Reklama

Reklama

To jest wojna! - woła Strajk Kobiet. A PiS zaciera ręce

Wszyscy to widzimy i wszyscy to wiemy. PiS szuka wojny. Bo w warunkach spokoju jest zdumiewająco nieudolny.

Ta wojna, którą PiS sobie zorganizował, to wojna o aborcję. Rząd wydrukował orzeczenie Trybunału Julii Przyłębskiej w sprawie aborcji z 22 października 2020 r., i w ten sposób wyciągnął na ulice Strajk Kobiet. Jest więc o czym pisać, jest co pokazywać, są demonstracje, hasła, buzują emocje.  

Reklama

Taka wojna, to dla Kaczyńskiego polityczne marzenie. Buduje proste linie podziałów, polityczne okopy. Dyscyplinuje swoich. Dzieli opozycję. Na tych z lewicy, którzy wiedzą co chcą, i tę resztę, zdezorientowaną, bo jedni tak, drudzy siak, bo Tusk zawsze od spraw światopoglądowych uciekał.

Więc PiS się cieszy, gdyż taka wojna odwraca uwagę od kłopotów dnia codziennego.

I to jest chyba zasadnicze pytanie: czy odwróci?

PiS tego bardzo by chciał. Bo zupełnie pogubił się w ostatnich tygodniach, pandemia rzuciła władzę na deski. Dla mnie osobiście, zupełnie niespodziewanie. Wydawało mi się, że co jak co, ale w miarę sprawne zarządzanie w warunkach pół-stanu wyjątkowego, zwłaszcza gdy opozycja dzieli się i kłóci, to nie jest coś, czego PiS by nie potrafił. A nie potrafi. 

Spójrzmy: lockdown!

Od miesięcy rząd kolejnymi zarządzeniami, pozbawionymi elementarnej logiki, demoluje polską gospodarkę. Proszę mi wytłumaczyć, jaka głowa to wymyśliła - że można kupować w galeriach w hipermarketach spożywczych i budowlanych, i nie jest to groźne dla zdrowia, ale już sklepy z elektroniką czy z ciuchami muszą być zamknięte? Albo dlaczego można wjeżdżać na stok wagonikiem, ale bez nart? Dlaczego zjazd na nartach jest szkodliwy dla zdrowia, a jazda wagonikiem - już nie?

Takich pytań zadać można wiele. I nie są to pytania typu akademickiego, bo za każdym z nich kryją się tragedie konkretnych przedsiębiorców i konkretne pieniądze, które ktoś zarobi lub nie.

Natomiast lekceważenie ludzi, to że niemal w ostatnich godzinach informuje się ich czy będą mogli otworzyć swą firmę, czy nie, jest po prostu niezrozumiałe i dewastujące.

A akcja szczepień? Do dziś nie mogę pojąć, cóż to się stało, że władza wypędziła przed przychodnie, by stali w kolejkach, te dziesiątki seniorów 70+? Komuś zabrakło rozumu, czy po prostu wyobraźni?

Minister Dworczyk tłumaczył się z tego, że to nie jego wina, tylko farmaceutycznych koncernów, bo przysyłają mniej szczepionek, niż obiecały. Ależ, szanowny ministrze, ci ludzie nie stali w kolejce, by się zaszczepić. Oni stali w kolejce, by się zapisać na szczepienie. A te zapisy to już pańska odpowiedzialność... I można je było przeprowadzić sprawnie i bezboleśnie.

Podobnych przykładów, że państwo źle działa, a politycy i urzędnicy nim kierujący są bez pojęcia, można przypominać więcej.

Więc jakoś trudno mi uwierzyć, że seniorzy, którzy mają terminy szczepień na nie wiadomo kiedy, albo właściciele pensjonatów czy restauracji, nagle zapomną o swoich przejściach i problemach, o widmie bankructwa, utraty zdrowia, bo zobaczą w telewizji przeklinającą Martę Lempart.

Idzie więc to wszystko w złym kierunku.

Jestem przekonany, że władza wiele by zyskała, gdyby zamiast szukać zwady, zdecydowała się na normalną rozmowę, gdyby zaczęła tłumaczyć, dlaczego tak postępuje a nie inaczej. Ale - uczciwie tłumaczyć.

Samo przygotowanie do tych rozmów pomogłoby jej podejmować mądrzejsze decyzje. Po drugie, wiele by mogła wyjaśnić - choćby w sprawie rezygnacji z zakupu niektórych partii szczepionek na COVID-19. Bo jeżeli rząd zrezygnował z zakupu szczepionek, które miały przyjść za rok, to dobrze zrobił. Pod warunkiem, że kupi je na wolnym rynku wcześniej i taniej - co obiecuje. Można zresztą, przy tej okazji przypomnieć, że swego czasu z zakupu szczepionek na grypę A/H1N1 zrezygnowała Ewa Kopacz, i dobrze na tym Polska wyszła.

Kłopot w tym, że władza nie potrafi rozmawiać z ludźmi normalnie. W związku z tym rozmawia na dwa sposoby. Ze swoimi mediami - byle jak, bo i tak muszą  pochwalić. Z innymi - też byle jak, sprzedając propagandę. Bo zawsze prościej jest prowokować wojnę, wtedy już nie trzeba przygotowywać się do rozmowy, można zagłuszyć wszystko awanturą, tak jest łatwiej.

Więc gdy Strajk Kobiet woła: "to jest wojna!", oni oddychają z ulgą, że "nareszcie"...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje