Reklama

Reklama

Pojedynek Hamletów

Ich przymiarki do przywództwa w ostatnich latach były dziwnie podobne. Kilkukrotnym falstartom Tuska odpowiada niezdolność Trzaskowskiego do wykorzystania swojego wyniku z wyborów prezydenckich.


W przededniu spektaklu zatytułowanego "powrót Donalda Tuska", wicemarszałek Sejmu z PSL Piotr Zgorzelski dowodził ze swadą w Polsacie, że wszystko jest już ułożone. Rafał Trzaskowski pogodził się już jakiś czas temu z hegemonią Tuska i zostanie oddelegowany co najwyżej do formowania lewego skrzydła Platformy Obywatelskiej.

Trzaskowski wierzga

Z jednej strony trudno było uwierzyć aby wygodny Tusk wracał do polskiej polityki aby zaczynać w niej od męczącej rywalizacji z młodszym rywalem. Stąd przekonanie takich ludzi jak Zgorzelski, że z Trzaskowskiego wydusi się wczorajszej nocy, a może i wyduszono wcześniej, jakieś deklaracje współpracy. Zdaje się, że tak się nie stało. Skądinąd zdumiewające, jak nieprofesjonalnie to zostało przygotowane przez takich apostołów powrotu Tuska jak Borys Budka czy Grzegorz Schetyna.

Reklama

Bo czy obecny prezydent Warszawy odda bez walki swój scenariusz, który prezentował dopiero co swoim kolegom jako jedyny ratunek dla słabnącej Platformy? Zakładał on, bardzo niejasno, ale jednak, tworzenie latem ruchu społecznego, który jednak w ostateczności miał wchłonąć partię. Tak naprawdę jedyną gwarancją, że pomysł się powiedzie, miała być zdaje się twarz Trzaskowskiego z jego mandatem z wyborów prezydenckich.

Co z tym planem stanie się teraz? Trzaskowski rozumiał, iż tworzenie duumwiratów i triumwiratów nie jest we współczesnej polityce receptą na sukces. Na dokładkę przypomniano mu zapewne, jak Tusk poradził sobie przez wielu laty z poprzednimi partnerami, z którymi brał się za tworzenie czegoś nowego - kolektywnie. Wypchnął ich na różne sposoby z polityki: po prostu.

No i wreszcie istotne są czyste ambicje, dystrybucja prestiżu. Symbol może być tylko jeden! Stąd wierzganie prezydenta Warszawy, stąd wypowiedziany głośno pomysł startu przeciw Tuskowi w walce o szefostwo PO. Co się z tym ostatecznie stanie? Zaczekajmy jeszcze kilka godzin.

Sam klimat nowości, wrażenie, że szykuje się jakiś przełom, dały Platformie sondażowe drgnięcie wartości jednego, dwóch punktów. Jak długo to będzie działać? Nie wiemy.

Dwa mity

Warto jednak zauważyć, że wybór między Tuskiem i Trzaskowskim nie jest wyborem między czarnym i białym. Nawet jeśli rzecznicy tej pierwszej kandydatury na lidera podkreślają wieloletnie doświadczenie, a tej drugiej - świeżość, potwierdzonej dobrym rezultatem z wyborów prezydenckich.

Ich przymiarki do przywództwa w ostatnich latach były dziwnie podobne. Kilkukrotnym falstartom Tuska, i jego hamletycznym wahaniom, choćby czy stanąć do wyborów prezydenckich w roku 2020, odpowiada niezdolność Trzaskowskiego do wykorzystania swojego wyniku z wyborów prezydenckich. On także na razie głównie się waha. I w pierwszym i w drugim przypadku mieliśmy mit: u Tuska bardziej jednoczyciela całej opozycji, u Trzaskowskiego - twórcy "nowej jakości". W obu przypadkach to mity niezrealizowane.

Naturalnie różne są powody tego wiecznego impasu. W przypadku Tuska mamy do czynienia z wygodą, ostrożnością, pytaniem, czy porzucać dotychczasowy komfort. Można się nawet domyślać, że i dziś dawny premier i szef Platformy nieszczególnie tęskni za jeżdżeniem po Polsce. Prawdopodobnie został namówiony do tego kolejnego zwrotu w swoim życiu przez polityków europejskiej chadecji, EPP, szczególnie niemieckich, którzy uznali go za ostatnią szansę aby wydrzeć nasz kraj znienawidzonemu PiS-owi. Wcześniejsze sygnały nie potwierdzały aby Tusk szykował się do gryzienia trawy.

Naturalnie nie wyklucza to przemiany. W roku 2005 Tusk wyszedł odmieniony z przegranej kampanii prezydenckiej. Prawda, rozpaczał z powodu przegranej z Lechem Kaczyńskim. Ale stał się politykiem drapieżnym i przebiegłym. Wcześniej takim nie był, w każdym razie nie do tego stopnia. Możliwe, że zaskoczy nas po raz kolejny. Ale na razie jego bagaż "polityka europejskiego" to wizerunkowy atut, ale w codziennym działaniu - obciążenie.

Tusk był weteranem podjazdowych wojen z lat 90. i z początku XXI wieku. Tworzył kolejne formacje, inicjował rozłamy. Trzaskowski to z kolei cudowne dziecko polityki partyjnej względnie ustabilizowanej, gdzie wewnątrz silnej Platformy dostawał szanse: jako europoseł, minister czy kandydat na prezydenta Warszawy. Jego chwiejność bierze się z braku doświadczenia, z niewielkiej drapieżności. Zapewne wybory prezydenckie z 2020 roku jego też zmieniły. Pytanie do jakiego stopnia.

Nie pytajcie o różnice

Obaj nie niosą ze sobą żadnego wyraźnego przekazu, poza odrzuceniem rządów PiS, żadnego społecznego czy ekonomicznego tematu, który symbolizuje ich markę. Tropienie różnic między nimi nie ma wielkiego sensu.

Komentatorzy twierdzą, że Tusk może być bardziej centrowy. Trzaskowski chętnie sięga po poprawność polityczną rodem z wielkich miast, kojarzy się z Kartą LGBT i podobnymi inicjatywami. Dawny lider jako premier preferował omijanie zdradliwych sporów ideologicznych. Czasem umiał być równocześnie konserwatywny, liberalny i lewicowy. Nawet się kiedyś powołał na maksymę Leszka Kołakowskiego o byciu "konserwatywno-liberalnym socjalistą".

Ale te czasy zdaje się minęły. Każdy kto regularnie śledził twitterowe wpisy Tuska, zna jego gotowość do wojny z PiS przy użyciu argumentów ideologicznych, wspieranych argumentem, że "tego przecież chce Europa". Jako sojusznik Marty Lempart zaistniał dobitniej niż prezydent Warszawy.

Ta zaburzona geografia widoczna jest i wśród zwolenników jednego i drugiego. Mówi się, że Tuska popierają bardziej konserwatywni politycy PO, typu Hanny Gronkiewicz-Waltz mający nadzieję na powrót do ideologicznego konsensusu z lat 2005-2015. Ale to chyba odruch bardziej pokoleniowy niż oparty na precyzyjnych rachubach. Co w takim razie robią po stronie Trzaskowskiego tacy nowi politycy PO jak Paweł Poncyliusz czy Paweł Kowal, reklamowani jako konserwatyści, ba zbiegowie z PiS? Mają nadzieję na jakieś przemeblowanie hierarchii. Właśnie jako nowicjusze.

Za Trzaskowskim przemawia młodość. Tuska naprawdę łatwo sprowadzić do starzejącego się weterana dawnych wojen. Choć bywa zręczny w grach z ludźmi, a z kolei po stronie prezydenta Warszawy ciężko wskazać coś więcej niż wrażenie, jakieś pomysły czy agendę potwierdzające "świeżość". Zapewne Tuskowi łatwiej byłoby rozmawiać z Hołownią czy z Kosiniakiem-Kamyszem, z którymi miewał przez ostatnie lata sekretne kontakty. Pytanie, czy łatwiej byłoby mu pozyskać Lewicę.

Na korzyść Tuska przemawia za to jego obecny status. To człowiek, który się poświęca, porzuca wygodne życie, ryzykuje. Za to Trzaskowskiego więzi urząd prezydenta Warszawy. Gdy się zaangażuje na całego w ogólnokrajowy projekt, będzie go ścigać każda przeciekająca w stolicy rura czy wypadek na estakadzie. I to nie tylko ze strony opozycji. Gronkiewicz-Waltz już mu przypomina o warszawskich obowiązkach.

Taki jest bilans. Politycy PO sami muszą dokonać obrachunku. Niektórzy uczepili się mitu powracającego Tuska niczym magii. Inni są sceptyczni. Warto na koniec przypomnieć, że to Tusk namawiał Platformę do niemądrej awantury przeciw europejskiemu Funduszowi Odbudowy. Trzaskowski był w tej kwestii ostrożny. Ale dziś to Tusk funkcjonuje w roli nowości, błyskotki. Prezydent Warszawy chyba przespał swoją szansę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL