Reklama

Reklama

Stan wyjątkowy w ogniu sprzecznych oskarżeń opozycji

Opozycja uważa stan wyjątkowy za działanie pod publiczkę. Może. Tylko czy istnieje jakaś całkiem odmienna droga postępowania? Opozycjo - wskaż ją.

237 głosów za, 179 przeciw, 31 wstrzymujących się - to wynik nocnego głosowania nad przedłużeniem stanu wyjątkowego w niektórych powiatach województwa podlaskiego i lubelskiego. To nie jest przejaw jakiegoś generalnego triumfu rządu.

Po prostu w tej jednej sprawie ma on wyraźną większość w Sejmie, zgodną ze społecznymi odczuciami. Składa się na nią, poza klubem PiS Konfederacja, koło Kukiza i pojedynczy posłowie. Wstrzymanie się od głosu ludowców i koła Gowina czyni tę większość jeszcze bardziej bezpieczną.

Reklama

Atak opozycji z dwóch stron

Opozycja wciąż powtarza, że rząd znalazł sobie dogodne narzędzie do budzenia lęków przed obcymi. Może tak, może nie. W takim razie również unijna komisarz Ylva Johansson jest może nie stuprocentowym, ale wystarczającym sojusznikiem PiS w tym jednym przedsięwzięciu - uszczelnienia wschodniej granicy Polski i Unii. Wykorzystała wizytę w Polsce do tłumaczenia, dlaczego Łukaszenka jest niebezpieczny, a Unii nie potrzeba nowych przybyszów.

Zostawmy już pytanie, na ile narracja opozycji zbieżna jest z narracją Łukaszenki. Jeśli przyjąć punkt widzenia panu komisarz, czyli Unii, narracja rządowa jest, przy wszystkich jej słabościach, bardziej logiczna i spójna niż to co mówi od początku, a podczas tego posiedzenia bardzo emocjonalnie wykrzykiwała, opozycja.

Politycy Platformy Obywatelskiej atakują z dwóch stron równocześnie. Bartłomiej Sienkiewicz przemawiający w imieniu klubu zarzucił rządowi nieskuteczność. Opowiadał, że masy ludzi przedostają się do Niemiec, podał nawet konkretną liczbę (800, która w ustach innego posła zmieniła się na 1500). Szef MSW Mariusz Kamiński podważył potem te dane. Twierdził, że 95 procent próbujących się przedostać jest zatrzymywana. Tak czy inaczej PO głosi, że rząd jest nieudolny i nie powstrzymuje nielegalnej imigracji wystarczająco sprawnie (w domyśle, nasza władza robiłaby to lepiej). Stan wyjątkowy ma być przykrywką dla tej nieudolności, bo na graniczne tereny nie wpuszcza się dziennikarzy.

A równocześnie cała masa posłów opozycji, nie tylko Lewicy, ale i PO z tylnych rzędów, domagała się od rządu "gościnności". Czasem łącząc te zaklęcia z kompletnie z nimi sprzecznymi apelami o szczelność granic, a czasem nawet i nie. Poseł Paweł Zalewski, należący niegdyś do Platformy, dziś niezrzeszony wezwał do "powiązania uszczelniania granic z humanitaryzmem".

Humanitaryzm czyli co?

Nie powiedział niestety, jak i żaden z pozostałych rozlicznych mówców, na czym miałoby to polegać. Wpuszczamy tylko niektórych? Których i według jakiego klucza. Dajemy żywność i opiekę medyczną? I co? Trzymamy ich na granicy dożywianych i odziewanych na zawsze?

Ja przypomnę, że rozpatrywanie prawa do azylu tych, którzy już weszli, nie wiadomo, czym ma się zakończyć. Odesłać ich? Ale dokąd, skoro Białoruś wypowiedziała konwencję o readmisji, więc nie będzie ich przyjmować według oficjalnych procedur. Trzeba ich trzymać w ośrodkach. W nieskończoność? Ktoś zacznie krzyczeć, że to obozy koncentracyjne.

Kilkoro posłów powtarzało frazes o "ucieczce przed wojną i głodem", chociaż tu akurat wersji polskiej władzy przekazanej przez ministra Kamińskiego nie udało się podważyć. Mamy do czynienia w lwiej części z turystyką imigracyjną z terenów, gdzie wojna się nie toczy. Ucieczka przed głodem? Opłacana po kilka tysięcy dolarów na różnych etapach przenosin najpierw na Białoruś, potem pod polską, litewską czy łotewską granicę?

Czy używając takiej frazeologii można równocześnie dbać o uszczelnienie granic? Na konto całej opozycji poszedł transparent "Żaden człowiek nie jest nielegalny", wniesiony pod koniec obrad na salę  A przecież skoro tak, każdego należy wpuścić, bo nie ma nielegalnej imigracji. Zresztą milczący podczas obrad posłowie Budka, Siemoniak i Kidawa-Błońska posadzili obok siebie w pierwszym rządzie Franka Sterczewskiego pozwalając mu pokrzykiwać na ministra. On tak właśnie myśli: wszyscy są legalni. Trudno o lepszą ilustrację tej schizofrenii. Uszczelniamy czy otwieramy?

I przykro mi, wiem, że się narażę, to dotyczy także najbardziej chwytliwego hasła opozycji z tej debaty: "Gdzie są dzieci z Michałowa?" Straż graniczna jest oskarżana o ich zawracanie pod granicę i porzucenie w lesie. Ich fotki stały się elementem kampanii: kto nie będzie współczuł dzieciom? Co druga posłanka opozycji opowiadała, jak bardzo je kocha, a nawet poseł Sienkiewicz pośród apeli o "większą skuteczność" grzmiał, jak rząd jest okrutny i nieludzki.

Nie będę bronił każdej pojedynczej decyzji Straży Granicznej, zwłaszcza gdy jej nie widzę w akcji, i jestem skazany na pośrednie relacje. Szkoda, że Mariusz Kamiński na te krzyki nie odpowiedział. Zadam więc sakramentalne już pytanie, którego on nie zadał: co wy proponujecie?

Jak ma postępować wobec znalezionych na granicy dzieci ta władza? Wpuszczać do Polski żeby pomóc? Ale jak rozumiem, wraz rodzicami, bo przecież nie zabiera się małoletnich matce i ojcu. To jednak oznacza stworzenie dla imigrantów z dziećmi jakiejś całkiem oddzielnej ścieżki, bezprawnej. Z opisanym już końcem - osadzeniem (na zawsze?) w ośrodkach.

Co więcej, to zachęca kolejnych imigrantów i organizujące ich rajdy białoruskie służby do używania następnych dzieci jako swoistych żywych tarcz. Słusznie powiedział na koniec debaty poseł Konfederacji Robert Winnicki pod adresem posłów opozycji: "To wy skazujecie kolejne takie dziewczynki na poniewierkę, na marznięcie i głodowanie".

Pytania do rządu

Oczywiście polskiemu rządowi sam zadałbym szereg pytań, zresztą wciąż tych samych. Dlaczego nie próbował (teraz już za późno) rozmawiać z opozycją - w ramach Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie lub poza nią? Że skazane to było na niepowodzenie? Nie przetestowaliście tego. Dlaczego nie stworzycie systemu akredytacji dla dziennikarzy, jak na Litwie i Łotwie? Jeśli nie w imię szczytnej zasady transparentności, to po to aby odeprzeć zarzuty, że coś ukrywacie? Na oba te pytania padają ze strony PiS odpowiedzi niejasne, by nie rzec bełkotliwe.

Dlaczego nie zwrócicie się do unijnej służby, Frontexu, z prośbą o pomoc i współpracę. I tu nie ma jasności. Z pierwszych odpowiedzi ministra wnosiłem, że to mało efektywne. Ale przecież w niczym by raczej nie przeszkadzało. Tak zaś opozycja mówi o tym sto razy na dobę, przedstawiając jako zasadniczy powód katastrofy na granicy.

Po co było pokazywanie pornograficznych fotek na konferencji prasowej? Nie wystarczyły poszlaki o związkach kilku zatrzymanych z terroryzmem? Dziś stało się to autonomicznym tematem, okazją do obśmiewania i podważania wiarygodności ministrów. Dawało się to przewidzieć. Ktoś nie pomyślał.

Pomijając punkt ostatni, pisowski rząd postawił zdaje się na całkowicie samodzielne działanie, z tezą. lub może bardziej podtekstem: wszyscy nam przeszkadzają. Wydaje się to na razie względnie skuteczne, choć jest obciążone ryzykiem. A przy okazji psuje państwo.

Jest skuteczne, bo powtórzę: większość Polaków wyczuwa po stronie opozycji kompletny brak logiki. Poseł Sienkiewicz dowodzi, że rygory są dziurawe, i jako receptę na te dziury podsuwa rezygnację z rygorów. Kto się w tym połapie?

Kocia muzyka opozycji

Oczywiście kolejne incydenty, nazwijmy je humanitarnymi, mogą zmienić nastawienie jakiejś części opinii publicznej. Fotki dzieci często bywają najskuteczniejszym argumentem w różnych debatach, bo pomagają się odwołać do najgłębszych emocji. Co więcej, nie widać sensownego końca tej historii. Kolejne 60 dni stanu wyjątkowego się skończy, a Białoruś i Rosja mają czas. Może jedynie zima pokrzyżuje im, trochę, szyki.

Ale na razie pisowscy włodarze mogą tylko żałować, że zorganizowali obrady Sejmu na ten temat wieczorem. Nie wiem, ilu ludzi oglądało Kamińskiego zakrzykiwanego kocią muzyką opozycji. Za tą kocią muzyką były emocje (u takich ludzi jak poseł Sterczewski, zapewne autentyczne), ale niewiele sensu.

Rząd nie ma ostatnio wielu sukcesów na koncie, drepcze w miejscu, czasem jak w sprawach podatkowych się cofa, czasem dołuje. A jednak, jak dowodzi Klub Jagielloński, pisowski elektorat się utwardza - dzięki tej jednej sprawie.

Opozycja uważa to za dowód na działanie pod publiczkę. Może i tak. Tylko czy istnieje jakaś całkiem odmienna, droga postępowania? Opozycjo - wskaż ją. 

Piotr Zaremba

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje