Reklama

Reklama

Przebrani w mundury SS. Cudem uniknęli śmierci

Po zainstalowaniu radia w naszej kwaterze słuchaliśmy Radia Londyn i pieśni "Z dymem pożarów". Płakałem słysząc słowa - skarga to straszna, jęk nasz ostatni, ale łzy wycierałem ukradkiem, nie chcąc, aby żołnierze widzieli jak ich oficer płacze - wspominał Zyguła.

Urodzony 18 września 1915 roku w Skopaniu na Podkarpaciu. Był więźniem Auschwitz z pierwszego transportu tarnowskiego. Po osadzeniu nadano mu numer 682. Pracował m.in. w komandach więźniarskich: Rollwagenkommando, Landwirtschaftskommando oraz Tierpflegerkommando.

W 1942 roku przeniesiony został do podobozu w Budach, gdzie zajmował się hodowlą koni, uprawą ziemi po wysiedlonej ludności polskiej. Charakter pracy umożliwił mu nawiązanie kontaktów z ludnością cywilną, w tym z łączniczkami ze Zgrupowania Partyzanckiego AK "Sosienki" Bronisławą Dłuciak i Wandą Sztwiertnią. 

Reklama

W 1944 roku wraz z akcją wywózki niskich numerów do innych obozów zdecydował się na ucieczkę, która skoordynowana została z dowództwem "Sosienek". W dniu 18 października wspólnie z innym więźniem Marianem Szayerem zostali przejęci w drodze pomiędzy podobozem Budy i Auschwitz przez partyzantów z grupy specjalnej "Śmiecha" przebranych w mundury SS. W trakcie przedzierania się do kwatery głównej oddziału "Orlego Gniazda" dzięki opanowaniu eskortujących go partyzantów uniknął zatrzymania przez oddział pościgowy SS. Pozostał w konspiracji, przyjmując pseudonim "Zyndram". 

Z dymem pożarów

Po kilku tygodniach walki oświadczył kpt. "Danucie", że żałuje wręcz ucieczki z obozu, bo w obozie mógł zginąć, a tu, w "Sosienkach", musi zginąć.  3 grudnia 1944 roku zabezpieczał dom Niklów w Skidziniu, gdzie przebywał ranny Antoni Wykręt jedyny ocalały z walki, jaką partyzanci stoczyli z SS w domu Zdrowaków. Przeniósł się następnie do oddziału AK "Garbnik. Jako oficer (porucznik) zajmował się prowadzeniem szkolenia żołnierskiego partyzantów. Tak wspominał długie zimowe wieczory w obozie w górach: Po zainstalowaniu radia w naszej kwaterze słuchaliśmy Radia Londyn i pieśni "Z dymem pożarów". Płakałem słysząc słowa - skarga to straszna, jęk nasz ostatni, ale łzy wycierałem ukradkiem, nie chcąc, aby żołnierze widzieli, jak ich oficer płacze. W ramach akcji "Burza" na Podbeskidziu dowodził jedną z trzech grup operującą w rejonie Gilowice - Ślemień. W trakcie akcji na niemiecki posterunek w Gilowicach został ranny. Po wkroczeniu Armii Czerwonej ukrywał się przed NKWD na Żywiecczyźnie wraz z innymi członkami oddziału aż do ujawnienia w Katowicach, po czym wyjechał na Dolny Śląsk. Po latach napisał: Bo my zostaliśmy rozpędzeni jak przez burzę ptactwo - zostaliśmy zapomniani - bo nam chodziło o dobro Ojczyzny, a nie mienić się bohaterami z AK.

Biogram powstał w ramach Programu Patriotyzm Jutra 2021 dzięki działalności Stowarzyszenia Auschwitz Memento oraz Centrum Dokumentacji "Nieobojętni spod Auschwitz".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje