Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski "The Economist", z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1843 r. i należy do najpopularniejszych na świecie magazynów poświęconych tematyce politycznej i biznesowej. Ma opinię jednego z bardziej wpływowych tytułów prasowych na świecie. Tygodnik od samego początku niezmiennie trzyma się liberalnego kursu.
16 sierpnia, dzień po spotkaniu z Donaldem Trumpem, Władimir Putin zebrał najważniejszych rosyjskich polityków w znajdującej się na Kremlu Sali Orderu św. Katarzyny. Zbudowana w okresie carskim jako pokaz chwały Imperium Rosyjskiego sala stała się miejscem, w którym Władimir Putin wyliczał swoje osiągnięcia podczas wizyty na Alasce - dawnej posiadłości Imperium. Chwalił "szczerość" Trumpa i jego wysiłki na rzecz zakończenia wojny.
- Zbliża nas to do podjęcia niezbędnych decyzji - powiedział.
Trzy i pół roku wcześniej w tej samej sali Putin zebrał swoich przerażonych dworzan i nakazał im, każdemu po kolei, zająć się sprawą uznania separatystycznych terytoriów we wschodniej Ukrainie. Ten dziwny transmitowany w telewizji spektakl okazał się sygnałem do rozpoczęcia inwazji na Ukrainę.
Spotkanie po szczycie na Alasce było oznaką, że wojna może się skończyć - oczywiście na warunkach Rosji. To wiadomość, która pokazuje zarówno zmęczenie wojną, jak i pewność Putina, że zwycięży albo dzięki walce, albo dzięki udanym negocjacjom. Jego "inicjatywy pokojowe" i działania militarne służą temu samemu celowi: zdobycia jeszcze więcej władzy.
Nic o Ukrainie bez Rosji
Putin przybrał łagodny ton. - Szanujemy pozycję amerykańskiej administracji, która chce jak najszybszego zakończenia wrogich działań. My też tego chcemy - powiedział. Jedną z osób, które zdają się wierzyć Putinowi na słowo, jest Trump, który przez ostatnie miesiące wykazał całkowitą zależność od silnego przywódcy z Kremla i wycofywał się za każdym razem, gdy Ukraina i jej europejscy sojusznicy nakłaniali go do nałożenia większej presji na rosyjskiego prezydenta.

Podczas szczytu w Waszyngtonie z udziałem Wołodymyra Zełenskiego i siedmiu europejskich przywódców jeden z mikrofonów nagrał, jak Trump szeptał do prezydenta Francji Emmanuela Macrona. - Myślę, że Putin chce zawrzeć porozumienie ze względu na mnie, rozumiesz? Jakkolwiek by to nie brzmiało - powiedział. Trump, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie nałożył sankcji na Rosję ani nie twierdzi już, że zawieszenie broni jest pierwszym i głównym warunkiem do rozpoczęcia rozmów pokojowych.
Putina raczej nie zaniepokoiły uśmiechy, poklepywania po ramieniu i zapewnienia o wsparciu dla Ukrainy prezentowane w Białym Domu. Moskwa uważa, że na spotkaniu odbyły się jedynie ogólne rozmowy na temat gwarancji bezpieczeństwa, a te mogą zostać wprowadzone jedynie, jeśli Putin zgodzi się na pokój.
Telefon Trumpa do Putina podczas spotkania z europejskimi przywódcami dał rosyjskiemu prezydentowi gwarancję, że Trump nie podejmie żadnej decyzji w sprawie Ukrainy bez konsultacji z Rosją.
Spotkanie Putina z Trumpem: Show dla Rosjan
Szczyt Putina z Trumpem był natomiast znacznie większym sukcesem. Określany jako morderca przez poprzednika Trumpa Putin został przywitany na czerwonym dywanie oklaskami przez amerykańskiego prezydenta, który zakończył dyplomatyczną izolację Putina i przywrócił mu pozycję potężnego gracza w Europie.
- Gratuluję nam wszystkim idealnego szczytu. To było coś wielkiego. Wygraliśmy wszystko, nie przegraliśmy niczego - tylko Aleksander III potrafił czegoś takiego dokonać - stwierdził skrajnie imperialistyczny filozof i zwolennik wojny Aleksander Dugin, który entuzjastycznie wspomniał o jednym z ulubionych carów Putina.
Nie jest nadal do końca jasne, co zostało ustalone na obu szczytach, ale Putin tak naprawdę nie pojechał na Alaskę, by negocjować, ale by się chwalić. Widownią tego show, zorganizowanego naprędce na życzenie rosyjskiego prezydenta, nie był tylko Trump, ale również rosyjska elita i obywatele.
Ostatnie sondaże wskazywały, że 70 proc. Rosjan uważa, że ich kraj odnosi sukcesy na polu bitwy. Jednocześnie 60 proc. jest zwolennikami rozmów pokojowych. Strach przed porażką już dawno minął, ale nie ma zbyt wiele chęci do dalszej walki. Jeden dobrze poinformowany biznesmen podsumował podejście elity w następujący sposób: - Nikogo nie obchodzi, w jaki sposób się to skończy, byleby się skończyło. Putin wszystko przedstawi jako zwycięstwo.
Putin chce jednak co najmniej uznania, przede wszystkim przez USA, rosyjskiej okupacji Krymu i zdobytego podczas wojny korytarza lądowego, który łączy go z Rosją, całkowitego wykluczenia akcesji Ukrainy do NATO i nowych wyborów prezydenckich w Ukrainie.
- Najprawdopodobniej nie dojdzie do żadnego porozumienia, dopóki Zełenski jest u władzy - mówi jeden z Rosjan zaznajomionych ze sprawą.
"Dalsza wojna nie ma sensu. Czas ją zakończyć"
Nowy entuzjazm Putina do dyplomacji odzwierciedla jego świadomość ograniczeń. Rosyjska gospodarka zmierza ku recesji. W pierwszych siedmiu miesiącach tego roku deficyt budżetowy już przekroczył cel na cały rok.
Nie jest to zaskoczeniem, biorąc pod uwagę 20-procentowy wzrost wydatków rządowych w tym okresie. Co najmniej pięć procent wydatków idzie obecnie na utrzymanie żołnierzy kontraktowych, bo to głównie oni walczą w Ukrainie - wynika z danych wiedeńskiego think-tanku Re:Russia. Brak rąk do pracy sprawia, że problemy ma przemysł cywilny.

Nie oznacza to jednak, że sytuacja Putina jest krytyczna. Zawsze może on jeszcze bardziej docisnąć gospodarkę, ale jak twierdzi szef Re:Russia Kirył Rogow, "zwiększy to ryzyko i napięcia wewnętrzne, co doprowadzi do drastycznej zmiany w postrzeganiu przez Rosjan kosztów wojny".
Pojawia się również kwestia osiągnięć na froncie. Trzeci rok z rzędu Rosja nie jest w stanie przełamać ukraińskiej linii frontu. Mimo nieco szybszych niż wcześniej postępów Rosjanie nadal kontrolują jedynie ok. jednego procenta więcej ukraińskiego terytorium niż na początku 2023 roku.
Putin nie chce ryzykować powszechną mobilizacją i przeciąganiem wojny o kolejny rok. Ogromne koszty ludzkie i ekonomiczne tylko podkreślą jego porażkę przy próbie pokonania sił ukraińskich. - Wszyscy rozumieją, że przeciąganie tej wojny jest bez sensu i czas ją zakończyć - mówi jeden z członków rosyjskiej elity biznesowej.
Główny cel Putina
Nie oznacza to jednak, że Putin zamierza przestać atakować. Jak twierdzi Rogow, rosyjski przywódca nadal ma nadzieję, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy uda się doprowadzić do przełomu w Ukrainie, która zmaga się z brakami żołnierzy i wysokim odsetkiem dezercji. - Otwiera drzwi dla dyplomacji na wszelki wypadek, gdyby jego ofensywa nie przyniosła pożądanych efektów - tłumaczy.
Dla Putina niekończące się negocjacje są jedynie częścią planu wojennego. Trzymają Trumpa z boku i pomagają realizować szerszy cel, jakim jest sianie niezgody wśród państw zachodnich i wewnątrz Ukrainy.
"Przede wszystkim wojna się nie skończyła. Nasz prezydent rozważa opcje dyplomatyczne, ale w międzyczasie wojsko nadal pracuje nad wyzwoleniem naszych terytoriów" - w taki sposób podsumował to jeden z rosyjskich blogerów wojennych. Żądania Putina, by Ukraina oddała terytoria w zachodnim Donbasie, których Rosjanie nie zdobyli, mają na celu doprowadzenie do kryzysu politycznego na Ukrainie. Wie, że Zełenski obiecał nie oddać nawet centymetra terytorium, ale jeśli się na to nie zgodzi, to może utracić poparcie Trumpa.
Aby osiągnąć swój strategiczny cel, jakim jest rozmontowanie ustanowionego po zimnej wojnie porządku, Putin chce rozbić Ukrainę politycznie, wyprowadzić Stany Zjednoczone z Europy i podważyć europejskie wsparcie dla Ukrainy. Do tej pory nie udało mu się osiągnąć żadnego z tych celów. Nawet jeśli aktywna faza wojny się zakończy, wysiłki na rzecz rozbicia jedności Zachodu będą trwały.
Tekst przetłumaczony z "The Economist"© The Economist Newspaper Limited, London, 2025
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły, lead oraz skróty pochodzą od redakcji











