Reklama

Reklama

Wojna rządu z mediami

Czy pamiętacie państwo co to jest "piątka Kaczyńskiego"? Na czym polegała? Pamiętacie? Rozumiem, pamiętacie, ale nie za bardzo... Spokojnie, nie ma wstydu, jakbyśmy mieli pamiętać wszystkie propagandowe triki PiS-u, to pewnie musielibyśmy mieć po dwie głowy.

Reklama

Przypominam ją z jednego względu (o którym za chwilę). Otóż ta "piątka" została ogłoszona na konwencji PiS w lutym 2019 roku, to miało być kilkadziesiąt miliardów zł (od 32 do 52 miliardów, niezły rozrzut, prawda?), te pieniądze, jak mówiono, miały pójść na rozwój polskiej wsi (100 zł na tucznika, 500 zł na krowę) itd.

Reklama

Zresztą, to już nieważne, bo jest po wyborach.

Ważne przypomnienia jest coś innego. Otóż PiS przedstawił przy tej okazji wielki plan zdobycia tych miliardów. Wyliczył to w dziewięciu punktach. A ostatni brzmiał: "opodatkowanie cyfrowych gigantów, wpływy ok. 1 mld zł". Opisując to takimi słowami: "sprawiedliwe opodatkowanie zysków, jakie globalne firmy generują w Polsce oferując usługi cyfrowe takie jak reklamy online, VOD i streaming muzyki".

Od tego momentu propaganda rządowa rozpoczęła bębnienie, że podatek cyfrowy jest OK, że trzeba go wprowadzić itd. Szło jak po maśle, bo taki podatek popiera lewica, jest on zresztą lewicowym pomysłem. A poza tym jego wprowadzenie zapowiedziała Komisja Europejska, w projekcie dyrektywy z marca 2018 roku. Więc i Platformie głupio było protestować przeciwko Unii, no i w obronie wielkich amerykańskich korporacji.

Zresztą - nie musiała. Bo Ameryka obroniła się sama.

W wrześniu 2019 roku, na obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej, przyleciał do Polski wiceprezydent Mike Pence. I powiedział, że Stany Zjednoczone "z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie" przez Polskę propozycji podatku od usług cyfrowych.

Tak oto dowiedzieliśmy się, z ust amerykańskiego wiceprezydenta, że Polska z podatku cyfrowego się wycofała. I że firmy ze słynnej czwórki GAFA (Google, Apple, Facebook i Amazon) nie zapłacą nic.

Wiele hałasu o nic? O nie, historia ma ciąg dalszy. Choć jest to już inna historia.

Oto bowiem rząd z zaskoczenia ogłosił chęć wprowadzenia składki od reklam (od przychodów), którą miałyby zapłacić największe media. I żebyśmy ten pomysł podchwycili, rządowe media bębnią non-stop, jakie to ci prywatni mają przychody. Najzwyczajniej szczują, tak jak szczuli na lekarzy, na nauczycieli, na mniejszości itd. I co do ewentualnej składki (de facto podatku) to wyliczają, z pewną radością, że najwięcej zapłaciłaby TVN - 144 mln zł, Polsat - 107 mln,. TVP - 70 mln , a Agora - 33 mln zł...

Co tu się rozwodzić, widać, że nie byłby to podatek cyfrowy, o czym rząd opowiada, tylko podatek od reklam. Bo czym jest podatek cyfrowy, jak rząd się do niego przymierzał, i jak się z niego wycofał, na tupnięcie wiceprezydenta Pence’a, już wiemy.

Nie chodzi więc w tej operacji o pieniądze, ale o podporządkowanie sobie mediów, tak jak to zrobił na Węgrzech Viktor Orban. Po kawałku.

Taki podatek, i to w sytuacji kiedy wpływy reklamowe spadły o połowę, ma zadusić media. Jedne ma osłabić, tak, żeby nie było je stać na większe dziennikarskie zespoły. Inne ma zastraszyć. Wciągnąć w układanie się z władzą. A władza jest silna, choćby siłą spółek skarbu państwa czy rozmaitych funduszy. Jeszcze inne... - tu z kolei chodzi, żeby zmusić ich właścicieli, by je po prostu sprzedali. I nie  trzeba żadnej ustawy repolonizacyjnej. Wystarczy przekonać zagranicznych właścicieli, że w Polsce na mediach nie zarobią, ba, będą tracić, to wyniosą się sami.

A jak spacyfikowane zostaną większe media, to te małe kucną. A jeśli będą pokrzykiwać, to się je zignoruje i zagłuszy. Albo zamęczy procesami.

Tak oto PiS ruszył drogą węgierską, i chce nam zafundować Budapeszt w Warszawie. Czyli TVP Info 24 godziny na dobę, z możliwością wymiany na TV Trwam.

To nie jest fajny eksperyment. Węgierscy rządowi dziennikarze (innych tam w zasadzie już nie ma) mają tak zlasowane mózgi (opowiadam to za Klubem Jagiellońskim), że w zasadzie już nie rozumieją co to są wolne media, i najchętniej opowiadają o jakichś wrogach zewnętrznych, którzy na piękne Węgry czyhają. Na szczęście, dzielny premier Orban je broni.

Nie chciałbym, żeby Polacy tak zgłupieli. Jest na to jedno lekarstwo - różne media, mające różne opinie. No i nie strachliwe.

Te czarne ekrany z dnia wczorajszego to nie jest więc batalia o jakość mediów, ich program, o proporcję liberalnych do prawicowych, dużych do małych, o podatki, które płacą... Owszem, to są ważne sprawy. Ale tym razem chodzi o to, czy coś poza wolą władzy będzie mogło tym kraju jeszcze dychać.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy