Reklama

Reklama

Pięciopiętrowy kompleks militarny pod Holmenkollen. Tajemnica słynnej skoczni

Holmenkollen w Oslo - słynny kompleks sportów zimowych - kryje pod skoczniami i trasami biegowymi zimnowojenną tajemnicę. Aż do 1986 roku wewnątrz wzgórza istniał najsilniej strzeżony obiekt militarny w Norwegii - centrum dowodzenia NATO w przypadku wojny z ZSRR. Analityczka wojskowa Arnlaug Paulseth wróciła do swojego miejsca pracy po 30-letniej przerwie i pokazała je dziennikarzom.

74-letnia dziś Paulseth pokazała jedną z największych militarnych tajemnic Norwegii w reportażu wyemitowanym przez norweską telewizję NRK.

Tuż pod słynną skocznią, gdzie konkursy skoków odbywają się od 1892 roku, znajdował się gigantyczny podziemny labirynt. Ten pięciokondygnacyjny kompleks militarny miał powierzchnię około 4 tys. metrów kwadratowych. W przypadku wybuchu trzeciej wojny światowej miał być głównym centrum obrony Norwegii.

Paulseth pracowała na terenie kompleksu od 1963 do 1986 roku. 

Budowa kompleksu militarnego rozpoczęła się już w 1941 roku, kiedy podczas niemieckiej okupacji wzgórze Holmenkollen ze szczytem na wysokości 425 metrów nad poziomem morza było centrum wywiadowczo-obserwacyjnym Luftwaffe, skąd kierowano obroną przeciwlotniczą Oslo i dużej części Norwegii.

Reklama

Po zakończeniu wojny zaawansowaną niemiecką konstrukcją zainteresowali się alianci, a później NATO z Norwegią jako członkiem założycielskim. Tajny kompleks został rozbudowany w 1951 i stał się najbardziej skrywaną tajemnicą wojskową Norwegii.

Podczas zimowych igrzysk olimpijskich w 1952 roku i narciarskich mistrzostw świata w latach 1966 i 1981 roku na zewnątrz odbywały się zawody z dziesiątkami tysięcy publiczności, a pod ziemia trwała tajna praca operacyjna przez 24 godziny na dobę. Obsługa wchodziła i wychodziła nocami przez zamaskowane, wykute w skale drzwi, z których część jest dzisiaj zaspawana. Dla kamuflażu pracownicy przebierali się, podobnie jak ochrona, za narciarzy.

Dziennikarze NRK odwiedzili centrum dowodzenia, które na filmie wygląda jakby nagle zostało nagle opuszczone z biurkami, na których leżą otwarte akta, stoją kubki po wywietrzałej już kawie, na półkach stoją tysiące zakurzonych segregatorów, a niszczarki dokumentów w połowie są pełne pociętych kawałków papieru.

"Pracowało tutaj bez przerwy około stu osób, bez względu na porę dnia, czy też na to, co się odbywało na górze, na arenach sportowych. W hali operacyjnej na wielkiej tablicy nanoszone były pozycje wszystkich obiektów znajdujących się w norweskiej przestrzeni powietrznej według danych z radarów całego kraju. Teren wokół skoczni był dyskretnie strzeżony przez komandosów i agentów służb specjalnych" - opowiedziała na antenie NRK analityczka wojskowa Arnlaug Paulseth, która pracowała tutaj w latach 1963-1986 a tym razem oprowadzała dziennikarzy.

"To były nasze oczy, obserwując nie tylko Rosję lecz wszystkie kraje Układu Warszawskiego, z mapą na której naniesiono pozycje wszystkich lotnisk i baz lotniczych z możliwymi trasami ataku bombowców" - opowiedział Tom Kristiansen z norweskiego Instytutu Studiów Obronnych. W latach 70. pracował on w tym miejscu jako kryptograf.

Reportaż można zobaczyć TUTAJ.

Reklama

Reklama

Reklama