"Financial Times": Cyniczne szanse operacji "Epicka furia"
Przy obecnej amerykańskiej administracji można się spodziewać, że niedługo dojdzie do ubicia interesu z Iranem.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. "Financial Times", brytyjski dziennik założony w 1888 roku w Londynie, specjalizuje się w tematyce gospodarczej, finansowej i politycznej. Od kilkunastu dekad dostarcza pogłębione analizy, komentarze i raporty, które kształtują debatę publiczną i decyzje liderów biznesu oraz polityki.
"Sic semper tyrannis" (taki los niech zawsze przypada w udziale tyranom - łac.). To znane powiedzenie pokazuje ostateczny los despotów. Ali Chamenei był tyranem, a tyranii jego teokratycznych rządów nie da się kwestionować. Nie ma wątpliwości, że zabił tysiące protestujących na początku stycznia. Jednak zanim ktoś ucieszy się z jego śmierci, powinien zadać sobie pytania: co będzie dalej?
Rynki, jak zawsze, próbowały odpowiedzieć na to pytanie z wąskiej, ale ważnej perspektywy inwestorów i handlowców. Dotychczas reakcja była stonowana. Do 3 marca ceny ropy Brent wzrosły do 80 dolarów - 9 procent powyżej poziomu sprzed operacji "Epicka furia" 27 lutego. Ani ten poziom, ani wzrost nie są ogromne jak na standardy historycznych szoków cen ropy: w rzeczywistości cena ropy była o 6 proc. wyższa od średniej liczonej od 1972 roku i znacznie poniżej poziomów osiąganych podczas największych wahnięć.
Wzrost cen gazu był znacznie większy: ceny holenderskiego TTF wzrosły o 40 procent w związku z obawami dotyczącymi eksportu skroplonego surowca z Kataru. Rynki wyraziły obawy związane z przyszłą inflacją, wzrostem cen złota i spadkiem cen obligacji. Nic z tego nie jest jednak zaskakujące ani dramatyczne. Domyślnym założeniem jest więc, że furia będzie krótka, a konsekwencji niewiele, o ile w ogóle jakieś będą.

Jak zauważa ekonomista Paul Krugman, ten optymizm można uzasadnić, przynajmniej jeśli porównuje się prawdopodobne skutki gospodarcze z poprzednimi kryzysami naftowymi i 70-procentowym spadkiem intensywności zużycia ropy naftowej w PKB Stanów Zjednoczonych od końca lat 70.
Według komentatora Simona Nixona USA mają strategiczne rezerwy 425 mln baryłek, czyli o 347 mln więcej niż pod koniec 2023 roku. W tym samym czasie magazyny handlowe rozwiniętego świata wzrosły o dodatkowe 140 mln baryłek. - Chiny zdaje się, że dodały ponad 700 mln baryłek do swojego całkowitego inwentarza, co oznacza, że zbliżają się do posiadania 2 mld baryłek, a nie jak często się szacuje do 1,2 mld - mówi.
Jednak to, co się obecnie dzieje, jest dokładnie najgorszym scenariuszem, który przewidywałem, gdy w 2023 roku wybuchła wojna w Gazie, a więc konflikt, która dotyka całej Zatoki Perskiej. Region jest najważniejszym dostawcą energii na świecie. Według Raportu Statystycznego Światowej Energii za 2025 rok posiada on 48 proc. światowych rezerw ropy i wyprodukował 31 proc. światowej ropy w 2024 roku. Posiada również 40 proc. światowych rezerw gazu naturalnego i odpowiadał za 24 proc. całego eksportu skroplonego gazu w 2024 roku.
Ponadto według Amerykańskiej Administracji Informacji Energetycznej jedna piąta światowych dostaw ropy przepływa przez Cieśninę Ormuz. To wąskie gardło globalnych dostaw energii. Przedłużająca się wojna, która zakłóci eksport z Zatoki Perskiej, lub co gorsza, zniszczy jej możliwości dostaw, może być bardzo kosztowna.
Amerykańska administracja musi być tego świadoma. Możemy nigdy nie dowiedzieć się, czemu zaczęła wojnę. Jednak jeśli twierdzi, że chce, by była ona krótka, to rzeczywiście może mówić prawdę. Inna sprawa, jaki będzie jej rezultat: Stany Zjednoczone nie miały zamiaru toczyć 20-letniej wojny w Afganistanie, którą tak upokarzająco przegrały.
Długotrwała wojna może zostać wykorzystana do ogłoszenia stanu wyjątkowego w USA. Jednak dla Donalda Trumpa jest również inna, znacznie bardziej atrakcyjna i zadowalająca propozycja. To opcja wenezuelska: wejście, osiągnięcie porozumienia, wyjście.
Niestety, prawdopodobieństwo szybkiego przejścia na demokrację jest niewielkie. Państwa naftowe prawie nigdy nie są demokracjami, ponieważ ich zyski pochodzą z zasobów, a nie wysiłków gospodarczych obywateli. Iran nie był, i raczej nie będzie, wyjątkiem od tej reguły.
Poza tym Trumpa ani trochę nie obchodzi demokracja. Możliwe jest pogrążenie się Iranu w chaosie. Jednak bardziej prawdopodobne jest, że pojawi się nowy "strongmen" zakorzeniony w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej. Wtedy Trump może szukać porozumienia: pozostawimy was przy władzy, jeśli przestaniecie grozić sąsiadom i pozwolicie nam mieć udziały w waszej ropie. Iran posiada 9 proc. światowych rezerw ropy, ale tylko 5 proc. udziałów w rynku: zalety są więc oczywiste.
Czy po tym brutalnym pokazie siły Stanów Zjednoczonych (i Izraela) znajdą się na to chętni wśród nowych władz Iranu? Jestem pewien, że tak. Jeśli uda się zawrzeć takie porozumienie, to Zatoka Perska może ponownie stać się stabilna, i to znacznie bardziej niż w dekadach po rewolucji irańskiej. Ponadto takie rozwiązanie może zredukować wystąpienie najniebezpieczniejszej możliwości upadku państwa i wypuszczeniem w świat irańskiego materiału nuklearnego, naukowców i inżynierów, przed czym ostrzega politolog Stephen Holmes w Projekcie Syndicate. Stabilny Iran, który nie toczy wojny z sąsiadami, byłby z pewnością lepszą opcją.
Dodatkowo takie rozwiązanie miałoby również inne pozytywne aspekty dla USA: ich pozycja w Zatoce Perskiej ponownie by się wzmocniła kosztem Chin i Unii Europejskiej - dwóch potęg gospodarczych najbardziej uzależnionych od regionu, ceny ropy wróciłyby do normy, a światowa gospodarka by się ustabilizowała po krótkich problemach.
Czy sugeruję, że Trump miał coś tak spójnego w głowie, gdy decydował się zaatakować? Nie. Czy sugeruję, że to się wydarzy? Też nie. Możliwe, że Iran pozostanie bardzo niestabilnym krajem przez długi czas. Ewentualnie wojna może też trwać, powodując wzrosty cen energii i inflację w okresie niestabilności finansowej.
Jednak przy tej administracji najlepiej stawiać na najbardziej cyniczne rozwiązanie. Trump niezależnie czy to planował, czy nie, mógł stworzyć warunki do zawarcia umowy z tymi, którzy sprawują władzę nad Iranem. Takie porozumienie byłoby akceptowalne dla sąsiadów, którzy nie chcą demokratycznego Iranu. Potęga USA ujawniłaby się w pełnej krasie. Europa i Chiny odczuwałyby dyskomfort. Przywódcy Iranu (i rodzina Trumpa) byliby bogatsi. Co więc miałoby się w tym nie podobać, przynajmniej Trumpowi?
Autor: Martin Wolf
Data publikacji: 4 marca 2026 r.
© The Financial Times Limited 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zakaz rozpowszechniania, kopiowania i modyfikowania. Interia ponosi pełną odpowiedzialność za tłumaczenie. The Financial Times Limited nie odpowiada za jego jakość i dokładność.
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz










