Reklama

Reklama

Matka więźniów uciekinierów. Helena Jedlińska

Gdy tak ciężko było pod Oświęcimiem o schronienie, a każdej melinie groziło śmiertelne niebezpieczeństwo, rodzina Jedlińskich ani na chwilę się nie wahała i melinowała u siebie całe grupy partyzanckie oraz po kilkunastu nawet więźniów politycznych, zbiegów z Oświęcimia.

Urodzona 18 sierpnia 1897 roku w Kamionce Strumiłowej w województwie tarnopolskim, córka Jana Jamroza i Katarzyny z Krupińskich.

W styczniu 1918 roku wyszła za mąż za Jana Jedlińskiego, z którym wkrótce zamieszkała w Łękach-Zasolu gdzie prowadziła niewielkie gospodarstwo. Wychowywała ośmioro dzieci. Ojcem chrzestnym jej 7 syna Ignacego Jana Kantego, zgodnie z obowiązującym od 1926 roku dekretem głowy państwa, został w 1938 roku prezydent Ignacy Mościcki. To wydarzenie zapewne utrwaliło w rodzinie poczucie świadomego i całkowitego oddania sprawom ojczyzny.

Reklama

Matka partyzantów i więźniów

Już w początkach okupacji niemieckiej Helena bez wahania podjęła decyzję o oddaniu na potrzeby rodzącego się ruchu oporu swojego domu oraz synów do służby konspiracyjnej. Kapitan Jan Wawrzyczek "Danuta" szczególnie upodobał sobie to lokum na swój sztab, najpierw w dowodzeniu grupą dywersyjną "Marusza", a później obwodem oświęcimskim oraz zgrupowaniem partyzanckim "Sosienki". Konspiracyjna "Gosposia", bo taki pseudonim przyjęła Helena, dzieliła swą matczyną opiekę między domowników, partyzantów oddziału jak i więźniów uciekinierów z Auschwitz. Dbała o ich zdrowie i bezpieczeństwo. "Danuta" tak opisywał postać Heleny: Tu ustawicznie, cała ta wioska wrzała po nocach, a ona z różańcem w ręku patrzyła w okno.

Kapitan Wawrzyczek zawdzięczał Jedlińskiej nie tylko jej poświęcenie w walce pod obozem, ale i własne życie. Pierwszy raz, kiedy uklęknęła na pistolecie, który mu wypadł tuż przed wchodzącym do domu Niemcem, innym razem, gdy kierując się intuicją, zatrzymała go w "Orlim Gnieździe", co uchroniło go przed niechybnym aresztowaniem w zdekonspirowanej wówczas melinie u Chmielniaków w Bielanach. Jedlińska liczyła się z wszystkimi konsekwencjami swojej działalności. Zawsze miała przygotowane ubranie na wypadek aresztowania. Jej dom był często inwigilowany przez Niemców zwłaszcza, kiedy Jan Jedliński "Majster" zagrożony aresztowaniem, musiał przejść do ścisłej konspiracji.

Wdzięczność wyrażona po latach

Helena Jedlińska przeżyła trudne lata okupacji hitlerowskiej. Jan Wawrzyczek tak wracał we wspomnieniach w to wyjątkowe miejsce: Nie ma prawie więźnia, który by bezpośrednio lub pośrednio nie skorzystał z tej meliny". Innym razem: "W 1944 roku, kiedy terror okupanta osiągnął niebywałe nasilenie, gdy prawie wszystkie meliny wpadły, gdy tak ciężko było pod Oświęcimiem o schronienie, a każdej melinie groziło śmiertelne niebezpieczeństwo, rodzina Jedlińskich ani na chwilę się nie wahała i melinowała u siebie całe grupy partyzanckie oraz po kilkunastu nawet więźniów politycznych, zbiegów z Oświęcimia". Jan Chlebowski, były więzień KL Auschwitz, w 1950 roku w imieniu swoim i współwięźniów wyraził wdzięczność rodzinie Jedlińskich słowami: "Koledzy z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu żywią dużą wdzięczność dla rodziny Jedlińskich za bardzo oddaną i ofiarną dla sprawy ich działalność, która narażała ich wszystkich na wypadek wykrycia na osadzenie w obozie koncentracyjnym i wyroki śmierci. Mimo grozy sytuacji rodzina Jedlińskich nie wahała się z narażeniem życia współpracować z nami w walce przeciw hitlerowskiemu okupantowi".

Po wkroczeniu na te tereny Armii Czerwonej "Orle Gniazdo" zostało zadenuncjowane funkcjonariuszom NKWD przez miejscowych działaczy partyjnych. Mimo to Jedlińskich nie aresztowano, a melina na nowo stała się bezpiecznym azylem dla ukrywających się przed nowym systemem partyzantów.

W grudniu 1947 roku Jedlińscy namacalnie odczuli "ludową" sprawiedliwość. Wówczas, pod zarzutem nielegalnego posiadania broni, aresztowano Stanisława Jedlińskiego, jednego
z "Budrysów". Sprawę rozpatrywał Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie, który 26 lutego 1948 roku wydał wyrok skazujący go na sześć lat pozbawienia wolności. Helena Jedlińska rozpoczęła dramatyczne starania o uwolnienie syna. Już w październiku 1948 roku złożyła prośbę o ułaskawienie do prezydenta Bieruta. Niestety sąd postanowił nie nadawać prośbie dalszego biegu, twierdząc, że jest ona bezcelowa. "Gosposia" nie dała za wygraną i postanowiła poprzeć swoją kolejną prośbę szeregiem zaświadczeń osób, które mogły potwierdzić okupacyjną działalność jej rodziny. Na korzyść Heleny Jedlińskiej oraz jej syna Stanisława zaświadczyli m.in.: Jan Wawrzyczek, Edward Padkowski, Wincenty Ciesielczuk, Jan Chlebowski, Tadeusz Hołuj, Tomasz Sobański i Lucjan Motyka. Ci ostatni znani byli w środowisku nowej władzy i być może to za ich przyczyną sąd nie odrzucił jej drugiej prośby. W kwietniu 1951 roku podjęto decyzję o warunkowym, przedterminowym zwolnieniu z więzienia Stanisława Jedlińskiego. 

Kto szuka pomocy

Helena Jedlińska w 1960 roku została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, zaś w roku 1974 Medalem Zwycięstwa i Wolności. Zmarła 20 grudnia 1979 roku. Pochowano ją na cmentarzu parafialnym w Bielanach. Jan Wawrzyczek w dniu jej pogrzebu powiedział: "Żegnamy żołnierza, żegnamy Panią, która w latach okupacji była jakimś niepowtarzalnym duchem opiekuńczym ruchu oporu, w ogóle polskości. Dała życie siedmiu synom, a w latach okupacji ratowała życie. Wszyscy ci, co szukali pomocy, to tę pomoc mogli znaleźć w tym szlachetnych polskim gnieździe Jedlińskich w Łękach-Zasolu. Droga nasza "Gosposiu", pięć lat myśmy żyli pod twoim kochającym sercem, pod twoją opieką rozdygotanych i pracowitych rąk [...]. Kogośmy przyprowadzili, wszystkich przyjmowała. Dotąd, aż nas tu przyniosą, będziemy Tę szlachetną Panią czcić, szanować, kochać i nie przestaniemy Jej nigdy dziękować [...]. To była Pani, to była Polka, to była niewiasta, która jakimś charyzmatem dobroci, życzliwości się odznaczała. Śpij spokojnie dobra gosposieńko".

Biogram powstał w ramach Programu Patriotyzm Jutra 2021 dzięki działalności Stowarzyszenia Auschwitz Memento oraz Centrum Dokumentacji "Nieobojętni spod Auschwitz".



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy