Reklama

Reklama

Śpieszmy się kochać Gowina, tak szybko odejdzie

Nie ma w obecnej polskiej polityce miejsca dla polityka, który mediowałby między stronami wielkiej cywilizacyjnej wojny. Ktoś, kto tego próbuje, musi zostać starty na proszek.

Ta parafraza wiersza ks. Jana Twardowskiego nie dotyczy tylko ewentualnego odejścia Jarosława Gowina z rządu Zjednoczonej Prawicy (czy z samej Zjednoczonej Prawicy). Nie, to przewidywanie jego dalszej politycznej kariery. Widownia uważa go za supergracza, on sam nie traci rezonu. Tymczasem jego polityczny koniec wydaje się bliski. To zapewne koniec tej kadencji parlamentu (w normalnym terminie lub w następstwie szybszych wyborów).

Pętla na szyi

PiS, osobiście Jarosław Kaczyński, zdecydował się zaciskać pętlę na jego szyi. Blokuje kluczowe projekty, takie jak atak na TVN. Odbiera Polskiemu Ładowi nie tylko spójność, ale i atrakcyjność. To chyba najbardziej za jego sprawą wielki pakiet mający nieść ludziom nadzieję zmienił się w akt nieznośnego fiskalizmu, obciążania Polaków (pytanie, których Polaków, ale nikt tego do końca nie jest pewien) wyższymi podatkami.

Reklama

Pętla zacisnęła się po raz kolejny - mowa o dymisji Anny Korneckiej z Porozumienia z funkcji wiceministra rozwoju. Oskarżenia opóźniania prac nad projektami Polskiego Ładu związanymi z budową domów i nabywania mieszkań może być prawdziwy lub nie - zważywszy, że w tej koalicji wszystko zawsze się opóźnia. To kolejny klaps wymierzony Porozumieniu za jego stanowisko wobec wszystkiego, w tym Polskiego Ładu w szczególności. Wymierzony tak naprawdę w samego Gowina, który może być następnym kandydatem do dymisji.

W sobotę podczas narady zarządu Porozumienie raczej nie wypowie koalicji. W interesie Gowina jest, aby to jego wyrzucono. Aby Kaczyński z przebierającym do tego nogami siepaczem Ryszardem Terleckim odegrali rolę katów. Ale skoro Porozumienie nie cofa się w sprawach merytorycznych, ten finał jest przesądzony. No chyba, że zdarzy się jakiś cud.

Spór Gowina z Kaczyńskim ma naturę programową. Nie chodzi o "stołki". W takich sprawach jak wybory kopertowe w maju 2020 roku czy jak opór wobec bicia w kapitał amerykański, aby ukarać nielubianą przez prawicę telewizję TVN, wicepremier reprezentował obywatelski zdrowy rozsądek kontra partyjnej bezwzględności i zacietrzewieniu. Z kolei w sprawie podniesienia składki zdrowotnej i podatków w ogóle, jest tym, czym ogłaszał się od początku: formacją bardziej wolnorynkową od PiS, broniącą racji tych, którzy są przynajmniej kandydatami do polskiej klasy średniej.

W roli gracza

Co ciekawe, mało kto Gowinowi dziś wierzy. Odbierany jest jako kombinator. Nielubiany po obu stronach plemiennej wojny. Byłem ostatnio na Podlasiu, gdzie zetknąłem się z żalami tamtejszych konserwatystów. Postawę Gowina opisują tam najprościej: "Gra tylko na siebie, my go nie rozumiemy". Wyborcy PiS pamiętają jego wcześniejsze wolty i uważają, że polityk chce wrócić do obozu III RP.

Z kolei na opozycji Gowin jest opisywany jako Hamlet, który nie może się zdecydować i nie zadaje Kaczyńskiemu decydującego ciosu. Krętacz, który zwodzi wszystkich i nic z tego nie wynika. Te odruchy zwiększą się jeszcze po powrocie Donalda Tuska. Wprawdzie w swoim wywiadzie dla "Polityki" dawny premier i dawny kolega partyjny Gowina nie prezentuje bardzo twardej linii ideologicznej (zbywa te kwestie ornamentyką słowną). Ale chce podomykać obie strony wojny i zakazuje ludziom PO pokładania nadziei w permanentnym uwodzeniu Gowina.

Gowin ryzykuje coraz więcej, zmierza jak ćma ku świecy, a jednak nie pozbywa się reputacji tuzinkowego gracza. Dlaczego? Sprzyja temu jego osobisty styl. To trochę złotousty kaznodzieja (a takich się nie lubi), a trochę zbyt gładko mówiący zarozumialec, besserwisser (a takich nie lubi się jeszcze bardziej).

Na dokładkę, choć jego obecne ruchy są klarowne, łatwo mu zarzucić nielojalność. W Polsce nigdy nie skodyfikowano relacji między silniejszym i słabszym koalicjantem. Zwłaszcza takim, który nie zawdzięcza miejsca w Sejmie osobnemu poparciu w wyborach. Porozumienie naprawdę jest partią kanapową, istniejącą wyłącznie jako nazwa. Może i PiS coś zyskał dzięki jej obecności na pokładzie, ale to dawno temu. Dziś nie sposób tego oszacować. Można za to mówić o ogonie kręcącym psem.

Zwłaszcza że nie wystarczy w takich sporach jasno wykładać racje. Gowin może się wydawać nielogiczny. Mniej wtedy, kiedy broni standardów - jak przy szukaniu najlepszego terminu i formy wyborów prezydenckich czy w obronie mediów przez zakusami władzy. Ale podkopywanie Polskiego Ładu? Przecież tak wielki pakiet kolejnych rozwiązań prospołecznych musi być przez kogoś sfinansowany. Gdzieś trzeba te pieniądze znaleźć. Już w modelowaniu reformy szkół wyższych w duchu liberalnej mniejszości profesury Gowin szedł przeciw samej naturze polityki obozu. Teraz idzie jeszcze bardziej.

Dokąd teraz pójdzie?

No i coraz bardziej plemienna natura polskiej polityki nie uznaje kogoś, kto próbuje być pomiędzy. Gdy dojdzie do wyborów, ciężko będzie przytulić się gdziekolwiek Porozumieniu. - Pójdzie do PSL? - spytał złośliwie Terlecki. Może znalazłoby się tam miejsce dla samego Gowina, jak w ostatnich wyborach dla Pawła Kukiza. I niewiele więcej, działacze ludowi będą dbali o siebie. Zresztą firma pod nazwą "PSL" (czy Koalicja Polska) balansuje na granicy progu wyborczego.

Skądinąd bardziej nawet prawdopodobne jest wymuszenie przez Tuska jednej wielkiej opozycyjnej listy. W takiej sytuacji dla Gowina miejsca będzie tam jeszcze mniej. I to pomimo że ostatnimi czasy słał sygnały, że i w sprawach ideowych łagodnieje: czym innym było opowiedzenie się za referendum w sprawie aborcji?

W logice polaryzacji totalnej ta szczypta oportunizmu dodana do obywatelskiej postawy nie wystarczy. Czas na ewentualną konwersję chyba zresztą już minął. A Tusk ma własne złe doświadczenia z Gowinem i nie będzie chciał ich powtarzać.

Wiele wskazuje na to, że kolejne zwody Gowina są jego tańcem ostatnim. Oczywiście całkiem nie zniknie, na życie publiczne można wpływać na różne sposoby. Czy można było inaczej? Przetrwać, schować się w Zjednoczonej Prawicy, w nadziei na miejsca na listach? Ale to już tylko za cenę podtrzymywania ugrupowania bezobjawowego, takiego, które służy do uzasadniania racji Kaczyńskiego nieco innymi, choć na pewno starannie dobranymi słowami. Tego Gowin nie chciał ani nie umiał.

Szkoda, że nie ma w obecnej polskiej polityki miejsca dla polityka, który mediowałby między stronami już nie politycznego konfliktu, a wielkiej cywilizacyjnej wojny. Ktoś, kto tego próbuje, dostaje się między młyńskie kamienie i musi zostać starty na proszek.

Piotr Zaremba

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama