Reklama

Reklama

Sensacyjne odkrycie archeologów na Wzgórzu Lasoty

Kiedy archeolog Jacek Czuszkiewicz rozpoczynał nadzór nad wymianą posadzki w najmniejszym i jednym z najstarszych krakowskich kościołów nie spodziewał się, że będzie tu prowadzić wykopaliska, o których już na wstępie można powiedzieć, że są prawdziwą sensacją.

We wszystkich przewodnikach po Krakowie znajduje się choćby krótka wzmianka o położonym w sercu Starego Podgórza Wzgórzu Lasoty wraz z kościołem św. Benedykta, fortem św. Benedykta oraz o Kopcu legendarnego księcia Kraka. W każdym z nich można przeczytać, że kościółek stoi tu od XI wieku, pod nim znaleziono ponoć rotundę a tuż obok było palatium czyli siedziba księcia.

- Kiedy robotnicy skuli pierwsze fragmenty tynku, gdzieś na wysokości 1,7 metra zobaczyliśmy umieszczone wśród kamieni czaszki - opowiada Czuszkiewicz. Z rosnącym zdziwieniem ekipa odkrywała kolejne fragmenty czaszek i kości. W sumie w ten nietypowy sposób pochowano szczątki siedmiu osób.  Archeolodzy przypuszczają, że to robotnicy podczas wcześniejszych prac remontowych wokół kościółka w ten sposób zabezpieczyli przypadkowo znalezione kości. -  Opowieści o tym, że to groby kochanków złej księżniczki na pewno można włożyć między bajki - śmieje się archeolog.

Reklama

Jednak odkrycie tych nieco zagadkowych czaszek dało archeologom pretekst do poszerzenia zakresu  badań - trzeba było ustalić stan zachowania fundamentów kościółka. I właśnie podczas tych prac na zewnątrz świątyni dokonali oni kolejnych sensacyjnych odkryć.

Od końca lat 50. uważało się, że pod współczesnym kościółkiem znajdują się pozostałości  rotundy - owalnej budowli.  Dziś wiadomo, że miał on kształt zbliżony do kwadratu z półkolistą apsydą.

Bardzo ciekawego odkrycia dokonali badacze przy badaniu jednej z przypór - poniżej fundamentów, natrafili na wydrążony w litej skale grób. Złożono w nim (to wstępne ustalenia) chłopca w wieku około ośmiu lat. - Pochowany był na brzuchu, w skrzyżowanych na piersiach rękach trzymał toporek - opisuje Czuszkiewicz. -  Jeśli uda się ustalić chronologię tego przedmiotu, będziemy wiedzieć, kiedy pochowano  tego biedaka - dodaje.  Jedno wiadomo na pewno - to najstarszy z przykościelnych pochówków. Nie udało się ustalić, czy grób powstał podczas prac przy fundamentach świątyni  czy został wydrążony znacznie wcześniej. Co ciekawe, choć grób nie nosi śladów zniszczeń, nie było w nim czaszki. Czy znajduje się wśród tych, znalezionych w ścianie świątyni. Niestety, z powodu złego zachowania kości nie da się tego ustalić ponad wszelką wątpliwość.

We wszystkich wykopach dookoła świątyni archeolodzy natrafiają na mniej lub bardziej zniszczone szkielety - tak jak na innych średniowiecznych nekropoliach. Część jest mocno zniszczona - zarówno przez późniejsze pochówki jak przez remonty, które należało prowadzić wokół tej, blisko tysiącletniej, świątyni. - W tamtych czasach ceniono sobie miejsca tuż obok ściany. W pobliżu przypory odkryliśmy także późniejsze pochówki, między innymi sześć płodów, a nieco dalej groby z czasów jagiellońskich - opowiada. Prace na przykościelnym cmentarzu wciąż trwają i archeolodzy liczą na kolejne ciekawe odkrycia.

Oczekując na kolejne sensacje

Wykopy, które założono wewnątrz świątyni potwierdzają wcześniejsze wnioski.  Tuż pod ścianą odkryto fragmenty najstarszej posadzki. W murach widać także przedromańskie wątki.  Ale najciekawszego odkrycia archeolodzy dokonali w apsydzie. Przed ołtarzem głównym także odkryli grób. Ze wstępnych ustaleń wynika, że pogrzebano tu młodą kobietę. Niestety, nie zachowało się wyposażenie grobu, zatem przed analizą antropologiczną nic więcej nie da się o niej powiedzieć.  - Chcielibyśmy odkryć także grób fundatora kościoła - wyznacza ekipie kolejny cel Czuszkiewicz.

Przed dalszymi pracami związanymi z poszerzaniem obszaru badawczego, archeologów czekają liczne konsultacje ze specjalistami z rozmaitych dziedzin - muszą tak zaplanować badania, by kościółek był bezpieczny. Nie uda się dokończyć  prac w tym roku. Przed nadejściem zimy wykopy na zewnątrz kościoła muszą zostać zabezpieczone, natomiast w jego wnętrzu mogą być prowadzone dalej mimo niesprzyjającej, zimowej aury. Na razie finansuje je SKOZK.

- Wczoraj w wykopie zaobserwowaliśmy ściany, które można by wiązać z książęcą siedzibą. Więcej na ten temat nie da się jednak powiedzieć przed dokładniejszymi badaniami - zastrzega archeolog.

Największą niespodzianką jest  kształt przedromańskiego kościoła. To pierwsze tego typu odkrycie w Małopolsce - podobne budowle znamy z Moraw czy z Ostrowa Tumskiego. - Widać tu wpływy budowniczych i architektów wielkomorawskich - wyjaśnia badacz.

Na bardziej szczegółowe informacje będziemy musieli jeszcze poczekać, dopiero po kompleksowych, interdyscyplinarnych  badaniach kościółek odsłoni przed nami swoje  kolejne, skrywane przez tysiąc lat, tajemnice.

Katarzyna Olejarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje