Nasza bohaterka na scenie zaczęła występować już jako dziecko. W wieku 11 lat zadebiutowała na deskach Teatru Narodowego, w sztuce "Tajemnica zamku Leftsbury". Aktorkami były jej babka, matka i ciotka. - Być aktorką to było jej przeznaczenie - mówi Interii Marek Teler, dziennikarz i autor książek historycznych, który dotarł do nowych informacji o Janeckiej.
Przez lata opowieść o aktorce urywała się w czasach wojennej zawieruchy. Jak się jednak okazuje, Janecka - niedoszła gwiazda polskiego kina - po wojnie zrobiła karierę w USA.
Jagna Janecka. Na drodze ku sławie
Jagna tak naprawdę nazywała się Agnieszka Dobrzyńska. Jako nastolatka przeżyła śmierć obojga rodziców i trafiła pod opiekę ciotki. W hołdzie dla matki przyjęła po niej nazwisko - pseudonim.
W wieku 16 lat zagrała w pierwszym filmie. - Ale prawdziwym przełomem była dla niej rola w sztuce "Szczęśliwe dni" teatru Ateneum - opowiada Teler. Było to wiosną 1939 roku, Jagna miała wtedy 18 lat.
- Dostała bardzo dobre recenzje. Grała u boku aktorów - amantów, Zbyszka Rakowieckiego i Leszka Pośpiełowskiego. Przepowiadano jej wielką przyszłość. Mniej więcej w tym czasie otrzymała angaż do filmu "Byłam Brzydką Dziewczyną" i miała grać główną rolę. To był film Michała Waszyńskiego - mówi nam Teler.
Waszyński w przedwojennym, polskim świecie filmowym nie był byle kim. Poważny reżyser i producent pracował z największymi gwiazdami. Zresztą po wojnie również. Dość powiedzieć, że na emigracji odkrył talent aktorski u Audrey Hepburn i Sophii Loren. - Był specjalistą w odnajdywaniu gwiazd. Bycie dostrzeżonym przez Waszyńskiego to na pewno był duży zastrzyk energii do pracy. I świadectwo, że była wartościową artystką z zadatkami na gwiazdę kina - opowiada rozmówca Interii.
Teler dodaje też, że to były ostatnie szczęśliwe dni aktorskiej kariery Janeckiej. We wrześniu 1939 roku wybuchła II wojna światowa.
Janecka w okupowanej Warszawie i związek z Niemcem
Po zajęciu Warszawy Niemcy nie zgadzali się na działalność polskich teatrów. Dlatego ludzie kina i teatru zaczęli zakładać w kawiarnie.
- Wyrastały jedna za drugą, jak grzyby po deszczu. Jednym z takich lokali była Cafe Jaracz, od nazwiska aktora Stefana Jaracza. Jagna zatrudniała się tam jako kelnerka - wskazuje Teler. Artystyczne kawiarnie często były miejscem pracy i przetrwania okupacji dla przedwojennych artystów. W Cafe Jaracz, razem z Jagną, pracowali inni aktorzy z Ateneum.
W tym miejscu dochodzimy do jednego z najbardziej zagadkowych momentów w życiu Janeckiej. Pewnego dnia do kawiarni wszedł Alfred Bartelt.
- Niemiecki oficer, członek NSDAP. Zakochał się w Jagnie, która - jak wielu aktorów pracujących w kawiarniach - możliwe, że była w jakiś sposób zaangażowana w struktury państwa podziemnego jako informatorka. Tak przynajmniej twierdzi jej rodzina - podkreśla Marek Teler, który dotarł do krewnych artystki.
- Prawdopodobnie kiedy Jagna próbowała mu się opierać, zaszantażował ją, że ją wyda i zdradzi, że współpracuje z Polakami zaangażowanymi w działalność podziemia. Prawdopodobnie ten szantaż zmusił Jagnę do związania się z nim. Nie jest łatwo odmówić Niemcu, który grozi uwięzieniem czy obozem. Trudno z perspektywy czasu oceniać jej decyzję, ale weszła w tę relację - opowiada rozmówca Interii.
Wkrótce parze urodził się syn. Wyjechali najpierw do Łodzi, później do Koszalina. Wiadomo, że Jagna odwiedzała Warszawę w czasie okupacji. Teler dotarł do rodziny aktorki, rozmawiał z jej siostrzeńcem Grzegorzem Wasowskim. Zachowały się listy ciotki aktorki, w których kobieta pisała, że "Jagna jest stracona dla Polski". Przez związek z Niemcem stałą się "czarną owcą". Szczególnie, że by wziąć z nim ślub, musiała podpisać Volkslistę, czyli niemiecką listę narodowościową.
Ostatni raz Janecka była widziana w Warszawie w 1943 roku. Z listów wiadomo jednak, iż miała świadomość, że w 1944 roku jej młodsza siostra przeżyła Powstanie Warszawskie. Jesienią 1944 roku kontakt z rodziną urwał się zupełnie.
Wyjazd do USA
Koniec wojny w historii rodziny owiany jest tajemnicą. W dokumentach znika ślad po Alfredzie. Jak wskazuje Teler, według jednej z teorii mężczyzna trafiła na front wschodni, a Janecka była przekonana, że zginął. Inna mówi, że przeżył wojnę i żył w Niemczech pod zmienionym nazwiskiem.
Jak ustalił Teler, sama Jagna wydostała się z Koszalina i trafiła do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Tam pracowała jako tłumaczka.
Tak poznała Amerykanina, pułkownika Charlesa Kella. Szybko poprosił ją o rękę i zabrał do Stanów Zjednoczonych. Wiadomo, że w 1947 we Frankfurcie nad Menem, wraz z synem z pierwszego małżeństwa, wsiadła na pokład samolotu do Nowego Jorku. W USA para wzięła ślub i zamieszkała w Monmouth w stanie Illinois. W 1950, już jako Jaga Kell, otrzymała amerykańskie obywatelstwo.
Opowieści pani Kell
Jagna w USA zaczęła interesować się modą. Założyła sklep i sprowadzała ubrania z Chicago. Jej mąż wkrótce został wysłany do Korei. Kiedy wrócił, para przeniosła się do Oklahomy. Później trafili do Ohio. Według amerykańskiej prasy na przełomie lat 50. i 60. Jagna pojechała do Niemiec, gdzie szkoliła wolontariuszki Czerwonego Krzyża. Nie nawiązała jednak kontaktu z rodziną.
Po powrocie małżeństwo osiedliło się w Lansing w stanie Michigan. Tutaj pani Kell zrobiła największą karierę w branży mody. - Największym sukcesem było to, że prowadziła salon mody w domu towarowym Jacobson's. Była swego rodzaju dyktatorką mody. W lokalnej prasie mówiła jakie są trendy na dany rok, co warto nosić, czego się wystrzegać oraz co będzie "hitem sezonu" - mówi Interii Teler.
Prasa interesowała się też jej osobą. - Opowiadała w wywiadach niestworzone historie na swój temat. Twierdziła, że ojciec był dyplomatą, że wychowywała się w Paryżu. Wszystko to było próbą zatuszowania jej przeszłości. Mówiła, że jej pierwszy mąż zginął w obozie. Jeśli nawet tam był, to na pewno nie w charakterze więźnia - zaznacza Teler.
Z domem towarowym Jacobson's Jagna była związana do śmierci w 2002 roku.
Czy historia o szantażu jako powodzie małżeństwa z Niemcem jest prawdziwa? - Opowiadała ją młodsza siostra Jagny, Maria. Możliwe, że próbowała ją jakoś usprawiedliwić. Być może Marii jako nastolatce opowiedziano historię w taki sposób, by wytłumaczyć postępowanie Jagny. Trzeba podchodzić do tego ze znakiem zapytania - zaznacza Teler.
W znanych dokumentach Związku Walki Zbrojnej, który później przekształcił się w Armię Krajową, nazwisko Janeckiej nie figuruje. - Z drugiej strony opowieści o szantażu nie można wykluczyć. Takie sytuacje się zdarzały, a kawiarnie były miejscami działalności konspiracyjnej. Była przestrzeń, gdzie kelnerzy mogli zbierać informacje o klientach, często niemieckich urzędnikach czy oficerach - podsumowuje Marek Teler w rozmowie z Interią.














