Reklama

Reklama

Wojna w Ukrainie. Nowy etap

Putin miał szczyt BRICS (Brazylia, Rosja, Chiny, Indie i RPA), Zachód będzie miał za chwilę szczyt NATO w Madrycie, i kolejne spotkania w Brukseli. To oczywiste sygnały, że wojna w Ukrainie wchodzi w nową fazę. Z jednej strony wymagającą międzynarodowych uzgodnień, z drugiej - staje się powoli wojną potencjałów gospodarczych. Wojna uderza w świat.

Cztery miesiące wojny najwięcej kosztowały Ukrainę. Rosjanie metodycznie ją niszczą, atakując linie kolejowe, duże zakłady, rafinerie... Ukraina bez zachodniego wspomagania nie miałaby już sił przeciwstawiać się rosyjskiej nawale. Ponosi przecież realne straty - w sprzęcie i w ludziach. Jej armia otrzymała wiele ciosów. Dlatego, tak ważne będą ustalenia szczytu NATO. Jaką broń przekazać do Kijowa, i w jakiej ilości. Ukraińcy chcieliby kilkaset czołgów, rakiety, haubice... Być może są to liczby przesadzone, ale - z drugiej strony - powinniśmy mieć też świadomość, że to jest pełnowymiarowa wojna, więc kilka haubic czy pięć czołgów to żadna pomoc. 

Reklama

Ale wojna w Ukrainie to nie tylko sprawa przekazania sprzętu. Ona już rozlewa się na cały świat i dotyka nas bezpośrednio. Choćby na stacjach benzynowych. 

Polska na ceny ropy na światowych rynkach wpływu nie ma. Wpływ na to mają najwięksi, przede wszystkim Stany Zjednoczone, więc to jest zadanie administracji Bidena. Jak namówić kraje Zatoki do zwiększenia wydobycia i koncerny paliwowe do zmniejszenia marż.

To jest kluczowa rzecz. Przypomnę tylko, że w latach 80. Ronald Reagan, zanim rozpoczął rozgrywkę z Imperium Zła dogadał się z Arabią Saudyjską w sprawie wydobycia ropy. I tania ropa zalała świat. Bidenowi podobny manewr idzie jak krew z nosa, i zastanawiam się, czy to efekt słabości jego administracji, czy też zdecydowanie mniejszej, niż 40 lat temu pozycji Ameryki w świecie. 

Drugą sprawą jest embargo. Wiadomo, że jeszcze żadne embargo żadnego państwa nie rzuciło na kolana. Ono służy czemu innemu, ono osłabia państwo, odbiera mu możliwości rozwoju... Skuteczne jest w długim okresie działania. I to zabójczo skuteczne. Ale pod warunkiem, że jest w miarę szczelne.  

Tymczasem, po wdrożeniu szóstego pakietu przeciwko Rosji doskonale widzimy, że to embargo stosunkowo łatwo można obejść, można je neutralizować. Rosja zarabia dziś na sprzedaży ropy więcej niż zarabiała przed wojną. To o czymś świadczy... 

Więc, gdy słyszymy ze strony państw europejskich, że jeszcze nie pora na wdrożenie siódmego pakietu, że warto na chwilę się zatrzymać, i sprawdzić, jak działają wcześniejsze, to powinniśmy potraktować to poważnie. 

To rozsądne założenie, że embargo musi bardziej boleć Rosję niż Zachód. Bo inaczej byłaby to zachęta do samodestrukcji. Więc warto ten przegląd przeprowadzić i dokonać korekt. 

Nie ma więc sensu pokrzykiwać, że Zachód pęka, kluczy itd. Po tych czterech miesiącach wojny opinia na zachodzie Europy na temat Rosji jest jednoznaczna. Że to jest kraj zagrażający naszemu kontynentowi. Że gdy podbije Ukrainę, zażyczy sobie Europy Środkowej. A potem zacznie dyktować warunki zachodniej części. Te bezustanne groźby, które Moskwa miota, że zarzuci Europę rakietami, że zrówna z ziemią, przecież nie łamią Europejczyków, tylko wzmacniają ich w przekonaniu, że trzeba tak szalonemu sąsiadowi się przeciwstawić. Bo nie ma wyboru. 

Tylko, czym inny jest takie przekonanie, a czym innym ból przy dystrybutorze...  

Dlatego przed przywódcami Zachodu tak ważne stoją problemy do rozwiązania. Jak poradzić sobie z działaniami Putina. Z cenami surowców, z brakiem gazu, z cenami pszenicy... 

To skomplikowana gra, więc trzeba potraktować ją poważnie. Żeby uniknąć takiej sytuacji, że wojna tak dotknie Zachód, że sami zaczniemy wycofywać się z sankcji i prosić Rosję, by zaczęła sprzedawać nam gaz. 

A propos gazu - uspokaja nas nasza władza, że go nie zabraknie, bo podziemne magazyny mamy zapełnione w 95 proc. Szkoda tylko, że nie dodaje, jakiej wielkości są to magazyny. Otóż są niewielkie. Na jeden miesiąc zimowy... Podobnie jest ze słynnym Baltic Pipe. On ma być ukończony do października. OK - rura będzie. Ale nie wiadomo, ile popłynie nią gazu, bo on wciąż niezakontraktowany... 

Piszę te słowa nie po to, by straszyć. Lecz po to, by pokazać, że sytuacja jest skomplikowana, że to nie jest czas krótkodystansowców, zapału słomianego, lecz podejmowania strategicznych decyzji. 

"Szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele 

I jakoś to będzie!" 

Takie słowa brzmią w polskiej duszy. Więc teraz nadszedł czas, że trzeba inaczej.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy