Reklama

Reklama

Dymisja Tomasza Greniucha, czyli lekcja historii

W IPN, przykro mi, nie powinno być miejsca dla nikogo, kto relatywizuje jakikolwiek totalitaryzm.

Lakoniczny komunikat prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Jarosława Szarka o zwolnieniu dr. Tomasza Greniucha z posady w IPN kończy kilkutygodniowy spór o ocenę tej postaci. Zaledwie kilka dni temu prezes dowodził, że "błędy młodości", czyli dawna aktywność w ONR, nie mogą zagrodzić młodemu uczonemu drogi do stanowiska szefa wrocławskiego oddziału Instytutu. 

Teraz go wyrzuca z pracy i pisze: "Przyczyną rozwiązania umowy o pracę jest m.in. utrata zaufania, spowodowana ujawnionymi obecnie działaniami pracownika sprzecznymi z misją IPN".

Wielbiciel nazisty Degrelle’a

Jakie tajemnice poznał prezes IPN dopiero teraz? Może wpis twitterowy doktora Greniucha z 16 lutego 2019 r., kiedy pełnił on już funkcję szefa oddziału opolskiego IPN. "Bohaterstwo porusza tłum tylko wtedy, gdy jest lśniące i hałaśliwe. Na ludziach wrażenie wywiera rozgłos, nie zaś uciążliwa i powolna wspinaczka dusz, które w ciszy i w mroku dochodzą do wielkości". 75 lat temu Leon wyrwał się z kotła. (kmwtw)".

Reklama

Końcowy skrót oznacza formułkę: "kto ma wiedzieć, ten wie". Leon to Degrelle, waloński nazista i kolaborant, który wyrwał się z okrążenia na froncie wschodnim walcząc przy boku Adolfa Hitlera. Polscy nacjonaliści podobno nie mają nic wspólnego z III Rzeszą. Jak widać nie całkiem.

Dobrze, może prezes Szarek tego wpisu nie znał i czuje się teraz oszukany. Zdjęcia, na których Greniuch wykonuje gest tak zwanego rzymskiego salutu, pochodziły z dawniejszych czasów. Ale jego książka " Droga nacjonalisty" została wydana w roku 2013. Bronił tam tego gestu, choć po drugiej wojnie światowej trudno go uważać za neutralny relikt dawnych czasów. Polacy i Żydzi, zresztą wszyscy cywilizowani ludzie, mają go prawo uznawać za haniebny.

Co więcej, w swoich najświeższych wypowiedziach Greniuch zapewniał, że chciał tylko cywilizować Obóz Narodowo-Radykalny sprzed kilku lat. Przeciwstawił mu jednak ONR przedwojenny, organizację totalistyczną, antysemicką, propagującą wymuszoną narodową jedność i posługującą się często gęsto przemocą. Czy człowiek o takich poglądach powinien w Polsce odpowiadać za ważny odcinek polityki historycznej? Nie sądzę.

Zakaz wstępu dla totalizmów

Czy powinien mieć prawo pracować w IPN? Tu nie wypowiadam się tak jednoznacznie, zależy co tam robi, o czym pisze. Ale jakoś nie wierzę, aby polscy nacjonaliści byli zainteresowani wyważonym obrazem kluczowych momentów w dziejach Polski, choćby drugiej wojny światowej.

Sprawa ma oczywiście wymiar międzynarodowy. Polska polityka historyczna i tak jest na cenzurowanym. IPN prowadzi polemiki z takimi pracami jak "Dalej jest noc", w której naukowcy o liberalnych i lewicowych poglądach dokonują bilansu czasów Holocaustu, stawiając tezę: Żydzi padali na różne sposoby ofiarą polskich sąsiadów. Te polemiki są uprawnione. Do pewnego stopnia to nawet racja istnienia IPN, o ile sam szuka prawdy i przestrzega reguł badawczych.  Co jednak, gdy podejmująca je instytucja lokuje na eksponowanych stanowiskach ludzi o takiej przeszłości, wcale nie odległej, i o takich poglądach?

Polski sąd właśnie przyznał rację kobiecie pozywającej publikację "Dalej jest noc", w imię oczyszczenia pamięci nieżyjącego krewnego pomawianego o wydawanie Żydów. Dla zachodniej opinii publicznej sprawa jest jasna: sterowane przez władzę, sądy karzą niezależnych badaczy za podnoszenie niewygodnego tematu Ja tak nie uważam: nie ma dowodu, że sąd był stronniczy. Naukowcy nie są zwolnieni z oceny ich pracy pod kątem kryterium prawdy. Ale jeśli potrzeba było dowodu na przemianę Polski w duchu radykalnie prawicowym, już same zdjęcia unoszącego ramię Greniucha spełniły tę rolę.

Przykro mi, ale w tym przypadku już za samą przeszłość trzeba płacić. A powtórzę, wiele wskazuje na to, że Greniuch współczesny nie oddalił się bardzo od swojej młodzieńczej hucpy. Degrelle jako przedmiot fascynacji chyba przesądza sprawę.

Pytanie o rolę Terleckiego

Nie jest więc tak, jak napisała do prezesa IPN grupa naukowców o prawicowych, a tak naprawdę w większości narodowych sympatiach (m.in. Jacek Bartyzel, Jerzy Robert Nowak, Paweł Skibiński, Wojciech Muszyński): "List jest wyrazem zdumienia oraz zaniepokojenia samą sytuacją związaną z nagonką na młodego, pełnego energii badacza historii, którego winą zdaje się być to, iż na wiele lat przed podjęciem pracy naukowej, był członkiem legalnie działającej i zarejestrowanej w Polsce organizacji młodzieżowej. W naszej ocenie fakty te są marginalne. Rzeczowa ocena osoby pana doktora Tomasza Greniucha, winna opierać się na jego dorobku naukowym oraz prezentowanej postawie prospołecznej".

Przywołuje się w tym kontekście problem nierozliczenia komunizmu. Wicemarszałek Sejmu z PiS Ryszard Terlecki poszedł tak daleko, że zażądał dymisji ludzi należących w przeszłości do PZPR. Czy tylko w IPN? Tego nie dopowiedział.

To absurd. Jeśli ktoś przed laty należał do PZPR, powiedzmy z powodów pragmatycznych, możemy z nim toczyć spór historyczny. Byłby on jednak istotny tylko wówczas, gdyby tamte zaangażowania miały jakiś związek z obecną działalnością. Nie chciałbym widzieć w IPN obrońcy spuścizny PRL, kogoś, kto rozwadnia jej zbrodnie czy kwestionuje jej niedemokratyczną naturę. Ale nikogo takiego nie zauważam.

W IPN, przykro mi, nie powinno być miejsca dla nikogo, kto relatywizuje jakikolwiek totalitaryzm. Podpisywanie się dziś pod spuścizną dawnego ONR, jest takim relatywizowaniem. Pod Degrelle’em - tym bardziej.

Udział w tych zdarzeniach wicemarszałka Terleckiego, do ostatniej chwili broniącego Greniucha, przesądził o tym, że ta afera trwała tak długo. Jarosław Kaczyński uznaje Instytut za naturalną przestrzeń wpływów właśnie tego polityka (kiedyś w nim pracował). On zaś przyjął najwyraźniej za swoją, dawną maksymę Joanny Lichockiej: "Słychać wycie. Znakomicie". Jeśli lewica i liberałowie są przeciw, on zawsze będzie za najskrajniejszymi rozwiązaniami.

Do dymisji Greniucha wzywali od pewnego momentu prezydent Duda, premier Morawiecki, zastęp polityków PiS, a wreszcie wypowiedziało się za nią już po fakcie Kolegium IPN, zdominowane przez konserwatystów, takich jak prof. Andrzej Nowak. Do czasu zdanie Terleckiego było jednak dla prezesa Szarka najważniejsze, a Kolegium nawet nie spytał o zdanie.

To nie jest opowieść o autonomii instytucji wobec polityków. To historia destrukcyjnego ekstremizmu wyrządzającego szkodę wizerunkowi Polski zagranicą. Dla mnie to nie jedyny argument, kwestionuję ten wybór personalny merytorycznie. Ale zdawałoby się, że racja wizerunkowa, związana z międzynarodową pozycją naszego kraju, bywa dla rządzącej prawicy ważna. Szkoda, że tak często po czasie. Po zapłaceniu groźnej ceny.

Nie likwidować IPN!

Inną sprawą jest konkluzja Platformy Obywatelskiej: w takim razie zlikwidujmy IPN. Na jednej szali Greniuch czy podobni mu ludzie, nacjonaliści na naukowych posadach, a na drugiej gigantyczny dorobek Instytutu. Wydawniczy, to setki dobrze udokumentowanych publikacji, ale nie tylko.

IPN działał pod pięcioma prezesami, byli liberałowie jak Leon Kieres, i byli konserwatyści jak Janusz Kurtyka. Mnie trudno jest  wymazać z pamięci choćby zasługi IPN w upamiętnieniu 30. rocznicy Sierpnia 80’. To się działo już pod obecnym prezesem. Popełniony przez kierownictwo IPM błąd, także moralny, nie znosi tego. Choć daje dogodny argument przeciwnikom samej misji IPN, w tym rzecznikom "niegrzebania się" w czasach komunizmu, albo ich relatywizacji.

Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska już zdążyła zaproponować rozparcelowanie archiwaliów IPN między różne instytucje, podobnie zresztą jak stosownych badań naukowych. Tak się składa, że pisałem kilka lat temu książkę "Zgliszcza" - o Stanisławie Mikołajczyku, o jego PSL-u, ale i o całej epoce historycznej 1945-1956. Otóż to w IPN uzyskałem wszelką możliwą pomoc w poszukiwaniu źródeł i ich ocenie. Właśnie dlatego, że dysponuje on wyspecjalizowanymi w tej tematyce służbami. Rozproszenie tego wszystkiego oznaczałoby niepowetowane straty.

Mogę tylko radzić władzom IPN, stojącym przed nowymi wyborami, większą czujność i odporność na gen skrajnych poglądów. A PiS-owi, aby Ryszard Terlecki przestał być monopolistą w tej tematyce. Wiem, że w tym obozie drażnienie liberałów i zagranicy jest dla wielu ulubioną rozrywką. Ale czy powinno być nią wtedy, gdy powoduje się przemożne szkody? 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje