Reklama

Reklama

Jarosław Gowin: To lekcja pokory. Musimy lepiej tłumaczyć nasz program

Dotychczasowe doświadczenia są dla nas lekcją pokory. Powinniśmy z nich wyciągnąć wnioski, dotyczące sposobu działania i przyspieszenia reform gospodarczych - powiedział o PiS gość Kontrwywiadu RMF FM Jarosław Gowin. Gdzie rząd popełnił błędy? "Ruszyliśmy zdecydowanie do przodu, może za mało niuansując złożoność materii konstytucyjnej. Mniej uwagi poświęcaliśmy na tłumaczenie, dlaczego i po co to robimy" - odpowiedział wicepremier i podkreślił, że "każdy popełnia błędy".

Konrad Piasecki: Dawno nie widziany, dawno nie słyszany - w studiu Kontrwywiadu Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki. Dzień dobry.

Jarosław Gowin: Dzień dobry, witam serdecznie.

Premier Szydło dała wczoraj radę?

- Zdecydowanie tak.

Czyli co: Dumny z Szydło? Takie jest hasło internetowe.

- Nie chcę w ten sposób stawiać sprawy, bo przede wszystkim jako minister jestem lojalny wobec premier. Natomiast chyba każdy, kto podchodzi bezstronnie, bez uprzedzeń do pani premier, do naszego rządu, musi przyznać, że jej wystąpienie było bardzo rzeczowe i przywróciło proporcje polskim problemom. Sądzę, że wielu europosłów - i mam nadzieję, że wszyscy liderzy zjednoczonej Europy - przekonali się, że chodzi o - być może zbyt ostry - ale po prostu spór polityczny, dotyczący jednej, konkretnej kwestii Trybunału Konstytucyjnego - natomiast żadne standardy demokracji nie są w Polsce zagrożone.

Ale analityczny chłód nie każe być panu lekko sceptycznym, kiedy pan widzi i słyszy euforię swoich kolegów z Prawa i Sprawiedliwości?

- Nie widzę euforii.

Wczoraj w internecie wybuchła euforia.

- Widzę takie poczucie pewnej ulgi. Trzeba powiedzieć, że nie tylko pani premier wypadła znakomicie i przekonująco, ale również ataki na Polskę - o czym była przed chwilą mowa w wiadomościach RMF FM - były dużo słabsze, niż liczyli na to nasi najbardziej zatwardziali oponenci.

Czy one były słabsze, czy silniejsze - to jest kwestia oceny. Tylko, że problem polega na tym, że sojusznikami Polski w tym sporze byli eurosceptycy i marginalne partie w Parlamencie Europejskim. Natomiast chadecy, czyli partia ludowa, socjaliści i liberałowie twardo stawali przeciwko Beacie Szydło. Większość Parlamentu Europejskiego, czyli większość nastrojów europejskich, jest przeciwna temu, co dzieje się w Polsce albo przynajmniej zatroskana o to.

Reklama

- Myślę, że musi pan przyznać, że tonacja wystąpień ogromnej większości tych poważnych polityków, czy eurodeputowanych była dużo bardziej wyważona, niż i ja i pan się spodziewaliśmy.

Ale jednak większość z nich była pod hasłem: Polski rząd mówiąc o poprawie demokracji, w gruncie rzeczy redukuje tę demokrację.

- Ci, których pan nazywa eurosceptykami, moim zdaniem są eurorealistami. Chcemy być w Unii Europejskiej, chcemy, żeby Unia Europejska była organizmem silnym, żeby w tym silnym organizmie była silna Polska. Nie obawiamy się podejmowania trudnych tematów, czy zdecydowanego formułowania naszego stanowiska. Natomiast chcę podkreślić, że potrzebny jest kompromis, potrzebne jest wyciszenie emocji, zarówno tutaj w Polsce, jak i w relacjach Komisji Europejskiej.

Pan mówi, że to są eurorealiści. Rozumiem, że ludowców europejskich, liberałów uważa pan nie za eurorealistów?

- Zwłaszcza chadecy i socjaliści współodpowiedzialni są za poważne perturbacje, w których znalazła się Europa i sama Unia Europejska. Myślę, że zarówno, jeśli chodzi o pewną stagnację gospodarczą, przerost biurokracji, jak i o tę pułapkę, wielką, historyczną pułapkę, jaką okazała się polityka wobec imigrantów, tutaj te najważniejsze siły polityczne w Europie nie zdały egzaminu. Ale nie będę pouczał kolegów z partii chadeckiej, czy partii socjalistycznej - ci ostatni pewnie nie byliby skłonni wysłuchać - natomiast uważam, że spora część ataków wynika z niezrozumienia sytuacji w Polsce, polityki, jaką prowadzimy, próby przywrócenia sprawiedliwej konkurencji, opodatkowania zagranicznego kapitału, wyrównania szans polskich przedsiębiorców.

Panie premierze, dawno pan nie był, jako się rzekło, w tym studiu. Wobec czego, może czas na podsumowania, mijają prawie 3 miesiące od zmiany władzy w Polsce, temu stylowi rządów - ich jakości, ich stylowi czy ich skuteczności, wystawia pan oceny wyłącznie celujące?

- Nie panie redaktorze, nie 3 miesiące...

25 października wybory parlamentarne, dzisiaj 20 stycznia... 2,5 miesiąca, nie kłóćmy się o szczegóły. 

- 2 miesiące i tydzień.

Dobrze 2 miesiące i tydzień. Jakość, styl, skuteczność.

- Nie o to chodzi. Na pewno te doświadczenia są dla nas pewną lekcją pokory. Powinniśmy z niej wyciągnąć wniosek, dotyczący zarówno potrzeby lepszego tłumaczenia naszego programu, bądź sposobu działania, jak i przyspieszenia reform gospodarczych.

A może jednak bardziej przemyślanego działania, bo pisze pan "popełniamy błędy", to gdzie jest tych błędów najwięcej?

- Panie redaktorze, wyrywa pan jedno zdanie z 6-stronicowego listu, w którym uzasadniałem, wydaje mi się, że w dosyć przekonujący sposób...

Jedno, ale było najciekawsze. Wie pan, że czasami dzięki jednym zdaniom przechodzi się do historii, a nie dzięki 6-stronicowym listom.

- Pokazałem w przekonujący sposób, może nieco inny niż moi koledzy z PiS-u, argumenty na rzecz zmiany rozwiązań konstytucyjnych w Polsce. Każdy popełnia błędy, Czesław Miłosz lubił przytaczać tę żydowską mądrość, że jak ktoś twierdzi, że ma 100 proc. racji, to jest niebezpiecznym rabuśnikiem. 

To gdzie Prawo i Sprawiedliwość popełnia tych błędów najwięcej? W jakim aspekcie.

- Nie Prawo i Sprawiedliwość.

Zjednoczona Prawica, obóz rządzący.

- Jesteśmy obozem Zjednoczonej Prawicy, sądzę, że będziemy potrafili lepiej niż do tej pory komunikować się i z opozycją, i przede wszystkim ze społeczeństwem.

Czyli w komunikacji jest najwięcej błędów, tak?

- Ruszyliśmy zdecydowanie do przodu, może za mało niuansując złożoność chociażby materii konstytucyjnej, ale przede wszystkim w wirze, ferworze działania, mniej uwagi poświęcaliśmy na tłumaczenie dlaczego i po co to robimy.

I jak pan tak patrzy na ten ostry, twardy początek, to widzi pan tę łagodną, pogodną, sympatyczną twarz rządów Zjednoczonej Prawicy, jaką obiecywaliście w kampanii wyborczej?

- Ja nie obiecywałem i chyba nikt nie obiecywał łagodności. My obiecywaliśmy konkretne efekty, z tych efektów będą nas Polacy rozliczali, na razie jest za wcześnie i to nie jest żaden unik, dlatego że każdy resort przedstawił, a na sto dni przedstawimy w sposób całościowy, i nasze dokonania, i to, co zrobimy w następnych miesiącach. Natomiast podkreślam raz jeszcze - dla mnie najważniejsze jest uruchomienie tego wielkiego planu rozwojowego, firmowanego w sposób trochę symboliczny, jednak też realny, nazwiskiem pana premiera Morawieckiego.

Tyle, że gdzie jest ten plan? Bo mówi pan "to nie ja obiecywałem", ale patrząc nawet na pańskie obietnice - to, czego się pan bał w kampanii, czyli obniżanie wieku emerytalnego, rozdawanie pieniędzy, powiększanie deficytu, a w każdym razie nie trzymanie go w ryzach, to ja widzę. Pytanie, gdzie są inne pańskie obietnice - "pomoc dla przedsiębiorców, liberalizacja przepisów, zdecydowane obniżenie podatku dla małych, a w przyszłości dla średnich firm" - to cytat dosłowny. Tego nie ma, jest rozdawanie.

- Na sto dni pokażemy te rozwiązania, np. regulacyjne, poszerzające wolność gospodarczą. Faktem jest, bo teraz pan patrzy z wyrzutem na mnie...

Bo zaczęliście od 500 zł na dziecko, obniżanie wieku emerytalnego, kredyty frankowe...

- Faktem jest, że zajmuje się czymś innym, nie kwestiami gospodarczymi. Jestem wicepremierem, więc muszę dzielić swoje wysiłki między mój resort, a zagadnienia ważne z punktu widzenia całego rządu, ale jednak przede wszystkim koncentruję się na sprawach resortowych. Proszę mi wierzyć, że wkrótce środowiska biznesowe otrzymają czytelny sygnał, co chcemy zrobić. Na pewno poszerzenie wolności, uproszczenie prawa gospodarczego, obniżenie podatków dla małych i średnich firm, ulgi podatkowe, takie proinwestycyjne, to będzie coś, co znajdzie się w pakiecie już na 100 dni.

A będzie pan jeszcze próbował wyperswadować albo przynajmniej stonować program 500 złotych na dziecko?

- To jest program co do zasady słuszny, co do szczegółów, dyskutowaliśmy. 

Możliwe jest jeszcze jakieś przesunięcie?

- Dla mnie ważne jest co innego - dla mnie ważne jest, żeby na koniec roku przyjrzeć się efektom tego programu. Bo pozytywów jestem pewien, ten program jest potrzebny, natomiast jak pan pamięta, w konsultacjach międzyresortowych, zwracałem uwagę, że pewne szczegółowe rozwiązania mogą sprzyjać zjawiskom lub generować pewne zjawiska negatywne. Na przykład skłonność do odchodzenia części, zwłaszcza kobiet, z rynku pracy. Byłoby to zjawisko niekorzystne, nie tylko z punktu widzenia makroekonomii, ale również z punktu widzenia tych konkretnych osób.

Mówił pan też, że może to sprawić, że spetryfikuje sie wykluczenie społeczne czy bezrobocie. Pytanie, czy będzie pan jeszcze próbował coś z tym zrobić i czy jest możliwa zmiana tego programu, czy nie?

- Panie redaktorze, na temat programu 500+ wypowiadało się zbyt wielu ministrów. Jedyną osobą, która może na ten temat wypowiadać się w sposób autorytatywny, jest pani minister Rafalska. To jej stanowisko jest reprezentatywne dla rządu, ja nie będę tutaj wchodził w żadne szczególy, a już tym bardziej nie będę sie wdawał w debaty. Czas na debaty był w trakcie konsultacji międzyresortowych, przedstawiłem swoje uwagi. Decyzje podejmuje pani premieri odpowiedzialny minister, czyli pani minister Rafalska. 

Jarosław Gowin, dziękuję bardzo.

- Dziękuję.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje