Tollejada, czyli skandal w Rzymie. Polska królowa postawiła się papieżowi
Polska królowa rzuciła wyzwanie samemu papieżowi. Marysieńka Sobieska przywykła do dworu, przepychu i władzy. Nie zamierzała tracić pozycji również po śmierci męża. Wyjechała do Rzymu, gdzie skonfliktowała się z Klemensem XI. Doszło do skandalu, którego iskrą była awantura o rzymską kurtyzanę.

Maria Kazimiera de La Grange d'Arquien, nazywana popularnie Marysieńką, była królową Polski przez 22 lata. Przyzwyczaiła się do statusu monarchini, pełnego zaszczytów, potakiwań i ukłonów poddanych na każdym kroku. Tym trudniej było pogodzić jej się z utratą królewskiej roli, kiedy w 1696 roku zmarł wybitny małżonek - Jan III Sobieski.
Rzeczpospolita Obojga Narodów wybierała władców w drodze elekcji. Teoretycznie istniała szansa na stworzenie dynastii Sobieskich, a najbliżej korony był pierworodny króla Jana - Jakub. Jednak jak opisywaliśmy w "Historii w Interii", między Marysieńką i synem doszło do gorszącego opinię publiczną sporu o majątek po zmarłym władcy. Szczególnie, że - jak wspomina Sławomir Leśniewski w książce "Sobieski. Lew, który zapłakał" - król na starość zrobił się skąpy, nie trwonił niepotrzebnie pieniędzy, a majątek miał ogromny.
Mimo fiaska dynastycznych planów, królowa nie zamierzała rezygnować ze swojej monarszej pozycji. By jej bronić, gotowa była przeciwstawić się nawet papieżowi.
Królewskie życie Marii Kazimiery
Wspomniany majątek w naszej historii jest istotny, bo opowiada o warunkach, do jakich królowa była przyzwyczajona. Zachował się "Inwentarz Generalny 1696" wilanowskiego pałacu - zbiór ruchomości przygotowany po śmierci króla i potrzebny do podziału majątku. Są tam wymienione dziesiątki złotych zegarów, sztućce, szkatułki i tabakierki wysadzane diamentami i rubinami, liczne pierścienie, klejnoty, pozłacane naczynia, rzeźby i wiele innych przedmiotów.
Król i królowa istotnie lubili otaczać niezwykłymi przedmiotami. Sobieski był miłośnikiem natury, uwielbiał polowanie i podziwianie zwierząt. Również egzotycznych. Na przykład zapragnął mieć krokodyla. Zamówił go u pośrednika w Niderlandach, ale gad ku rozpaczy władcy, dopłynął do Gdańska martwy. Najprawdopodobniej został wypchany i miał po śmierci króla trafić do apteki lwowskich zakonników, co wiemy z ich listu, w którym proszą o przekazanie zwierza i innych niezwykłych przedmiotów.
Ostatnie lata życia Sobieskiego królewska para spędziła między nowymi rezydencjami. To nie tylko wilanowski pałac czy rodowa siedziba króla w Żółkwi. Pod koniec panowania Jana III, z inspiracji królowej w Warszawie powstał Marywil. Nazwa pochodzi od imienia monarchini i francuskiego ville i oznacza "miasto Marii".

Anna Rychłowska-Kozłowska w publikacji poświęconej inwestycji nazwała Marywil "polskim Paryżem". Tam, gdzie dziś stoi Teatr Wielki, powstał nowoczesny kompleks handlowo-usługowy, który oprócz funkcji usługowych miał być akcentem w stolicy - "monumentem przypominającym najświetniejsze czasy monarchy".
Inspiracja architekturą Paryża nie jest przypadkowa, wszak Marysieńka pochodziła z Francji i jak zaznaczał Paweł Jasienica w "Calamitatis Regnum", do pewnego stopnia zawsze pozostała wierna swojej ojczyźnie. Marywil spełniał też funkcje reprezentacyjne, mieszkał w nim królewicz Jakub, przyjmowano tam także ambasadorów.
Państwowe funkcje wypełniała również królowa. Sobieski pod koniec życia cierpiał, był poważanie schorowany i zastępowała go żona. Aleksandra Skrzypietz w biografii Jakuba Sobieskiego wspomina jak w 1690 roku to Marysieńka witała w Warszawie nowego nuncjusza papieskiego Andreę Santacroce. Wizyty władczyni w Marywilu wspomina sekretarz króla Kazimierz Sarnecki. "Królowa (…) zjadłszy obiad do Marywil jeździła i tam aż do samej nocy bawiła się" - pisał w maju 1693 roku.

Królowa znana jest z listów miłosnych do Sobieskiego, ale miała też temperament, który ujmował małżeńskiej wierności. Na powodzenie wśród mężczyzn nie narzekała nigdy, a jednym z jej absztyfikantów był o 14 lat młodszy, przyszły książę kurlandzki Ferdynand Kettler. O romansie wiemy z jego własnych, zachowanych wspomnień.
Kettler był z pewnością postacią intrygującą. Kurlandia była lennem Rzeczpospolitej Obojga Narodów, więc on sam był poddanym króla Jana. Źródła historyczne opisują go jako przystojnego. Służył w wojsku Rzeczpospolitej. Kurlandia, mimo trudnej sytuacji i kolejnych porażek kolejnych wypraw zamorskich, przez dekady zgłaszała prawa do kolonii na Tobago.
Wspominam o tym, by pokazać jak wielka mogła być skala ambicji naszych bohaterów. W Rzeczpospolitej w drugiej połowie XVII wieku można było w magnackim ogrodzie spotkać zdobytego pod Wiedniem wielbłąda i powspominać zwycięstwo nad Imperium Osmańskim. Można było - co król Jan czynił niemal do śmierci - planować plany zajęcia Mołdawii. Można też było porozmawiać o karaibskich zamierzeniach kurlandzkiego lennika. Takie to były czasy i rzeczywistość, do której Marysieńka była przyzwyczajona.
Marysieńka wyjeżdża do Rzymu
17 czerwca 1696 król Jan III Sobieski doznał udaru mózgu i zmarł. W następnym roku doszło do elekcji, którą Paweł Jasienica opisał jako "warcholską jak nigdy jeszcze, sprzedajną, łajdacką". Elekcja pełna korupcji, zabiegów dyplomatycznych ościennych mocarstw oraz straszenia użyciem wojsk, zakończyła się wyborem elektora saskiego Augusta z niemieckiej dynastii Wettynów.
Królowej nie udało się przeforsować kandydatury swoich synów. Nie pomogły ambicje, temperament, francuskie pieniądze. Zaszkodził natomiast wspomniany spór o spadek. "Nawykła tyle lat do wszechwładzy, nie mogła pogodzić się z faktem, że ze śmiercią docenianego przez nią Jachniczna (króla Jana - red.) czar przestał działać" - pisał w biografii Marysieńki Tadeusz Boy-Żeleński.

Sobiescy przegrali. Jakub wyjechał do swoich włości na Śląsku, młodsi synowie bawili w Paryżu, córka - Teresa Kunegunda, była księżną w Bawarii. 57-letnia matka szukała miejsca dla siebie. Znalazła je w Rzymie. Tym bardziej, że Państwem Kościelnym kierował papież Innocenty XII. Przychylny Marysieńce, to on przed laty, jako nuncjusz w Polsce, udzielał jej i Sobieskiemu ślubu.
Zaopatrzona w spadek i pewna dochodów z dóbr w Rzeczpospolitej, ruszyła do Wiecznego Miasta w orszaku liczącym 259 osób. Na początku zamieszkała w przygotowanym dla niej pałacu Odescalchi. Papież zadbał o etykietę i liczne honory dla królowej. Jak to ujął Boy-Żeleński, Marysieńka planowała odtąd "odcinać kupony" od wiedeńskiej wiktorii swojego sławnego małżonka.
Włoska emigracja i polskie zmartwienia
Relacje z Rzymu znamy w znacznej mierze dzięki korespondencji, którą królowa prowadziła ze swoją przyjaciółką, wojewodziną bełską, Elżbietą Sieniawską.
W 1700 roku umiera Innocenty. Jego następcą jest Klemens XI, który z czasem będzie Marysieńce coraz mniej przychylny. Jednak na razie królowa o tym nie wie i garściami czerpie z uroków Italii. "Gdybyś widziała piękności Rzymu, potępiłabyś Nerona, że się tak pastwił nad tym pięknym miastem" - pisała do Sieniawskiej.

Marysieńka pilnuje bardzo etykiety, w korespondencji podpisuje się Marie Casimire reine - Maria Kazimiera królowa, choć nad Wisłą panuje już August II. Nowy król lubić Sobieskich nie ma powodu. Nie ma też oporów, by jego wojska omijały dobra rodziny, co naturalnie przekładało się zmniejszone z nich dochody i sakwę naszej emigracyjnej królowej.
W Rzymie został widoczny ślad po Marii Kazimierze. W 1702 roku przeniosła się do pałacu Zuccari, w którym nad głównym wejściem kazała umieścić będący tam do dzisiaj herb Rzeczpospolitej Obojga Narodów, uzupełniony o symbole rodzinne jej i zmarłego męża. Pałac znajduje się w jednym najpopularniejszych miejsc Rzymu, między budynkami na szczycie Schodów Hiszpańskich przy Via Gregoriana.
Zanim Marysieńka się tam przeniosła, doszło do incydentu, który skonfliktował ją z nowym papieżem.
Awantura o kochankę synów
W tamtym czasie Rzym jak magnes ściągał wszelkie osobistości świata, zarówno świeckie, jak i duchowne. Elit z tytułami było tak wiele, że w konsekwencji dochodziło do licznych konfliktów o to, kto komu ma ustąpić drogi, uchylić kapelusza czy się ukłonić. Sprawy pozornie błahe przekładały się na realną pozycję danej osoby i jej rangę w Wiecznym Mieście.
Spory te były jedną z przyczyn wydarzenia, które opisywali historyk Kazimierz Waliszewski i później Boy-Żeleński, używając określenia "Tollejada". Była to awantura o Tollę, rzymską kurtyzanę.
Na początku XVIII wieku kochankiem ów damy był przez moment młody książę Gaetano Sforza Cesarini. Jednak Tolla wpadła w oko młodszym z braci Sobieskich, najpierw Aleksandrowi, później Konstantemu, którzy dotarli do matki w Rzymie. Tolla porzuciła więc Gaetano, ale książę nie zamierzał się poddawać.

Jak opisuje Boy-Żeleński, pewnego razu kobieta śpiewała pod pałacem Odescalchich, gdzie rezydowali wówczas Sobiescy. Gaetano ją tam dopadł i "naznaczył pałaszem po twarzy". Marysieńka i Aleksander jedli wówczas kolację na tarasie pałacu i usłyszeli wrzawę. Królowa zaalarmowała swoją straż, która z ludźmi Gaetano stoczyła małą bitwę.
Sam Cesarini zdołał zbiec. Marysieńka nie zamierzała odpuścić, bo uznała wydarzenie za osobistą zniewagę. Pisała do kolejnych kardynałów, domagając się zemsty. Chciała, by księcia wygnano z Rzymu.
Sprawa dotarła do papieża Klemensa. Reakcja była konieczna, bo bądź co bądź chodziło o poważne przestępstwo pod oknami królowej. Papież wyznaczył kardynała Ottoboniego, by podjął interwencję i mediacje.
Ustalono, że Cesarini trafi do więzienia w Zamku Świętego Anioła, tam Maria Kazimiera mu wybaczy i będzie po sprawie. Książe sądził, że spędzi za kratami kilka godzin. Marysieńka trzymała go tam przez tydzień. Kiedy doszło do przeprosin, królowa zarządzała, by Gaetano przeprosił też jej synów. Dopiero wtedy dała się ubłagać.

Dlaczego Marysieńce na tyle pozwolono? Status osób przebywających w Rzymie miał znaczenie dla miasta i papieża. Tymczasem niewątpliwie królowa swoją pozycją ten status podnosiła. Poza tym wciąż miała pieniądze, na którym wielu w Italii zależało.
W naszej historii Tolla pojawia się raz jeszcze. Kiedy zbliżał się karnawał, papież poprosił, by Aleksander i Konstanty nie występowali w przebraniu. Nie chciał nowej, niebezpiecznej sytuacji, szczególnie, że królewicze niedawno byli bohaterami skandalu.
Podczas karnawału towarzyszyła im Tolla, która uznała, że jej zakaz nie obowiązuje. Straż papieska gdy ją zobaczyła, aresztowała i odarła z szat. Kobietę zamknięto w zakładzie dla upadłych dziewcząt, a jej szaty odniesiono Marii Kazimierze. Królowa wpadła w furię. Uznała, że atak na Tollę, jest atakiem na jej synów, a więc i na nią.
Skandal i konflikt z papieżem
Boy-Żeleński ujmuje to tak: "sprawa Tolii stałą się (dla królowej - red.) świętą sprawą korony polskiej i rodu". Marysieńka zażądała uwolnienia dziewczyny. Papież łagodnie tłumaczył, że Tolla jest przyczyną rozpusty synów Marii Kazimiery. Nie pomogło.
Uczyniła kobietę, nieco na wyrost, hrabiną. Hrabina w de facto więzieniu przebywać nie powinna, ale nawet ten gest nie przekonał papieża. Wówczas nasza bohaterka kazała swoim ludziom zwyczajnie Tollę porwać. Dała jej schronienie we własnym pałacu.
Tym razem cierpliwość stracił papież Klemens. Rozkazał by interwencję podjęła jego gwardia, bo porwanie więźnia, który do więzienia trafił w konsekwencji zakazu papieża, było znieważeniem jego samego.

Wtedy Marysieńka oświadczyła, że skoro Klemens zamierza użyć gwardii przeciwko niej, to opuści miasto, "w którym ją tak znieważają". Nakazała zaprzęgać konie i szykować karoce. Ten argument podziałał, papież nie chciał prowokować skandalu, w którym królowa wyjeżdża z miasta.
Musiał ustąpić, ale jednocześnie zachować twarz. Wysłał do Marysieńki poselstwo trzech kardynałów. Przyjęto kompromis, w którym ustalono, że Tolla wyjedzie do Neapolu.
"Nieraz zaznaczaliśmy kreśląc dzieje Marysieńki, jak bardzo ona (...) pozostałą cudzoziemką. Tu bodaj pierwszy raz mamy wrażenie, iż odezwała się w niej polskość, która nasiąkła mimo woli. Jest coś bardzo polskiego w całym tym zatargu. I czyż nie można by go zatytułować: Tolla, czyli Ostatni zajazd w Watykanie?" - komentował Boy-Żeleński.
Mimo tego sukcesu w starciu z papieżem, pozycja królowej coraz bardziej słabła w kolejnych latach. W 1714 roku opuściła Rzym i ostatnie półtora roku życia spędziła we Francji. Jej ciało później wróciło nad Wisłę i spoczywa w sarkofagu w wawelskiej Krypcie św. Leonarda, tuż obok Jana III Sobieskiego.









