Afera Rywina znów na ustach polityków. Wyjaśniamy wątek Czarzastego
Podczas głosowania nad wyborem Włodzimierza Czarzastego na marszałka Sejmu, po ponad 20 latach w sali obrad znów było głośno o aferze Rywina. Przypominamy jedną z najgłośniejszych spraw III RP i wyjaśniamy, dlaczego pojawia się w niej nazwisko Czarzastego.

Kiedy w Sejmie wybierano na marszałka Włodzimierza Czarzastego, posłowie opozycji niejednokrotnie powoływali się na wypowiedź byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Chodzi o cytat z początku tego roku, który Komorowski wygłosił na antenie Polsat News.
- Pan Czarzasty jest jedną z trzech osób, które były bezpośrednio zamieszane w aferę Rywina. To rzecz nieprawdopodobna, że tego rodzaju ludzie robią kariery polityczne (...) - podkreślił były prezydent.
O co chodziło w aferze Rywina i dlaczego Komorowski wspomina o Czarzastym?
17 milionów dolarów łapówki
Jest grudzień 2002 roku. Sojusz Lewicy Demokratycznej zdobył władzę rok wcześniej. Premier Leszek Miller negocjuje wejście Polski do Unii Europejskiej. Jego partia dominuje w sondaż, ma 30 proc. poparcie. Jak wynika z badań CBOS-u, kolejne formacje w zestawieniu - PiS i Samoobrona, notują po kilkanaście procent.
Wszystko zaczyna się zmieniać tuż po świętach Bożego Narodzenia. Właśnie wtedy w "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł "Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika".
Jeżeli młodszym czytelnikom twarz w centralnej części zdjęcia ilustrującego ten artykuł wydaje się znajoma z ekranu kina, to słuszne skojarzenie. Lew Rywin był producentem filmowym, ale sam również pojawiał w filmach. Chociażby jako wicepremier Terkowski w "Karierze Nikosia Dyzmy", kiedy w słynnej scenie wytrąca z rąk Cezarego Pazury sałatkę.
Publikacja "GW" dotyczyła jednak spraw znacznie poważniejszych. Dziennik opublikował transkrypcję rozmowy nagranej z ukrycia, w której Lew Rywin proponuje redaktorowi naczelnemu "GW" - Adamowi Michnikowi, zmianę ustawy za łapówkę. Konkretnie 17,5 miliona dolarów.
Walka o zmianę ustawy
Wydawcą gazety była wówczas i jest do dzisiaj spółka Agora. Koncern rósł w siłę, kupił radio i zapragnął telewizji - chodziło o Polsat. Ale pojawił się problem. SLD pracowało nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji, w której znajdował się zapis antykoncentracyjny. Gdyby ustawa została przyjęta, ogólnopolski dziennik nie miałaby możliwości jednoczesnego posiadania stacji telewizyjnej.
Projekt trafił pod obrady Sejmu w kwietniu 2002. W czerwcu premier Miller, w obliczu krytyki przedstawicieli mediów prywatnych, zgodził się zrezygnować z przepisu antykoncentracyjnego. Jednak rząd zmienił projekt w taki sposób, że pojawił się tam zapis "lub czasopisma". Oznaczało to, że wydawcy czasopism telewizję kupić mogą, wydawcy dzienników już nie.
"Gazeta Wyborcza" opublikowała treść rozmowy Rywina z Michnikiem po niemal pół roku. Do spotkania obu panów doszło w lipcu, czyli w najgorętszym okresie dyskusji nad ustawą. Rywin w nagranej rozmowie zapewnia, że może załatwić zmianę zapisów projektu w taki sposób, by były korzystne dla Agory.
Jakim cudem producent filmowy miałby zmienić rządowy projekt ustawy? Otóż Rywin stwierdził, że istnieje "grupa, która trzyma w ręku władzę". "Zawołała mnie i mówi: Słuchaj. Chodzą po mieście takie te, że ty im się przyglądasz, że ty chciałbyś ewentualnie z Adamem porozmawiać, jak on chce ten Polsat kupić" - mówił Michnikowi Rywin.
Tajemnicza grupa w nagraniu Rywina
Rywin dodał też, że "grupie" potrzebne są pieniądze oraz że "grupa" gwarantuje zmianę przepisów. Michnik dopytywał, czy wiadomość od "grupy" to wiadomość od Leszka Millera. Rywin stwierdził, że premier "nie jest sam". Producent stwierdza też, że pomysłodawcami ustawy byli Robert Kwiatkowski - ówczesny prezes TVP oraz Włodzimierz Czarzasty, który był wtedy sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Rywin wskazał też dodatkowe warunki. "GW" miałaby być bardziej życzliwa dla rządu Millera, a sam Rywin miałby zostać prezesem Polsatu po jego przejęciu. Michnik jasnej odpowiedzi nie udzielił. Powiedział, że potrzebuje trzy dni.
Dlatego Rywin musiał być bardzo zaskoczony, kiedy tego samego dnia spotkał Michnika raz jeszcze, na zaplanowanej wcześniej konfrontacji u premiera Millera. Zaplanowanej, bo Michnik nie był pierwszą osobą, której Rywin przedstawił propozycję. Pierwszą była prezes Agory Wanda Rapaczyńska. Jeszcze przed rozmową z Rywinem Michnik zadzwonił do Millera i powiedział mu o sprawie i że Rywin powołuje się na premiera. Miller zaprzeczył.
Podobnie podczas konfrontacji z Michnikiem i Rywinem. Szef rządu ponownie zaprzeczył, inspiracji premiera wyparł się również Rywin.
Po publikacji "GW" być może sprawa rozeszłaby się po kościach. Być może dotyczyłaby tylko Rywina. Ale SLD zgodziło się powołać na wniosek opozycji pierwszą w historii III RP komisję śledczą.
Włodzimierz Czarzasty przed komisją śledczą
Komisja działała ponad rok, przesłuchała około 50 świadków, w tym premiera Millera. Przyciągnęła uwagę opinii publicznej i zmieniła sytuację polityczną. Kiedy wydawało się, że środowisko polityków SLD, a wcześniej działaczy PZPR, w oczach społeczeństwa odpokutowało już za czasy komuny, pojawiła się nowa afera, wiążąca ich nazwiska z korupcją. Kiedy komisja kończyła prace, poparcie rządu Millera w badaniach CBOS-u wynosiło 11 proc.
Podczas posiedzeń komisji głośne stały się też nazwiska jej członków. Poważną karierę zaczął wtedy robić chociażby Zbigniew Ziobro. Wiele było też momentów, które przeszły do historii, dziś nazwalibyśmy je "memicznymi". Na przykład kiedy poseł Anita Błochowiak mówiła, kto nosi kolorowe skarpetki. Albo kiedy Leszek Miller mówił o "otwieraniu serca" przed poseł Renatą Beger.
Gdzie w tym wszystkim jest Czarzasty? Wielokrotnie o jego powiązaniach z aferą Rywina mówił przewodniczący komisji - Tomasz Nałęcz. Był wtedy wicemarszałkiem Sejmu, a później doradcą prezydenta Komorowskiego. Popełnił nawet na ten temat książkę "Afera Rywina. Odsłanianie prawdy".
Czarzasty stanął przed komisją śledczą 19 marca 2003 roku. Przyznał, że raz spotkał się z Lwem Rywinem. Podkreślił jednak, że nie ma żadnego związku z aferą, nie rozmawiał z producentem o Agorze, Michniku, "Gazecie Wyborczej" czy ustawie antykoncentracyjnej. Po pytaniach poseł Beger opowiedział, że jego rozmowa z Rywinem miała naturę towarzyską i między innymi pytał producenta o złowione przez niego ryby.
Ponadto Czarzasty zaprzeczył, kiedy Zbigniew Ziobro pytał go, czy był członkiem "grupy trzymającej władzę".
Nie wiem nic o takiej grupie, nie mam z tą sprawą nic wspólnego, tak jak złożyłem w oświadczeniu na początku
We wrześniu 2004 Sejm przyjął sprawozdanie komisji śledczej. Projektów sprawozdań było kilka, ale Sejm ostatecznie wybrał raport Ziobry, który został przegłosowany dzięki pomocy parlamentarzystów Samoobrony. Powołując się na bilingi i rozmowy przeprowadzone przez osoby przesłuchane przez komisję, w raporcie stwierdzono, że "złożenie przez Lwa Rywina propozycji korupcyjnej przedstawicielom Agora S.A. pozostawało w ścisłym związku z zachowaniem osób z tzw. grupy trzymającej władzę, w skład której wchodzili Robert Kwiatkowski, Aleksandra Jakubowska, Włodzimierz Czarzasty, Lech Nikolski oraz Leszek Miller".
Wyrok i polityczne konsekwencje
Jednak odnośnie najgłośniejszych nazwisk komisja miała poszlaki, nie miała dowodów. W sprawie Rywina Czarzasty nigdy nie usłyszał żadnych prokuratorskich zarzutów. Z wymienionych osób prawomocny wyrok usłyszał jedynie Lew Rywin. Sąd pierwszej instancji skazał go najpierw za oszustwo. W grudniu 2024 roku warszawski Sąd Apelacyjny zmienił kwalifikację czynu i ostatecznie w prawomocnym wyroku Rywin został skazany za pomoc w płatnej protekcji na dwa lata więzienia i 100 tys. zł grzywny.
Komu Rywin pomagał w płatnej protekcji? Sąd Apelacyjny uznał, że tajemnicza grupa rzeczywiście istniała, ale nie można ustalić jej składu.
Ustawa antykoncentracyjna nigdy nie weszła w życie. Do przejęcia Polsatu też nie doszło. Czarzasty ustąpił z KRRiT na początku 2005 roku. Znacznie poważniejsze konsekwencje afera Rywina miała dla całego środowiska lewicy. SLD w wyborach parlamentarnych z 2005 roku dostało 11 proc. głosów. Formacja i jej pochodne do tej pory nie odbudowały poparcia sprzed afery.













