W skrócie
- 22 lipca był najważniejszym świętem państwowym w PRL, choć jego manifest został napisany w Moskwie i przywieziony później do Chełma.
- Edward Osóbka-Morawski jako premier PKWN i kolejnych rządów był szybko marginalizowany, a jego nazwisko rzadko pojawiało się podczas obchodów państwowych.
- Rząd Osóbki był całkowicie uzależniony od władz sowieckich, a po kilku latach został on odsunięty od władzy i pełnił jedynie podrzędne funkcje.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Święto 22 lipca było głównym świętem państwowym w całej epoce PRL. Oczywiście obchodzono też uroczyście 1 maja, czy kolejne rocznice rewolucji październikowej, ale to właśnie data 22 lipca miała rangę aktu założycielskiego państwa rządzonego przez komunistów.
Wedle oficjalnej narracji 22 lipca 1944 r. utworzony dzień wcześniej Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego miał wydać w Chełmie manifest, zapowiadający ustanowienie w zajmowanej właśnie przez Armię Czerwoną Polsce nowego ustroju.
W rzeczywistości manifest napisano i wydrukowano w Moskwie, a w Chełmie - pierwszym większym polskim mieście, jakie miało pozostać zgodnie z wolą Stalina w granicach nowej Rzeczpospolitej - manifest pojawił się, podobnie jak członkowie PKWN, dopiero w kilka dni później.
Przyjaciel Bieruta
Osobliwość świętowania kolejnych rocznic wydania lipcowego manifestu polegała na tym, że jego tekst był w późniejszych latach oficjalnie niedostępny. Stało się tak, ponieważ zawarte w nim zapowiedzi różnych rozwiązań ustrojowych nijak się miały do realiów politycznych istniejących w PRL.
W dodatku człowiek, który stał na czele PKWN, a później dwóch kolejnych rządów rezydujących już w Warszawie, szybko został zmarginalizowany, a jego nazwisko przy okazji kolejnych świąt 22 lipca wymieniano możliwie rzadko.
Gdy liczący wówczas 34 lata Edward Osóbka-Morawski, bo o nim właśnie mowa, stawał na czele PKWN, był postacią znaną niemal wyłącznie w środowisku warszawskich działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej oraz spółdzielców.
Od początku należał do lewego skrzydła PPS, które w przeciwieństwie do większości socjalistów nie wykluczało współpracy z komunistami. Dlatego gdy na początku 1939 r. w kierowanej przez Osóbkę spółdzielni "Wyzwolenie" pojawił się w poszukiwaniu pracy zwolniony właśnie z więzienia Bolesław Bierut, ten postanowił mu pomóc.
Inwestycja okazała się wyjątkowo opłacalna, bowiem w 1943 r., gdy Bierut przystąpił wraz z Gomułką do tworzenia tzw. Krajowej Rady Narodowej, czyli nieuznającego władz RP na uchodźstwie komunistycznego organu władzy, zaoferował Osóbce stanowisko wiceprzewodniczącego KRN.
Właśnie jako wiceprzewodniczący KRN Osóbka udał się wiosną 1944 r., pokonując linię frontu, do Moskwy. Tam zajęli się nim funkcjonariusze NKWD, a pierwszą prośbą, jaką od nich usłyszał przyszły premier, było przygotowanie szczegółowego życiorysu. Nie wiadomo, co napisał w nim Osóbka, ale konfrontacja tekstu z informacjami, jakie na jego temat posiadano już na Kremlu, musiała wypaść pozytywnie, bo wkrótce dostąpił zaszczytu przyjęcia przez Stalina.
W oficjalnym komunikacie, jaki wydano z tej okazji, pojawiła się informacja, że delegacji KRN przewodniczył Edward Morawski. Osóbka przybył do Moskwy z kenkartą na nazwisko Tadeusz Wasilewski, ale Stalin miał uznać, że tego nazwiska nie można wymienić, bowiem kojarzyłoby się z Wandą Wasilewską, która stała w tym czasie na czele Związku Patriotów Polskich, czyli głównej organizacji, jaką pozwolono polskim komunistom stworzyć w Związku Sowieckim. I rzekomo osobiście podjął decyzję, aby Osóbka wystąpił pod konspiracyjnym nazwiskiem Morawski.
Osóbka tłumaczył w swoich wspomnieniach, że zrezygnowano wówczas z podania prawdziwych nazwisk z obawy o los rodzin członków delegacji przebywających w okupowanej Polsce. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego w dwa miesiące później, gdy ogłaszano oficjalnie powstanie PKWN, zdecydował się - i to do końca życia - występować jako Osóbka-Morawski.
Byłoby w tym jednak coś symbolicznego, gdyby to rzeczywiście Stalin nadał pierwszemu premierowi powojennej Polski nowe nazwisko. Wydaje się jednak, że rzeczywistość była bardziej prozaiczna i jako Morawskiego przedstawił Osóbkę Marian Spychalski - członek delegacji KRN z ramienia komunistów, który przygotował wspomniany komunikat.
Figurant Kremla
W liczącym początkowo jedynie 14 członków PKWN przedstawiciele Polskiej Partii Robotniczej objęli formalnie jedynie trzy stanowiska, ale dla nikogo nie ulegało wątpliwości, że to oni mają w nim najwięcej do powiedzenia. W szczególności dotyczyło to Stanisława Radkiewicza jako kierownika resortu bezpieczeństwa publicznego, który z pomocą oddelegowanych funkcjonariuszy NKWD zajął się tworzeniem struktur Urzędu Bezpieczeństwa.
Jednak ochroną osobistą Osóbki, podobnie jak ważniejszych od niego Bieruta i Gomułki, zajmowali się do lipca 1945 r. oddelegowani specjalnie w tym celu enkawudziści. Bezpieka od początku pozostawała pod całkowitą kontrolą komunistów i ich sowieckich doradców.
Obok stanowiska przewodniczącego PKWN Osóbka objął w nim też kierownictwo resortu spraw zagranicznych i w tej podwójnej roli przeprowadził z władzami sowieckimi "negocjacje" na temat przyszłej wschodniej granicy Polski. Przebiegły one błyskawicznie, bowiem już 26 lipca zawarto porozumienie w tej sprawie.
Osóbka chwalił się później przez lata, że zdołał wówczas - grożąc podaniem się do dymisji - wynegocjować dla Polski jedną trzecią Puszczy Białowieskiej, ale był to raczej rezultat kaprysu Stalina niż jego talentów negocjacyjnych.
Natomiast udało się wówczas zablokować jeszcze dalej idące pomysły (m.in. Mołotowa), aby pozbawić powojenną Polskę także Suwałk, Augustowa i Białegostoku oraz dużej części Bieszczad.
Premier Rządu Tymczasowego
W końcu 1944 r. Stalin zadecydował, że sytuacja dojrzała już do przekształcenia PKWN w Rząd Tymczasowy, a Osóbka z przewodniczącego przeobraził się w premiera.
Stanowiło to kolejne posunięcie Kremla na drodze do nakłonienia USA i Wielkiej Brytanii, aby uznały marionetkową ekipę Osóbki za polski rząd. Decyzje w tej sprawie zapadły w lutym 1945 r. podczas konferencji wielkiej trójki w Jałcie.
W pierwszych tygodniach funkcjonowania nowego gabinetu jego najważniejszym zadaniem pozostawało przygotowanie struktur administracji terenowej, jaka miała być instalowana po rozpoczęciu w styczniu 1945 r. kolejnej ofensywy Armii Czerwonej. Ofensywy, która w ciągu kilku tygodni doprowadziła do zajęcia pozostałych ziem polskich kontrolowanych dotąd przez Niemców.
Wobec skali zniszczeń, jakich ci ostatni dokonali w Warszawie, pojawił się problem, czy może ona nadal pełnić funkcję stolicy, czy też rząd powinien jednak rezydować w Łodzi. Za tym ostatnim rozwiązaniem opowiadał się m.in. Bierut oraz dowodzący wówczas armią, a niebawem awansowany do stopnia marszałka, Michał Rola-Żymierski.
Z kolei Osóbka postulował, aby nie rezygnować - nawet tymczasowo - ze stołecznego charakteru Warszawy, bowiem obecność rządu będzie stanowiła dodatkowy, silny impuls do jej odbudowy. Także i w tej sprawie w roli arbitra wystąpił Stalin, który wskazał na Warszawę.
Rząd Osóbki był całkowicie uzależniony od władz sowieckich, których głównym reprezentantem był ambasador Wiktor Lebiediew. Rosjanie do tego stopnia ignorowali Rząd Tymczasowy, że o zatrzymaniu w marcu 1945 r. 16 przywódców polskiego państwa podziemnego poinformowali jego szefa dopiero wtedy, gdy aresztowani byli już w drodze do Moskwy, gdzie później postawiono ich przed sądem.
Więcej niż ograniczony był też wpływ rządu na prowadzoną przez Rosjan operację przesiedleń ludności, czy tym bardziej na wywożenie instalacji przemysłowych i innych dóbr materialnych z mających przypaść Polsce poniemieckich terytoriów na zachodzie i północy.
Upadek pierwszego premiera
Osóbka długo wierzył, że Stalin pozwoli Polskiej Partii Socjalistycznej, której był formalnym liderem, zachować istotną rolę w kształtującym się dopiero systemie politycznym Polski Ludowej. Dlatego starał się wykorzystywać zajmowane stanowisko do budowania poparcia dla PPS, w czym do połowy 1946 r. wspierał go drugi z liderów tej partii - Józef Cyrankiewicz.
Decydujące znaczenie dla zakończenia ich współpracy miała wizyta, jaką odbyli w razem w Moskwie, by prosić Stalina o ograniczenie dominacji komunistów. Osóbka dał się wówczas podpuścić sowieckiemu dyktatowi i wyraził ubolewanie, że "w PPR i na odpowiedzialnych stanowiskach (…) panoszą się Żydzi, co grozi wielkim niebezpieczeństwem, jako że antysemityzm w Polsce (...) przybrał taką skalę, jaka była nieznana nawet w najgorszych latach rządów sanacyjnych".
Brak negatywnej reakcji Stalina na te wywody Osóbka wziął za dobrą monetę i po powrocie do Warszawy zaczął się ostro przeciwstawiać Gomułce i Bierutowi.
Tymczasem ten ostatni już na początku września 1946 r. usłyszał od Stalina, że Osóbka jest głupcem. "Doprawdy - szkoda Polski, że ma takiego premiera" - dodał gospodarz Kremla, choć to on był dotąd głównym architektem jego błyskawicznej kariery.
Osóbka wykazał się dużą naiwnością, wierząc, że komuniści żydowskiego pochodzenia znaleźli się na eksponowanych stanowiskach bez zgody Stalina. Tymczasem był to, jak się wydaje, jego świadomy zamysł, który miał - generując spór o podłożu etnicznym wewnątrz PPR - ułatwić kontrolę nad tą partią.
Większą przenikliwością, a zarazem koniunkturalizmem, wykazał się po tej wizycie Cyrankiewicz, który jesienią 1946 r. opowiedział się za faktycznym podporządkowaniem PPS komunistom. Nagrodę odebrał stosunkowo szybko, bo już w lutym 1947 r., gdy po sfałszowanych wyborach do Sejmu zajął miejsce Osóbki na stanowisku premiera.

Sam zaś były już premier pozostał w rządzie do początków 1949 r. jako minister administracji, nie odgrywając jednak żadnej politycznej roli. Później zaś otrzymał synekurę w postaci stanowiska naczelnego dyrektora Uzdrowisk Polskich, które piastował długie lata.
Antoni Dudek














