Reklama

Reklama

Sałczak Toka - czyli historia lubi poddawać narrację współczesności

Rządził – jak chciał. Niestraszny był mu Stalin (oparł się wszystkim czystkom, jakie zarządził ten "sprawny menedżer"), przeżył Chruszczowa, nie stracił nic na znaczeniu za Breżniewa. Niezniszczalny i niezatapialny, poradziłby sobie zapewne i z Andropowem, i z Czernienką, a kto wie, czy nie stałby się nawet azjatyckim promotorem Gorbaczowowskiej pierestrojki. Niestety, nawet radziecka doskonałość ma swoje ograniczenia: tytularny i faktyczny przywódca Republiki Tuwa, Sałczak Toka, trzech ostatnich genseków nie doczekał, gdyż w 1973 r., po 41 latach sprawowania władzy, odszedł do innego świata.

Jeśli wspominać dziś tego stalinowskiego komisarza o nadzwyczajnych uprawnieniach, to tylko dlatego, iż jego przypadek może być traktowany jak egzemplifikacja procesów, które - co dowodzą najświeższe wydarzenia z Ukrainy - wiecznie się powtarzają w imperium najpierw carów, potem ideologów, wreszcie będących mieszanką jednego i drugiego pragmatyków.

Sałczak Kałbakchorekowicz Toka urodził się w 1901 r. na pograniczu rosyjsko-mongolskim w Mergen w Tuwie, tworze państwowym, niezdolnym do samodzielnego bytu. Ta feudalna kraina, w której decydujący głos należał do arystokracji, na początku XX w. wchodziła w skład Mongolii Zewnętrznej, federacji plemiennych państewek cieszącej się autonomią, ale jednak będącej częścią Chin. W obawie przed rosyjską agresją (skąd my to znamy?) Chińczycy jęli umacniać tam swoje wpływy, organizując akcję osadniczą, czym zrazili do siebie arystokratycznych przywódców federacji - w konsekwencji czego ci ostatni zwrócili się o opiekę do Moskwy. Sytuacja dojrzała do rozwiązania w 1911 r., kiedy w Chinach wybuchła rewolucja, znana jako Rewolucja Xinhai, która doprowadziła do obalenia cesarstwa i proklamowania Republiki Chińskiej. Mandżuria Zewnętrzna ogłosiła wtedy niepodległość jako monarchia, Tuwa natomiast wybrała swoją drogę - i w 1912 r. odcięła się od zależności od chana imieniem Bogdo.

Reklama

Katastrofalny błąd

Książęta, władający Tuwą, nie nacieszyli się jednak długo samodzielnością. Na wiosnę 1914 r. car włączył ich państewko do Rosji, nadając mu status - i nazwę - Kraju Urianchajskiego. Inkorporacja przebiegała według wiecznie powtarzającego się scenariusza: rosyjskojęzyczni mieszkańcy Tuwy poparli najpierw dezyderaty książąt o udzielenie im pomocy w oderwaniu się od Mongolii Zewnętrznej, a gdy stało się to faktem, zostali użyci do przymuszenia arystokracji, aby ta złożyła u petersburskiego tronu prośbę o wcielenie do imperium. Car, rzecz jasna, nie odmówił, i (również rzecz jasna) bynajmniej nie wziął Azjatów pod but, jeno stworzył im możliwości rozwijania autonomii; w składzie co prawda guberni jenisejskiej i pod dyktatem gubernatora z Krasnojarska, ale nie bądźmy drobiazgowi...

Wielką Wojnę Tuwa przetrwała w miarę spokojnie, do zaburzeń doszło dopiero po rewolucji bolszewickiej. Biali wojowali na jej ziemiach z czerwonymi, wojska mongolskie zamieniały się miejscami z chińskimi pułkami, Chińczycy tłukli Rosjan, Rosjanie Chińczyków i Mongołów. Z chaosu zwycięsko wyszli zwolennicy Lenina - i za ich sprawą w sierpniu 1921 r. proklamowano powstanie państwa Tannu Tuwa. Stolicę ulokowano w Biełocarsku, rychło przemianowanym na lepiej brzmiący Kyzył, czyli w miejscowym języku Czerwony.

Przez osiem lat panował tam jaki taki spokój - zwłaszcza, że Tuwińcy dokonali pokornego manewru scedowania swojej polityki zagranicznej na Rosję Radziecką, zachowując jedynie prawo do kształtowania polityki wewnętrznej; potwierdzili to dodatkowo w 1926 r., przemianowując kraj na Ludową Republikę Tannu Tuwa (uznawaną przez dwa państwa świata: Rosję i Mongolię) - dopóki przywódca państwa, premier lama Donduk Kuułar, nie popełnił katastrofalnego błędu: nie zaczął mianowicie usiłować uniezależnić się od moskiewskich hegemonów. Pretekstem dla wodzów kompartii stało się ogłoszenie w Tuwie buddyzmu religią państwową.

I wtedy wkroczył na arenę nasz Sałczak Toka: 28-letni absolwent Komunistycznego Uniwersytetu Robotników Wschodu im. Stalina, eksparobek gospodarza Michajłowa, eksżołnierz Armii Rewolucyjnej Tuwy, od 1926 r. kandydat na członka Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (bolszewików). Przysłany do Tuwy jako jeden z pięciu nadzwyczajnych komisarzy, szybko zdystansował towarzyszy i zajął czołowe miejsce. Przyczynił się do obalenia lamy premiera (piastującego też funkcję szefa Tuwińskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej); oskarżonego o dążenia separatystyczne, skłonności teokratyczne i niechęć do kolektywizacji Donduka Kuułara skazano , w 1932 r. na śmierć i stracono. Wtedy już także formalnie, nie tylko faktycznie, władzę w republice przejął Sałczak Toka.

Przejął i - antycypując znacznie późniejsze deklaracje ideowych pobratymców znad Wisły - "władzy raz zdobytej nigdy nie oddał". Zaczynał w 1929 jako sekretarz KC partii ludowo-rewolucyjnej, potem awansował na II sekretarza KC, okresowo łączył funkcję polityczną z obowiązkami ministra kultury. Od 1930 r. zasiadał we władzach quasiparlamentu: Małego Churału. W marcu 1932, po rozprawieniu się z Kuułarem, został pierwszą osobą w republice: zająwszy fotel premiera i sekretarza generalnego Komitetu Centralnego Tuwińskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej umościł się w nim na 12 lat (do października 1944). Nawet radziecka historiografia przyznawała, że w swej republice rządził niczym władca absolutny. Wyplenił z życia publicznego religię, jednakowo tępiąc zarówno buddystów jak wyznawców szamanizmu, przeprowadził kolektywizację, gnębił koczowników, nakazując im przenieść się do wsi i miast, dokonał rusyfikacji życia publicznego.

Mądry mądrością człowieka radzieckiego

Źródła podają, że o ile na początku rządów Toki w Tannu Tuwie było 25 klasztorów buddyjskich, a w nich około 2.200 mnichów, to po dwóch latach jego działalności w jedynym ocalałym klasztorze przebywało zaledwie 15 lamów; co się stało z pozostałymi - nie trzeba wyjaśniać. A nawet tych nielicznych można uważać za  nieobecnych: specjalny komisarz pozbawił zarówno ich jak i szamanów praw wyborczych, skonfiskował im też wszelki majątek.

Mądry mądrością człowieka radzieckiego, w 1944 r. Toka ukorzył się przed możnymi: poprosił przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej ZSRR Michaiła Kalinina, aby ojczyzna światowego proletariatu łaskawie przygarnęła Ludową Republikę Tannu Tuwa - co też i stało się faktem 30 października. W opowieści jego syna wyglądało tak to: "Ten dzień - to 11 października 1944. Marzenie się spełniło, gdy ojciec, Sałczak Kałbakchorekowicz Toka podpisał w Moskwie dekret Prezydium Rady Najwyższej "O przyjęciu Republiki Tuwa do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich". Dzień wcześniej wiedząc, że Kreml jest gotowy do podpisania tego dokumentu, Toka, promieniejąc, powiedział tylko jedno zdanie: "Teraz Tuwa - to również nasza ojczyzna radziecka".

W skurtyzowanym do statusu Tuwińskiego Obwodu Autonomicznego Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej ekspaństewku Toka piastował godność szefa lokalnej odnogi Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Czynił tak także wtedy, gdy w Moskwie zapadła decyzja o podniesieniu rangi obwodu: w 1961 r. ogłoszono, że Sałczak Toka kieruje Tuwińską Autonomiczną Socjalistyczną Republiką Radziecką. Jak jednak zwał, tak zwał; w gruncie rzeczy wszystkie te zmiany nie miały faktycznego znaczenia. Dla naszego bohatera znaczenie z pewnością miało coś innego: to mianowicie, że - obdarzony w 1944 prawami członka WKP(b) - wszedł niezadługo do partyjnej wierchuszki ZSRR. Od 1952 do 1971 piastował mandat zastępcy członka Komitetu Centralnego KPZR, od 1971 aż do śmierci był pełnym członkiem tego gremium; przez lata zasiadał ponadto w Radzie Najwyższej ZSRR.

Jak na standardy radzieckie, poddany jego władzy zakątek był maleńki i słabo zaludniony. Tuwa zajmuje 170 tys. kilometrów kwadratowych, czyli trochę więcej niż pół Polski. Obecnie liczy 307 tys. mieszkańców, a zatem mniej więcej tylu, ilu jest na stałe zameldowanych w Katowicach. Na kilometr kwadratowy przypada 1,8 osoby - dla porównania, uchodząca za wyjątkowo słabo zaludnioną gmina Lutowiska prezentuje się okazale, jako że w tym górzysto-lesistym terenie wskaźnik ten wynosi 4,57.

Poczynający sobie w stylu, świetnie znanym z innych azjatyckich republik radzieckich, Toka dostąpił za życia niezliczonych zaszczytów. Gdy mu się zachciało, został nawet literatem (członkiem Związku Literatów ZSRR od 1951, wieloletnim prezesem Związku Pisarzy Radzieckich Tuwy) - którego autobiograficzne dzieło, "Słowa arata", przełożone z rosyjskiego na polski przez Kazimierza Andrzeja Jaworskiego, ukazało się w 1952 r. w "Książce i Wiedzy". Za książkę tę otrzymał zresztą Nagrodę Stalinowską III stopnia. Z innych godności miał tytuł Bohatera Pracy Socjalistycznej, siedem Orderów Lenina, Order Czerwonego Sztandaru Pracy, a także niezliczoną liczbę medali i odznaczeń radzieckich, tuwińskich oraz mongolskich. Nic nie wiadomo, aby były wśród nich bojowe: ale tow. Toka - aczkolwiek nosił stopień generała-lejtnanta (w 1943 nadał mu go Mały Churał Tannu Tuwy, w 1944 rangę potwierdziło dowództwo Sił Zbrojnych ZSRR) - raczej nie miał okazji wojować na froncie, pilnował bowiem porządku w swoim carstewku. Tuwa - tak nawiasem - posłała na wojnę ponoć tylko jeden pułk piechoty i szwadron kawalerii.

Kobiety - zgubna namiętność

Komunistyczny pomazaniec rządził od ostatniego dnia. Zmarł 11 maja 1973 r. w Kyzyle. Zgodnie ze zwyczajem, którego w ZSRR przestrzegano, nim jeszcze ostygł na dobre, w stolicy republiki wzniesiono upamiętniający go monument. W niepamięć puszczono wątpliwie moralne sprawy, o których było powszechnie wiadomo, a pogłos których znaleźć można dziś na oficjalnej stronie Muzeum Narodowego Republiki Tuwy, gdzie napisano, że "Jednak, jak każdy przywódca, który zajmował długo stanowiska kierownicze, nie był wolny od pewnych niedociągnięć i wad".

Jakie to były "niedociągnięcia i wady"? Tokę znano z zamiłowania do jakże rosyjskiego - i proletariackiego - napitku: z lubością pochłaniał znaczne ilości wódki, której zalety miał sposobność poznać podczas studiów w Moskwie; w kraju, zdominowanym przez wyznawców buddyzmu, nie była to powszechna umiejętność. W rosyjskich źródłach można wyczytać, iż stalinowski wielkorządca miał jeszcze jedną namiętność: kobiety mianowicie. Uganiał się za nimi do tego stopnia, iż podczas partyjnych wyjazdów do Moskwy przydzielano mu stale "ogon" w postaci funkcjonariusza KGB; że był jednak wierny i lojalny, nie sprawiał mocodawcom problemów (skrzętnie ukrywał np. fakty występowania głodu w republice - dobrze wiedział, że nie przyniosłoby mu to pochwały Stalina...), raporty grzęzły w szufladach odpowiednio ważnych biurek. Inna sprawa, że dla dysponentów tych szuflad nie był wrogiem, lecz towarzyszem: od 1943 nosił Odznakę "Zasłużonego Pracownika NKWD".

Sałczak Toka, jak prawdziwe dziecko swych czasów - i partii - zmieniał personalia i żony niczym rękawiczki. Ponoć urodził się jako Koł Tywyky, by dopiero po powrocie z Moskwy przyjąć nazwisko Toka; następnie występował publicznie z "szyldem" Maady, jeszcze później Koł oraz Tożu. Między 1942 a 1944 r. znano go jako Sałczaka Tokę Surasowicza, dopiero w 1944 ustabilizował imię, otcziestwo i nazwisko na Sałczak Kałbakchorekowicz Toka. 

W "mieście antychrysta"

Istnieje wersja, że podawał fałszywą datę narodzin: naprawdę miał przyjść na świat w 1896 r. w Moon-Chole Todżi, a metrykę zmienił, by móc zakwalifikować się na szkolenie moskiewskie w 1925 r. Żony miał trzy: pierwszą, Annę Lifaantjewnę Lubosznikową, poślubił w 1923 r. - związek rozpadł się, gdy Sałczak wyjechał do Moskwy, a żonie rodzice zabronili udać się do "miasta antychrysta" (została w rodzinnej miejscowości z córką, która następnie zmarła na szkarlatynę). Druga żona, Aleksandra Gieorgijewna Alechina, towarzyszyła mu od 1928 do 1941 r., czyli do czasu, gdy obywatelom ZSRR, przebywającym w Republice Tuwińskiej, cofnięty wizy. Toka nie obronił żony i syna, Walentyna, przed wysiedleniem do Republiki Komi - znalazł sobie bowiem trzecią partnerkę, Chertek Amyrbitownę Anczimaa. Syn ze związku z Alechiną, Walentyn, służył potem w marynarce wojennej, we Flotylli Dnieprzańskiej i na dalekowschodnim jeziorze Chanka, Aleksandra Gieorgijewna zaś osiadła w Swierdłowsku na Syberii i dopiero 9 lat po śmierci byłego męża przyjechała do Kyzyłu, gdzie w 1986 r. zmarła.

Ostatnia sekretarzowa, Chertek Amyrbitowna Anczimaa-Toka, okazała się świetną towarzyszką - jak to komuniści mawiali - walki i pracy: dysponująca niemałym doświadczeniem w likwidacji wrogów ludu podczas stalinowskich czystek lat 30., wspierała męża z całych sił w jego zadaniach - kolektywizacji rolnictwa, rusyfikacji Tuwinów, zastąpieniu alfabetu łacińskiego (miejscowy język wywodzi się z tureckiego pnia) cyrylicą. W latach iluzorycznej niepodległości przewodnicząca Małego Churału, czyli parlamentu republikańskiego, po inkorporacji republiki została członkiem komitetu wykonawczego lokalnej jaczejki KPZR, z czasem objęła stanowisko wicepremiera. Przeżyła męża o wiele lat, aczkolwiek po jego śmierci nie odgrywała już wiodących ról we władzach.

W 1991 r. Sałczak Toka pewnie w grobie się przewrócił: kiedy rozpadał się niezwyciężony związek, pamiętający odległe, ale jednak niezatarte, czasy Tuwińcy zwrócili się przeciwko mniejszości rosyjskiej. Byli jednak za słabi na proklamowanie niepodległości i już po roku podpisali układ stowarzyszeniowy z Federacją Rosyjską, z mocy którego są dziś republiką autonomiczną. Ciekawostka: jako jedna z niewielu zachowuje zdecydowaną przewagę rdzennej ludności (około 77 proc.) nad rosyjskojęzycznymi (niespełna 21 proc.) przybyszami; co, oczywiście, nie oznacza, ażeby rząd federalny miał się zastanawiać nad prawem republiki do niezawisłości. Zresztą, kto we władzach Federacji Rosyjskiej miałby takie dumania snuć? Przecież nie najważniejszy współczesny prominent o tuwińskim rodowodzie, minister obrony Rosji generał armii i doktor nauk ekonomicznych Siergiej Kużugietowicz Szojgu, wysokiej rangi działacz prezydenckiej partii Jedna Rosja...

A ta współczesna Rosja nie puściła w niepamięć stalinowskiego specjalnego komisarza: Komitet Centralny Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej w 2011 r. ustanowił Medal Pamiątkowy "110 lat od urodzenia S. K. Toki" - i nadawał go zasłużonym. Śmiesznie albo strasznie...

Waldemar Bałda

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy