Reklama

Reklama

​Tektura w działaniu

Jeżeli Ryszard Terlecki chciał obrazić Swiatłanę Cichanouską, wysyłając ją do Moskwy - to mu się udało. Tylko po co to robił? Żeby jej pokazać, że może?

"Pani planuje udział w zjeździe, organizowanym przez polityków, którzy nie uznają wyniku demokratycznych wyborów, kwestionują legalność państwowych instytucji, grożą po przejęciu władzy sankcjami karnymi wobec przeciwników, wspierają łamiących prawo sędziów" - przestrzega ją w wysłanym do niej liście. "Celem tego zjazdu jest nabór nowych kadr do walki z polskim, pochodzącym z demokratycznych wyborów rządem" - dodaje. 

Nie mam zdrowia tych bzdur prostować, zdanie po zdaniu. Więc tylko dwa słowa: od tego jest opozycja, by rządzących krytykować i szykować się do zajęcia ich miejsca.

Reklama

A że takie zamiary oburzają Terleckiego? Ech... Łukaszenka też był oburzony, że ktoś chciał z nim wygrać... A Terlecki mówi tym samym językiem. Wschodniego aparatczyka.

Ta sprawa ma zresztą ciąg dalszy, bo obrońcy wicemarszałka, jakby korzystali z jednej ściągi, powtarzają, że Cichanouska nie zna dobrze polskich spraw.

Gdy niedawno były prezydent Barack Obama powiedział o Polsce, że stacza się w stronę autorytaryzmu, też pół PiS-u tak wołało. Że Obama nie zna dobrze polskich spraw.

Gdy Unia krytykuje nasz kraj w sprawie nieprzestrzegania praworządności, to też wołają, że Unia nie jest dobrze zorientowana.

Innymi słowy, i białoruska dysydentka, i były prezydent USA, i amerykańskie media, i pół Europy, oni wszyscy nie są dobrze zorientowani w polskich sprawach. Ale za to dobrze zorientowany jest prezydent Turcji Erdogan, z którym niedawno prezydent Andrzej Duda się obściskiwał.

PiS obłudnie woła, że świat nie zna się na Polsce, kłopot w tym, że on sam nie zna się na świecie.

Ze zgorszeniem patrzę na sprawę Turowa, jak ogrywają nas Czesi. Już wiadomo, że będziemy musieli zapłacić im 40 mln euro na wodociągi, a teraz grozi nam kara 5 mln euro dziennie, za to, że kopalnia nie zatrzymała prac.

Przypominam - Turów to nie jest grom z jasnego nieba. Od dwóch lat Czesi próbowali coś w tej sprawie zrobić, ale Polska odsyłała ich na drzewo. W lutym był w Warszawie czeski minister spraw zagranicznych i chciał o Turowie rozmawiać - rozmów nie podjęto. Więc jest, co jest. Będzie Polska jak bankomat.

A Witold Waszczykowski, były szef MSZ, pytany o ten spór odpowiada, że z obecnym rządem (czeskim) się nie dogadamy. Więc (to sugeruje) trzeba poczekać na następny, po wyborach.

Gdyby Waszczykowski przeczytał choć jedno opracowanie na temat czeskiej polityki, to by tak nie mówił - bo najbardziej prawdopodobnym wariantem jest, że po wyborach rządzić będzie tam Partia Piratów, czyli mieszanka wolnościowców i Zielonych. A oni w sprawie ekologii to już w ogóle nie popuszczą...

Jeżeli jesteśmy przy ekologii - w Danii, z powodu zagrożenia dla myszy i nietoperzy, Komisja ds. Środowiska i Żywności zablokowała decyzję środowiskową dla gazociągu Baltic Pipe. Tego, który miał połączyć złoża norweskie na Morzu Północnym z Polską, poprzez Danię. Już wiemy, odkręcenie tej decyzji to prawie rok. Więc Baltic Pipe nie powstanie do jesieni 2022. A nasza gazowa umowa z Gazpromem właśnie wtedy się kończy. Polska jej nie przedłużała, licząc, że będzie miała już gaz ze złóż norweskich. A  tu taka niespodzianka...

Czy niespodzianka? Przypomnę, że w listopadzie 2018 roku Polska zawarła z Danią umowę, po 40 latach sporu, o strefie ekonomicznej wokół Bornholmu. Oddaliśmy Danii 80 proc. spornych terenów. Za nic. Wiceminister MSZ Piotr Wawrzyk mówił w Sejmie, że umowa nie ma nic wspólnego z Baltic Pipe. Inaczej uważał minister Naimski, który przekonywał z entuzjazmem, że dzięki temu prace przy rurze ruszą z kopyta. Ten, kto jest przeciwko ratyfikacji tej umowy, jest głosem Niemiec i Rosji, którzy chcieliby Baltic Pipe zablokować - wołała z kolei Małgorzata Gosiewska.

Więc Polska ratyfikowała umowę. A dwa lata później duńska rządowa agencja zablokowała te wszystkie plany.

Sami zrobiliśmy się w durnia, spiesząc się z zamknięciem sprawy, która toczyła się od roku 1978. Więc nieukom przypominam starą zasadę negocjacyjną Unii Europejskiej - jeśli wszystko nie jest ustalone, to znaczy, że nic nie jest ustalone.

Przy okazji tej Danii, usłyszałem komentarz jednego z fanów prawicy, w takim mniej więcej duchu - no, jeśli prowadzi się niezależną politykę, to Niemcom, Rosjanom i innym to się nie podoba. Więc musimy być gotowi na różne pułapki.

Mój Boże... Ta niezależna polityka polega na tym, że pisowscy politycy i urzędnicy nie mają pojęcia i wyobraźni w najprostszych sprawach. Prawdziwi albo wydumani wrogowie nie muszą z nimi walczyć. Wystarczy stać, i obserwować, jak potykają się o własne nogi.

Tektura w działaniu.   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy