Katastrofa lotu 593. Za sterami Airbusa siedział mały chłopiec
Ciemna i zimna noc nad Syberią. Jest 23 marca 1994 roku, do godziny 1.00 brakuje dziewięciu minut. Nad pustkowiem spokojnie leci Airbus A310 rosyjskiego Aerofłotu. Nagle maszyna zaczyna się przechylać. Najpierw delikatnie, po chwili gwałtownie pikuje. Na pokładzie jest 75 osób. Żadna nie dożyje godziny pierwszej. Zapis rozmów pilotów ujawnił, że w ostatnich minutach lotu za sterami siedziało dziecko.

W skrócie
- 23 marca 1994 roku Airbus A310 Aerofłotu rozbił się na Syberii, ginie 75 osób.
- Zgodnie z raportem MAK katastrofa wydarzyła się po wpuszczeniu dzieci pilota do kabiny i pozwoleniu synowi na ingerencję w sterowanie.
- System autopilota został częściowo wyłączony przez długie przytrzymanie steru, a piloci nie zauważyli dezaktywacji, co doprowadziło do utraty kontroli nad samolotem.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
We wrześniu tego samego roku w "New York Times" ukazuje się artykuł pod tytułem: "Nagranie potwierdza, że syn pilota spowodował katastrofę rosyjskiego samolotu". Wcześniej, przez miesiące trwały spekulacje o przyczynach wypadku.
Rosyjscy eksperci początkowo podkreślali, że samolot leciał na wysokości 10 tysięcy metrów, w dobrych warunkach, a załoga nie zgłaszała żadnych sygnałów alarmowych. Jeszcze w marcu zastępca ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Jurij Worobjow oświadczył, że nie wyklucza ataku terrorystycznego.
W kwietniu twierdzili, że katastrofa nie była winą załogi. Zmienili zdanie w czerwcu. Wtedy pierwszy raz pojawiła się oficjalna informacja o złamaniu procedur. Prawdę wyjawili w listopadzie. Jeden z koordynatorów śledztwa - Wiktor Trusow, przyznał, że do tragedii doszło gdy w kokpicie znajdowali się córka i syn jednego z pilotów.
Lot 593. Katastrofa rosyjskiego Airbusa
Ostateczny raport o przyczynach katastrofy Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) opublikował w marcu 1995. Powodów tragedii wskazano osiem, ale najważniejszy jest pierwszy z nich. To zgoda pilota "na zajęcie jego miejsca i ingerencję w sterowanie samolotem przez osobę postronną".
Nad bezpieczeństwem lotu czuwały, a przynajmniej powinny czuwać trzy osoby. Kapitan Andriej Daniłow, drugi pilot Igor Piskariew oraz rezerwowy kapitan Jarosław Kudrinski. W historii katastrofy szczególnie istotne jest ostatnie z nazwisk.
Kudrinski miał 39 lat. Był doświadczonym pilotem z nalotem blisko dziewięciu tysięcy godzin. Na A 310 latał stosunkowo krótko, wcześniej pilotował samoloty konstrukcji radzieckiej - Jak-40, An-12 i Ił-76.

Tym razem miał w razie potrzeby zastępować kapitana w locie 593 z Moskwy do Hongkongu. Leasingowy przez Aerofłot Airbus wystartował 22 marca wieczorem z lotniska Szeremietiewo.
Po około czterech godzinach lotu kapitan Daniłow oddał stery Kudrinskiemu i sam przeszedł do kabiny pasażerskiej. Airbus dotarł w tym czasie nad Nowokuźnieck w obwodzie kemerowskim w południowej części Syberii.
Lot 593. Dzieci w kabinie pilotów
20 minut przed 1.00 w nocy w kokpicie byli Kudrinski oraz Piskariew. Mniej więcej wtedy kapitan wpuścił do kabiny pilotów dwóch pasażerów - swoje dzieci - 13-letnią Janę i 15-letniego Eldara. Kolejno pozwalał im siadać za sterami. Wcześniej jednak upewnił się, że samolot leci w trybie autopilota, więc nawet gdyby dzieci poruszyły stery, nic nie powinno się wydarzyć.
Pierwsza na miejscu kapitana usiadła Jana, ale nie dotykała wolanta. Chwilę później w fotelu kapitana usiadł jej brat. Dokładny zapis zdarzeń, wraz z zapisem rozmów w kokpicie, dostępny jest w raporcie MAK.
Eldar najpierw delikatnie poruszał wolantem. Takie działanie nie mogło wyłączyć systemu autopilota. Natomiast chwilę później chłopiec wykonał ruch, który zapoczątkował katastrofę. Użył siły i przytrzymał wolant dłużej niż 30 sekund.
- Dlaczego sam skręca? - zapytał chłopiec w zarejestrowanej rozmowie.
- Sam skręca? - odparł ojciec.
- Tak.
- Ale dlaczego?
- Nie wiem.
Eldar sam nie zainicjował przechyłu samolotu. Natomiast kiedy przytrzymał wolant przez pół minuty, system komputerowy uznał, że to działanie pilota i częściowo sam wyłączył autopilota. Oprogramowanie przestało wysyłać polecenia do lotek i maszyna samoczynnie zaczęła delikatnie przechylać się na prawo.
Katastrofa Airbusa A310. Minuty wcześniej nagrywali film
Pięć minut przed godziną 1.00 system uruchomił kontrolkę o wyłączeniu autopilota. Jednak piloci tego nie zauważyli, bo w Airbusie A310 system ostrzegał o wyłączeniu wyłącznie diodą kontrolki, bez sygnału dźwiękowego.
Dlaczego nie reagował drugi pilot Piskariew? Na nagraniu słychać jego głos. Był w kokpicie. Gdyby siedział w swoim fotelu i obserwował tablicę przyrządów, powinien zauważyć wyłączenie autopilota. Tak się jednak nie stało.
Dokładnych informacji na ten temat nie ma w pierwszym raporcie. Dopiero kilka lat po katastrofie, cytowany przez rosyjskie media wiceszef MAK Władimir Kofman ujawnił, że Piskariew "zamiast monitorować wskaźniki (...) odsunął się w kąt kokpitu i filmował Eldara wideokamerą".
Samolot Aerofłotu pikuje
- Dzieciaki! - krzyczy Kudrinski cztery minuty przed 1.00 i dwie przed katastrofą. Padają chaotyczne komendy. 15-latek wciąż siedzi w fotelu pilota. Ojciec i drugi pilot rozkazują mu przesuwać wolant najpierw w lewo, potem w prawo.
Samolot zaczyna się przechylać coraz bardziej, przekroczył dopuszczalny kąt dla samolotów pasażerskich. Piloci orientują się, że autopilot nie działa.
- Wyłaź, wyłaź - ojciec powtarza to słowo nerwowo kilka razy. Próbuje zamienić się miejscami z Eldarem. Jest półtorej minuty do katastrofy.
Przy dużym kącie lotu rośnie przeciążenie. Piskariew i Kudrinski mają problemy z zajęciem miejsc. Do tego Piskariew - wbrew procedurom - odsunął swój fotel tak, że kiedy z powrotem usiadł na miejscu, miał problem z dostępem do przyrządów.
Kąt przechylenia samolotu sięgnął 90 stopni. Zaczynają działać automatyczne systemy Airbusa. Maszyna automatycznie próbuje uniknąć zniżania, unosi dziób. Zmniejsza prędkość. Dochodzi do przeciągnięcia. Maszyna traci siłę nośną i zaczyna opadać. Wpada w korkociąg.
Katastrofa lotu 593. Ostatnie chwile. "Powolutku"
Piskariew wyłącza całkowicie systemy wspomagające. Udaje mu się wyciągnąć samolot z korkociągu, ale wszystko dzieje się tak szybko, że piloci nie są świadomi na jakiej wysokości się znajdują. Zwiększają ciąg, prędkość rośnie, ale samolot nie może szybko wyrównać lotu. Osiem sekund do katastrofy.
- Zaraz wyjdziemy (z opadania - red.). Wszystko dobrze - mówi Kudrinski na nagraniu z kabiny.
- Powolutku do siebie (stery - red.). Powolutku, powolutku - powtarza kapitan. - K..! - krzyczy nagle. To ostatnie słowo zarejestrowane w nagraniu z kabiny. Zapis zatrzymał się na godzinie 00.58.01.
Jak wyjaśnia raport MAK, jedną z przyczyn katastrofy była chwilowa utrata orientacji przestrzennej przez pilotów. W środku nocy nie wiedzieli, gdzie się znajdują. Kiedy jednak Kudrinski rzucił ostatnie słowo, prawdopodobnie zorientował się już jak nisko jest jego maszyna.
A310 Aerofłotu zahaczył o wierzchołki drzew na wzgórzu porośniętym lasem. Rozbił się 20 kilometrów na południe od Mieżdurieczenska. Doszło do pożaru, który ostatecznie strawił szczątki samolotu.
Na pokładzie było trzech pilotów, dziewięć stewardes i 63 pasażerów, w tym obywatele Rosji, Chin, Tajwanu, Hongkongu, Wielkiej Brytanii, Amerykanin i Hindus. Nikt nie przeżył katastrofy.










