"The New York Times": W Meksyku ukazała się tajemnicza dama. Spekulacjom nie ma końca
W oknie pałacu gubernatora w meksykańskim San Luis Potosi pojawiła się tajemnicza kobieta w śnieżnobiałej szacie. Nikt nie, wie kim była i jak się tam znalazła. Sam gubernator uważa, że był to duch dawnej cesarzowej Meksyku. Nie wszyscy jednak podzielają jego opinię.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Założony w 1851 r. "The New York Times" to jeden z najbardziej opiniotwórczych dzienników na świecie. Jego redakcja od lat relacjonuje i komentuje najważniejsze wydarzenia na świecie z takich obszarów jak: polityka, gospodarka, nauka i kultura. Dziennikarze "The New York Times" zdobyli ponad 140 nagród Pulitzera.
Sylwetka uchwycona na nagraniu w oknie historycznego budynku rządowego wydaje się należeć do kobiety. Niektórzy mówią, że nie miała na sobie niczego, inni, że ubrana była w zwiewną szatę. Z wysokości drugiego piętra spojrzała krótko na protestujących zgromadzonych na zewnątrz, a następnie odeszła z widoku w ciemność. Jeden z demonstrantów wymierzył w nią aparatem w telefonie komórkowym.
Nagranie wykonane w kwietniu podczas protestu nauczycieli domagających się podwyżek, który odbył się na placu w San Luis Potosi - mieście w centralnym Meksyku, okrążyło internet i wzbudziło oczywiste pytania. Kim była ta kobieta? Dlaczego była tak ubrana lub wręcz nieubrana w budynku rządowym? Czy miała coś wspólnego z gubernatorem lub innym urzędnikiem państwowym?
Na nagraniach z monitoringu nie widać, by ktokolwiek wchodził lub wychodził z pomieszczenia
Wypowiedź gubernatora na ten temat wzbudziła jeszcze więcej zainteresowania: to mógł być duch Charlotty, stwierdził - jedynej cesarzowej Meksyku, kobiety, której krótkie i burzliwe rządy w XIX wieku zmieniły ją w postać legendarną, znaną jako Carlota.
Jego stwierdzenie przyciągnęło uwagę całego kraju, ale wzbudziło również żarty, sceptycyzm i krytykę gubernatora, który został oskarżony o próbę odwrócenia uwagi od protestu nauczycieli, wydatków jego rządu i innych kwestii.
- Gdyby to był duch, wszyscy byśmy wtedy zareagowali - mówi 54-letni Leo Torres Hernandez, jeden z protestujących wtedy przeciwko niskim pensjom nauczycieli. - Ale nie zareagowaliśmy. To nie był duch. Ktoś tam był - twierdzi.
Sytuację skomentowała krótko nawet sama prezydent Claudia Sheinbaum. - Zawsze musimy darzyć szacunkiem miejsca publiczne, zwłaszcza te historyczne - stwierdziła enigmatycznie.

Zagadkowa postać w oknie. Kim jest kobieta na nagraniu?
Po kilku miesiącach zagadka osoby w oknie pozostaje nadal nierozwikłana. Nikt nie zgłosił się sam ani nikt nie zidentyfikował jej publicznie. W proteście tego dnia brały udział setki nauczycieli i nie jest jasne, kto dokładnie zrobił nagranie.
W ubiegłym tygodniu jednak tuż przed Halloween i Dniem Zmarłych gubernator Ricardo Gallardo Cardona zgodził się wpuścić dziennikarzy "New York Times" do rządowego budynku i opowiedział o własnym śledztwie w tej sprawie.

Jak relacjonuje gubernator, 44-letni Gallardo Cardona, stanowe służby bezpieczeństwa użyły technologii wideo, zazwyczaj wykorzystywanej do odczytywania odległych tablic rejestracyjnych, do przybliżenia rozmazanej postaci w nadziei, że pozwoli to ustalić, czy był to któryś z urzędników.
- Nie widać jednak twarzy - mówi i dodaje, że osoba, która zrobiła nagranie w tamtym czasie, prowadziła relację na żywo na Facebooku.
Sprawdzono również nagrania z kamer wewnątrz budynku. Niewykorzystywany pokój, w którym miała miejsce sytuacja, ma okna wychodzące na główny plac, klatkę schodową prowadzącą w dół do biur działu prawnego i zazwyczaj zamknięte drzwi do audytorium. Na nagraniach nie widać, by ktokolwiek wchodził lub wychodził z pomieszczenia - mówi Gallardo Cardona.
Skąd jednak pomysł, że to był duch? - Pracownicy często widzą na górze różne rzeczy lub słyszą hałasy - mówi gubernator i dodaje, że widziana tam była również postać kobiety. Gallardo Cardona twierdzi, że zazwyczaj pracuje w innym budynku, a tamtego dnia był poza miastem. Ale i on nie lubi przebywać w tym budynku w późnych godzinach.
- Gdy pracowałem na górze, słyszałem wiele odgłosów dobiegających z sali po drugiej stronie - mówi.

Duch cesarzowej w pałacu? "Jej dusza nie zaznała spokoju"
Cesarzowa Charlotta była belgijską księżniczką, która wyszła za Maksymiliana - austriackiego arcyksięcia, który po francuskiej inwazji został mianowany w 1864 roku przez Napoleona III cesarzem Meksyku. Cesarzowa mieszkała w Meksyku tylko przez dwa lata, ale... ani chwili w San Luis Potosi.
Gallardo Cardona czytał, że Charlotta poprosiła prezydenta Meksyku Benito Juareza, by oszczędził życie jej męża, który został aresztowany w 1867 roku i uznany za winnego zdrady. W tamtym czasie przebywała już w Europie. Nie było jej w kraju również, gdy Maksymilian został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny.
Gubernator wskazuje również inną kandydatkę na ducha: księżniczkę Agnieszkę Salm-Salm, która odwiedziła budynek i błagała o darowanie życia zarówno jej mężowi, jak i Maksymilianowi. W budynku są nawet dwa posągi i tablica pamiątkowa upamiętniająca to wydarzenie.

Charlotta odgrywa jednak ważniejszą, choć krótką rolę w historii Meksyku - twierdzi Erika Pani, profesor historii z Uniwersytetu Meksykańskiego. Mimo że dla niektórych ona i Maksymilian symbolizują europejski imperializm, Charlotta jest znana jako postać tragiczna. Początkowo miała idealistyczne marzenia dotyczące rządzenia Meksykiem, jej mąż został zabity, a ona sama od młodego wieku zmagała się z chorobą psychiczną - wspomina Pani.
Na długo po swojej śmierci w Belgii w 1927 roku Charlotta była często bohaterką kultury popularnej, od sztuk teatralnych po filmy. - Jej tragiczne losy sprawiają, że ludzie uważają ją za duszę, która nie zaznała spokoju - mówi Pani.
Gallardo Cardona zgadza się z takim podejściem. - Może pojawia się nie tylko w San Luis - sugeruje. - Wyobraźcie sobie zamek Chapultepec o północy - dodaje, odnosząc się do historycznego zamku w mieście Meksyk, gdzie Charlotta i Maksymilian żyli, i w którym według niektórych cesarzowa nadal się pojawia.
"Jak możemy w to wierzyć?"
Mieszkańcy San Luis Potosi mają jednak własne zdanie na ten temat.
Nauczyciel Torres Hernandez twierdzi, że gubernator po prostu stara się odwrócić uwagę społeczeństwa. 83-letni Ramon Govea, emerytowany pracownik fabryczny, który podważa wydatki rządu Gallardo Cardony, również kwestionuje wyjaśnienia o duchu. - Jak mógłbym w to wierzyć? - pyta.
Inni przyznają, że wierzą w duchy, ale niekoniecznie w tym przypadku.
69-letni Bernabe Avila Ramirez, który czyści buty na placu od ponad pięciu dekad, twierdzi, że postać albo była prawdziwą kobietą, albo iluzją optyczną. Przyznaje jednak, że urzędnicy opowiadali mu o niepokojących hałasach, jakie słyszeli w nocy w budynku.
- Wierzę w zjawiska nadprzyrodzone, ponieważ sam ich doświadczyłem. Zawsze żyłem w okolicach tego placu. Są tu bardzo stare i duże domy - mówi.
Przynajmniej jedna mieszkanka zgadza się jednak z gubernatorem. - Wszystko zależy od wyobraźni danej osoby - mówi 27-letnia Claudia Aguilar, optyk i makijażystka, która ostatnio przebrała się za kościotrupa na sesję zdjęciową z okazji Dnia Zmarłych.

- W tym przypadku wolę wierzyć, że rzeczywiście coś tam się pojawiło, ponieważ tutaj w San Luis Potosi mamy tak wiele historii do opowiedzenia. Istnieje wiele mitów, opowieści i miejskich legend - dodaje.
"Gubernator zwariował"
Gallardo Cardona twierdzi, że rozumie sceptycyzm ludzi. On sam raczej nie wierzy w duchy jako takie, bardziej w "energie". Jak dodaje, mówiono mu, że energia jego zmarłego dziadka pozostała w domu dziadków.
Swój stan postrzega jednak jako wyjątkowo uduchowione miejsce.
- Tutaj mistycyzm Dnia Zmarłych obejmuje legendy i rzeczy, które dla wielu są prawdą, a dla innych nie. W amerykańskiej kulturze Halloween nie jest prawdziwe. To kultura konsumpcjonizmu, cukierków, kostiumów, masek Freddiego Kruegera i kolejnych filmów - mówi.
Jednak w kwietniu gubernator stwierdził, że chce się pozbyć tego, co nawiedza pałac, niezależnie czy jest to żywe, czy fantasmagoryczne i rozważa przeprowadzenie egzorcyzmu. Potem jednak zmienił zdanie.
- Jeśli bym to zrobił, to będą mówić, że ten głupi gubernator zwariował i dalej propaguje te swoje bzdury - mówi.
Artykuł ukazał się oryginalnie w "The New York Times"
© 2025 The New York Times Company
Autor: James Wagner
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły, lead oraz skróty pochodzą od redakcji









