Reklama

Reklama

Lula, czyli brazylijski Kaczyński

W niedzielę Brazylijczycy wybrali sobie nowego prezydenta. Zaś w odległej o 10 tysięcy kilometrów Polsce odbyła się rytualna i w sumie bardzo zabawna debata.

Ci, co uważają się za prawicę, poczuli się w obowiązku załamać ręce nad sukcesem "lewaka" Luli. Z kolei tzw. lewica oczywiście odtańczyła taniec radości z powodu porażki "prawicowego" Jaira Bolsonaro. A dlaczego to zabawne? No cóż, zabawne jest dlatego, że gdybyśmy żyli w Brazylii, a nie w Polsce to sympatie większości ludzi tworzących naszą opinię publiczną byłyby... dokładnie odwrotne. To znaczy większość naszej "lewicy" i "liberałów" byłaby przeciwko Luli. Widząc w nim niebezpiecznego populistę. A tzw. prawica stałaby najpewniej właśnie po jego stronie. Doceniając dowartościowanie "zwykłego człowieka" i rozbicie wielu zastanych elitarnych układów. 

Reklama

Tak, tak. Wiem, wiem. Powiecie, że to niedorzeczne. Bo przecież każdy wie, że - przekładając na polskie warunku - Jair Bolsonaro to ziomek Jarosława Kaczyńskiego. A Lula to taki... no właśnie, trochę nie ma go z kim porównać, ale na pewno byłby przeciwko PiS-owi. To pewne. Spróbujcie jednak przez chwilę spojrzeć na sprawę świeżym okiem. Bez etykietek "lewak" i "faszysta", które w tym wypadku - przemnożone przez brak głębszej wiedzy na temat realiów polityki latynoamerykańskiej - raczej zaciemniają niż pomagają nam cokolwiek zrozumieć. Co wtedy widać?

Widać kraj, którego problemem jest nierówny podział bogactwa. Kraj, w którym najważniejsze zasoby znalazły się pod kontrolą takiego - nazwijmy to - układu. Układ ten zasadzał się na sojuszu zakumulowanego kapitału, wykształconych wielkomiejskich elit, technokratycznych instytucji (sądy, wyższe urzędy) i pozostających pod ich wpływem mediów. Latami trzymali oni "lud" w odpowiedniej odległości od władzy. Na czym sami dobrze wychodzili. 

Ale w kraju - po długoletnich rządach autokratycznych i wojskowych - nastała demokracja. I w ramach tej dekoracji władzę próbowali raz po raz zdobywać politycy ludowi. To znaczy głoszący potrzebę "rozbicia układu" i bardziej sprawiedliwego podziału narodowego bogactwa. Czy stary układ witał wyborcze sukcesy tych ludowych polityków z kwiatami i butelką dobrego alkoholu? Nie do końca. Nazywano ich raczej "populistami". Straszono, że jak przejmą władzę, to będzie tragedia gospodarcza i społeczna. Oni jednak w końcu władzę wzięli. I zaczęli faktycznie trochę inaczej dzielić narodowe bogactwo. Ich głównym narzędziem był wielki program dochodu podstawowego dla rodzin z dziećmi. Przeciwnicy sarkali, że to rozdawnictwo i kupowanie sobie wyborczego poparcia. Ale ludzie to polubili.

Układ usunął z urzędu ludową prezydent

 Minęło parę lat. Władza naszych populistów trochę okrzepła. Po drodze naruszyli masę starych interesów. Układ musiał się trochę posunąć. Zaakceptować, że może się znaleźć także z dala od wpływu na władzę. Nigdy im tego nie wybaczył. Z drugiej strony nasi ludowcy - po tych paru latach u władzy - też się trochę zużyli. Poprzylepiało się do nich parę afer. Trochę prawdziwych - a trochę dętych i nakręcanych przez niechętne im media liberalne. Wreszcie, gdy nadarzyła się okazja, przeciwnicy ludowców przeszli do ofensywy. Przeprowadzili operację usunięcia z urzędu ludowej prezydent. A jej politycznego mentora i lidera całego obozu ludowego załatwili przy pomocy korupcyjnych zarzutów. Operacja się udała. Ludowców na parę lat przegnano na cztery wiatry.

Opisany tu przebieg wydarzeń to - w pigułce - zarys najnowszej historii Brazylii. Od pierwszego zwycięstwa Luli w roku 2003. Przez kilkuletnie rządy, zmniejszenie nierówności i wprowadzenie sztandarowego programu bezpośredniej pomocy finansowej dla rodzin Bolsa Familia. Aż do roku 2016, gdy jego następczyni Dilma Rousseff została odsunięta od władzy w procedurze impeachmentu. Po niej zaś (w roku 2018) przyszedł antylulowski Bolsonaro. Teraz (2022) znowu pokonany przez Lulę.

Ale przeczytajcie ten opis jeszcze raz. Czy nie jest to - równie dobrze - najnowsza historia Polski. Nie widzicie podobieństw? Przecież są oczywiste. Podważenie interesów układu. Oskarżenia o populizm. Nawet sztandarowy program bardzo podobny. Tam Bolsa Familia. Tu 500+. Finał tej historii jest na razie inny. Ale może i ten scenariusz brazylijskiego puczu powtórzy się w Polsce. Jeżeli opozycja nie zdoła przejąć władzy w drodze demokratycznych wyborów roku 2023.

Ten sam polityczny żywioł

Już rozumiecie? Już widzicie z jakim absurdem i ignorancją mamy do czynienia, gdy ktoś twierdzi, że Kaczyński to ziomek Jaira Bolsonaro. Przecież jest dokładnie odwrotnie. Jeśli już można z brazylijskiej historii wyciągać jakieś nauki to raczej taką, że odpowiednikiem Kaczyńskiego jest Lula. Oczywiście wygląda inaczej i innych używa politycznych etykietek. Istnieje też cała masa różnic drugiego i trzeciego rządu. Bo Polska to Polska. A Brazylia jest Brazylią.

Ale co do zasady to jest ten sam polityczny żywioł. Ludowego populizmu dążącego do naruszenia interesów elit dążących do utrzymania monopolu na władzę polityczną. To jest uniwersalne. Właśnie teraz rozgrywa się i tam w Brazylii. I u nas nad Wisłą.

PS. Dziękuję mojemu zaprzyjaźnionemu znawcy Ameryki Południowej, który zwrócił mi uwagę na te podobieństwa pomiędzy Polską a Brazylią. Bez niego pewnie nigdy bym ich nie dostrzegł. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy