Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Założony w 1821 r. brytyjski dziennik "The Guardian", z którego pochodzi poniższy artykuł, jest jedną z najstarszych gazet na świecie. Jego dziennikarze wielokrotnie zdobywali najbardziej prestiżowe dziennikarskie nagrody, w tym m.in. Pulitzera.
Podczas poniedziałkowego obiadu składającego się z mięsa z grilla i pieczonych warzyw żołnierze ukraińskiego 150. batalionu rozpoznawczo-bojowego myślą o czymś innym niż obiad. Wołodymyr Zełenski jest w Białym Domu, a Donald Trump właśnie obiecał Ukrainie "bardzo dobrą ochronę".
Gdy wiadomość ta rozchodzi się wśród grupy żołnierzy, jeden z nich rzuca: "ochronę przed kim?" i wybucha śmiechem. To wyraz niepewności, kogo Stany Zjednoczone rzeczywiście wspierają. Tak naprawdę żołnierze nie śledzą jednak dokładnie wiadomości. Po trzech i pół roku wojna ma swoje tempo, technologie i harmonogram.
Trudna sytuacja w okolicach Dobropola. Rosyjski atak trwa
Niedługo później oddział żołnierzy odjeżdża w noc z dronem wybuchowym. Zatrzymuje się na skraju pola, na którym rosną już niemal w pełni dojrzałe słoneczniki. Ważące 3,5 kilograma materiały wybuchowe zostały zamontowane, przyczepiono dziób i skrzydła, a następnie wystrzelono drona z katapulty. Wtedy trzeba się natychmiast spakować i uciec. - Najniebezpieczniej jest tuż po wystrzeleniu - mówi jeden z członków oddziału, martwiąc się, że rosyjskie rozpoznanie szybko namierzy drona zaraz po jego starcie.
Niezależnie od politycznych dyskusji na froncie nie ma oznak ustawania walk. Przyfrontowe miasteczko Dobropole, teraz bombardowane przez Rosjan, jest niecałe 10 km stąd. W pewnym momencie widać sekwencję rozbłysków pomarańczowego światła w oddali. Później na bezchmurnym niebie pojawiają się pociski smugowe - patrząc po lokalizacji, prawdopodobnie Ukraińców, którzy próbują zestrzeliwać rosyjskie drony.

We wtorkowy poranek władze Doniecka poinformowały, że jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne w Dobropolu. Trzy kolejne zostały zabite, a cztery ranne w Konstantynówce - miasteczku niecałe 50 kilometrów na wschód, które może niedługo zostać otoczone. Rosyjscy żołnierze przeprowadzili w rejonie Dobropola 67 ataków w ciągu ostatniej doby.
150. batalion stara się powstrzymać postępy Rosjan i niszczyć ich zaplecze logistyczne przed oczekiwaną jesienną ofensywą.
Oddanie obwodu donieckiego to "przepis na katastrofę"
Dowódca batalionu - 32-letni były student prawa Denys Bryzhaty, który szybko otrzymał awans, twierdzi, że "nie chce się mieszać w politykę", gdy zostaje zapytany, czy jest cena, którą Ukraina byłaby w stanie zapłacić za pokój. Gdy zostaje przyciśnięty, stwierdza jednak, że spełnienie żądania Władimira Putina i oddanie reszty obwodu donieckiego może prowadzić do długoterminowej katastrofy dla Ukrainy.
- Utrata obwodu donieckiego, obszaru, który jest silnie ufortyfikowany, otworzy Rosji szansę na postępy na innych kierunkach, które nie są tak dobrze ufortyfikowane: w stronę Charkowa, Dnitropietrowska, Zaporoża. To byłaby ogromna i bolesna utrata pozycji - ostrzega dowódca.
Podczas jazdy po okolicy widać nowe okopy, drugą linię obrony przeciwko powoli postępującym Rosjanom, chronione betonowymi zębami smoka i drutem kolczastym. Oto część terytorium, które zostałoby oddane.
"Wojna bardzo szybko się zmienia"
Wybuchowy dron używany przez nocny oddział to Airplast, którego można pomylić z samolotem. To model używany do atakowania budynków oddalonych do 40 km. Przelot drona zostaje wcześniej zaprogramowany, a załoga zajmująca się atakami może wykonać każdej nocy ok. sześć misji. Cele są wybierane wcześniej w ciągu dnia przez inny oddział ze 150. batalionu na podstawie misji zwiadowczych przeprowadzanych przez żołnierzy z tej jednostki za pomocą dronów.
Późnym popołudniem dzienna zmiana rozpoczyna misję z wykorzystaniem drona Vector niemieckiej produkcji. Jadą tak szybko, jak pozwalają na to zniszczone drogi, aż w końcu docierają do betonowego schronu, który trudno zauważyć z odległości. Przygotowanie trwa ponad pół godziny. Najpierw trzeba się połączyć z internetem za pośrednictwem sieci Starlink, następnie podłącza się stację bazową drona, by w końcu Vector mógł unieść się pionowo w górę. Po kilku sekundach już go nie słychać.
Jeden z członków oddziału ma za zadanie monitorowanie sygnałów rosyjskich dronów mających podgląd na żywo. Drony te budzą postrach, ponieważ ich piloci są biegli we wlatywaniu z pełną prędkością wybuchowymi statkami powietrznymi w ludzi i pojazdy. Mały obraz na wyświetlaczu co jakiś czas się stabilizuje, co oznacza, że dron jest w pobliżu. Jeśli pojawia się pełny obraz oznacza to, że wrogi dron jest bardzo blisko i obie strony mogą widzieć swoją relację na żywo. W pewnym momencie myślimy, że nas namierzyli. Pospiesznie wchodzimy do bunkra, jednak zagrożenie mija.

Poniżej kilku członków oddziału analizuje materiały z Vectora. Są one niezwykłej jakości. - Obiektyw kosztuje 30 tys. dolarów - wyjaśnia Kiryło, dowódca zespołu. Pilot używa nieoznaczonego kontrolora od Xboxa. Jeśli potencjalny cel zostanie namierzony, może kliknąć i go zapisać.
- Wojna bardzo szybko się zmienia. Musimy być bardziej czujni i szybciej się dopasowywać - mówi Kiryło, który walczy z Rosją od 2014 r., gdy jeszcze armia ukraińska była pogrążona w chaosie.
Na tyłach członkowie 150. batalionu drukują duże ilości obudów do bomb i innych kluczowych elementów na drukarce 3D. Amunicja, którą wykorzystują m.in. w dronach Airplast, jest produkowana gdzie indziej. Wybuchowy plastik wkładany jest do tworzonych za pomocą drukarki 3D tub. Jeśli zachodzi taka potrzeba, mogą zrobić 100 pocisków na godzinę, a w razie konieczności nawet szybciej.
Żołnierze nie chcą oddania terytorium Rosji. "Po tym wszystkim, co zrobiliśmy?"
Trudno się dziwić, że Ukraińcy nie czują się nawet blisko porażki. Żołnierz o pseudonimie Puma (ukraińscy żołnierze pozwalają się nazywać jedynie pseudonimami lub pierwszym imieniem), który pochodzi z okupowanego obecnie przez Rosjan Ługańska, został dwa razy postrzelony w klatkę piersiową podczas misji rozpoznawczej w 2016 roku. Życie uratowała mu kamizelka kuloodporna. Bierze udział w najniebezpieczniejszych misjach zwiadowczych przeciwko rosyjskim najeźdźcom: tych prowadzonych na ziemi.
Niecały tydzień temu Puma brał udział w misji mającej na celu znalezienie Rosjan, którzy przedarli się przez linię frontu w pobliżu Dobropola. Kilka wiosek zostało oczyszczonych, ale jak wspomina, jego kolega zginął, gdy granat rzucony przez jednego z Rosjan odbił się od drzewa. To przypomnienie, że mimo wszystkich innowacji, jakie zapewniają drony, wojna to wciąż brutalna walka.
Puma twierdzi, że dyplomatyczne dyskusje tylko go rozpraszają. Inny jego kolega o pseudonimie Optimus mówi bardziej wprost. - Jaki jest sens oddawania Rosji obwodu donieckiego? - pyta. - Po tym całym poświęceniu, po tylu ludziach, których straciliśmy? Jeśli mamy to zrobić, to lepiej byłoby, gdybyśmy oddali go od razu na początku wojny.
Tekst przetłumaczony z "The Guardian" - www.theguardian.com
Autor: Dan Sabbagh
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji











