W 1945 roku, tuż po zakończeniu wojny, brytyjski pisarz Bernard Newman postanowił napisać reportaż o Polsce w nowej rzeczywistości, pod rządami komunistów. Autor odwiedzał nasz kraj kilkukrotnie i podczas swoich wojaży miał jedną zasadę - podróżował rowerem. Newman wybrał się między innymi na Ziemie Odzyskane.
Tam, w okolicach Nysy, uszkodził jednoślad i nie mógł kontynuować wyprawy. Skorzystał wówczas z gościnności niewymienionego z nazwiska polskiego urzędnika. Według relacji pisarza doszło wówczas do rozmowy - bardzo ważnej w kontekście naszej opowieści.
Strach przed Niemcami. Historyczne źródła zemsty
Zadaniem urzędnika było utrzymanie porządku w okolicy. Opowiadał o kolejnych wyzwaniach. O minach, bezprawiu, napadach Rosjan na ludność cywilną. W końcu też o Niemcach, którzy nie uciekli przed zbliżającym się frontem. - Nie są po prostu skwaszeni, ale całkiem otwarcie żywią chęć zemsty. Bardzo trudno namówić ich do jakiejkolwiek współpracy: jeśli ktoś ze mną pracuje, może mu grozić śmierć z ręki morderców - mówił urzędnik. Całą jego relację można przeczytać w wydanej po polsku książce Newmana "Rowerem przez Polskę w ruinie".
Niewątpliwie Polacy obawiali się Niemców pozostałych na terenach nowej Polski. Mówiło się o rabunkach, zbrojnych grupach niemieckiej partyzantki - Werwolfu. Niemcom początkowo przypisywano chęć sabotażu i utrudnienia odbudowy po wojnie. Jednak Polakom towarzyszyło nie tylko uczucie strachu.
Urzędnik wspomniał o niemieckiej chęci zemsty. To uczucie nie było obce również Polakom, którzy po pięciu latach okupacji w końcu byli gospodarzami we własnym kraju.
Historyk Marcin Zaremba w 2012 wydał "Wielką trwogę" - książkę o powojennej Polsce i jej licznych problemach. Jednym z wątków jest tam właśnie sytuacja Niemców pod rządami polskich komunistów.
Zaremba zaznacza, że zaraz po wojnie dominującymi emocjami względem Niemców były niechęć, wrogość i nienawiść. Trudno się im dziwić, po latach germanizacji, łapanek, robót przymusowych, gettach, obozach, niesprawiedliwych kontrybucjach, śmierci milionów ofiar. Niemiecka publicystka Helga Hirsch określiła powojenne nastroje Polaków mianem "zemsty ofiar". Dodajmy, że część ocen Hirsch budzi w Polsce kontrowersje, głównie ze względu na jej zaangażowanie w inicjatywy Eriki Steinbach i Związku Wypędzonych.
Niemcy w powojennej Polsce. Wysiedlenia, przymusowa praca i opaski
Niezależnie od terminologii zaraz po wojnie w Polsce sprzeciwiano się wszystkiemu, co niemieckie. Odrzucano niemiecką kulturę, muzykę. Wojna wywołała traumę tak silną, że znane są przypadki ataków paniki, kiedy ludzie na ulicy usłyszeli język niemiecki. Przez kilka lat powszechne było pisanie w prasie rzeczownika "Niemcy" małą literą. Równie powszechnym postulatem stało wysiedlenie pozostałych na ziemiach między Wisłą i Odrą Niemców.
Dochodziło też do incydentalnych zdarzeń, które obrazują, jak poważna wyrosła ze strachu chęć zemsty na Niemcach. Strachu wynikającego nie tylko z przeszłości, ale żywego i aktualnego, o czym wspominaliśmy na początku.
Jak wskazuje Zaremba, władze komunistyczne ściśle kontrolowały pozostałych w Polsce Niemców. Nie mieli prawa do swobodnego przemieszczania się poza miejscem zamieszkania. Dostawali nakazy pracy, zwłaszcza przy odgruzowywaniu miast. Częste były aresztowania w drobnych sprawach, na przykład za poruszanie się bez wymaganego zezwolenia.
W końcu doszło też do lokalnych stygmatyzacji, szczególnie dziś kontrowersyjnych ze względu na pamięć o zakładanych przez Niemców gettach. Zaremba relacjonuje, że "w niektórych miastach" wprowadzano nakaz noszenia białych opasek dla Niemców.
Dobrze udokumentowanym przykładem jest Poznań. W piśmie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej z 14 stycznia 1946 roku, zaadresowanym do Krajowej Rady Narodowej, wskazano, że dzięki opaskom "można by zapobiec, względnie utrudnić Niemcom prowadzenie roboty antypaństwowej, wchodzenie w stosunki handlowe z Polakami, korzystanie z państwowych środków lokomocji".
"Moralnie nieodwracalne". Zemsta nie zaspokoiła bólu
Kolejnym elementem zemsty były niechlubne przypadki pogromów jak w Aleksandrowie Kujawskim w 1945, gdzie zrekrutowana z miejscowych milicja zabiła prawdopodobnie kilkudziesięciu Niemców. Dokładna liczba ofiar nie jest znana.
Najbardziej charakterystycznym przykładem zemsty wydają się być publiczne egzekucje sądzonych w powojennej Polsce niemieckich zbrodniarzy wojennych. Niejednokrotnie w takich wydarzeniach uczestniczyły tysiące gapiów. Jedno z nich opisał pisarz Zbigniew Załuski w książce "Czterdziesty czwarty". To relacja nie tylko z egzekucji skazanych funkcjonariuszy obozu na Majdanku, ale również samego zjawiska zemsty i jego przyczyn:
"Tłum (…) milczał, nieświadom zapewne, dlaczego jego pragnienie zemsty nie znajduje w tej egzekucji należytego zaspokojenia. Na pewno niewspółmierność zbrodni i kary. Ale pewnie również nie całkiem uświadomiona wiedza, że w latach wojny stało się coś moralnie nieodwracalnego, (…) że stan poprzedni nie może być przywrócony, a moralnego progu, który ludzkość przekroczyła, nie da się już przejść z powrotem" - wspominał Załuski.














