić później. Żyjemy z nią ciągle w teraźniejszości. Jednak za jaką cenę? Jak wiele potencjalnych romansów straciłam, bo zostałam w domu z książką zamiast wyjść? Jak wiele przygód poświęciłam kosztem płacenia za karnety na jogę i kosmetyki do twarzy?
Gdy moja matka była w moim wieku, nie martwiła się poziomem nawilżenia czy spadkiem kolagenu. Jej przyjaciółki nie odstawiały alkoholu dla dobra ich porów ani nie planowały 10-stopniowej rutyny pielęgnacyjnej twarzy, która trwała dłużej niż poranny dojazd do pracy. Żyły kierowane bardziej impulsem niż przewidywaniem.
My natomiast przyjmujemy zdrowe nawyki naszych rodziców, zanim jeszcze będziemy mieli okazję nacieszyć się młodzieżową lekkomyślnością. Tak bardzo chcemy zachować naszą młodość, że aż ryzykujemy jej całkowitą utratę.
Być może warto pamiętać, że zmarszczki to nie tragedia, a w życiu są ciekawsze rzeczy niż dbanie o skórę. Niestety żaden z moich prezentów urodzinowych nie miał dołączonego paragonu, więc mój bunt przeciwko filozofii wellness chyba musi poczekać z szacunku do mojej rodziny i przyjaciół. W przyszłym roku jednak, zamiast białka w proszku, poproszę o shaker do drinków.
Tekst przetłumaczony z "The Spectator".
Autorka: Esme Gordon-Craig
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji











