Reklama

Reklama

Schetyna to niejedyne nieszczęście Platformy

​Trwa debata czy Grzegorz Schetyna powinien oddać przywództwo w Platformie, no i - ewentualnie - komu.

​Trwa debata czy Grzegorz Schetyna powinien oddać przywództwo w Platformie, no i - ewentualnie - komu.

Argumenty, że powinien ustąpić są znane, obiegły już media parokrotnie. Odwołują się one:

a) do samego Schetyny, który po wyborach do europarlamentu mówił, że musi wygrać wybory do Sejmu, bo drugiej szansy w Platformie nikt mu już nie da. A wybory przegrał.

b) do sondaży - Grzegorz Schetyna w rankingach zaufania szoruje na dnie, podobnie jest, gdy ankietowani pytani są, czy nadaje się na lidera PO.

c) do głosu ludu - oczywiście ludu platformerskiego. On wyrażany jest poprzez różne wypowiedzi i artykuły działaczy i publicystów mniej lub bardziej związanych z PO. Zresztą, już pojawiają się nazwiska ewentualnych sukcesorów.

Reklama

d) do sportu - jeżeli drużyna ciągle przegrywa, to wymienia się trenera.

Argumentów, by odszedł jest więc sporo, żaden z nich nie uwzględnia wewnętrznego układu sił w PO, to jest taka magiczna wiara, że jak pozbędziemy się tego nieszczęścia, to będzie lepiej.

Nie chcę, broń Boże, stawać w tym sporze po którejkolwiek ze stron, chcę tylko powiedzieć, że jeśli chodzi o Platformę, to tam tych różnych nieszczęść jest więcej, i są one znacznie poważniejsze niż postać aktualnego przewodniczącego.

Nieszczęściem jest przede wszystkim nijakość tej partii, to że nie ma twarzy. Że nie wiadomo jakie stanowisko aktualnie zajmuje i jakiej Polski chce. Oczywiście, poza jednym - że chce Polski takiej, w której ona rządzi.

I, jeśli chodzi o ewentualnych następców pana Schetyny, nie dostrzegam, by którykolwiek z nich od tego ograniczenia był wolny. A czas ciepłej wody w kranie już dawno minął.

Ta nijakość, brak właściwości, przez lata Platformie służyła. Ale teraz szkodzi.

Po drugie, nieszczęściem Platformy Obywatelskiej jest Donald Tusk. Ten dzisiejszy, ten prezydent Europy.

To nieszczęście polega na tym, że Donald Tusk hipnotyzuje Platformę, oni tam wszyscy nie są w stanie nic samodzielnie zrobić, tylko zastanawiają się, co na to Donek. Jedni marzą, że wróci na białym koniu, a naród uklęknie, inni boją się tego powrotu, że im odbierze partię, jeszcze inni w ten powrót nie wierzą... Tych wiar jest wiele, ale ich efekt jest ten sam - wszyscy czekają, co Tusk zrobi.

W efekcie Platforma jest sparaliżowana.

Po pierwsze, w sprawie lidera - bo nie wiadomo, czy Tusk chce wymieniać Schetynę czy nie, a jak chce - to kogo poprze... itd.

Po drugie, co znacznie jest ważniejsze, sparaliżowana jest w sprawie wyborów prezydenckich. A to one zadecydują, jak Polska będzie wyglądała przez kolejne lata.

Rzecz jest jak na dłoni - Andrzej Duda prowadzi już kampanię, jeździ po Polsce, telewizja publiczna go zachwala. Więc jeżeli Platforma chce, by jej kandydat (kandydatka) miał szansę w wyborach prezydenckich, to już teraz powinien on rozpocząć kampanię, jeździć po kraju, zdobywać poparcie. To o tyle istotne, że PO to największa partia opozycji, więc to jej kandydat najpewniej w II turze zderzy się z Dudą.

No tak, ale wciąż nie wiadomo, kto nim będzie. Donald Tusk? Małgorzata Kidawa-Błońska? Rafał Trzaskowski? Bartosz Arłukowicz?

PO wciąż nie może zadecydować w sprawie wyborów prezydenckich, kogo w nich wystawić, bo Donald Tusk nie podjął jeszcze decyzji. A dlaczego nie podjął? Bo na początku grudnia, 2 czy 4, ma się zadecydować, czy będzie on szefem Europejskiej Partii Ludowej, czy też nie. Innymi słowy - czy przedłuży swoją karierę międzynarodową, dobrze płatną oczywiście, czy też będzie miał wolny czas i moce przerobowe, żeby wystartować w Polsce. No i Tusk tego nie wie, więc w PO też nie wiedzą, czekają na niego.

Przecież to jest horrendum! Los państwa, a na pewno opozycji, spoczywa w rękach człowieka, który wszystko uzależnia od tego, jak powiodą mu się starania o kolejną międzynarodową posadę. Czy to jest poważne?

A najbardziej dołujące w tym wszystkim jest, że w tej PO nie ma nikogo, kto by powiedział głośno - Donald, jeżeli ta Polska to takie poświęcenie dla ciebie, to odpuść ją sobie. To już skoncentruj się na tej zagranicznej robocie...

Albo tak, jak swego czasu tenże Tusk powiedział do Janusza Palikota, gdy ten zastanawiał się czy zostać w PO, czy też tworzyć coś własnego: stoisz w otwartych drzwiach, stoisz w przeciągu. Więc się zdecyduj, po której chcesz być w stronie, i zamknij drzwi!

Ale nikt tego nie mówi. Schetyna już go w imieniu PO zgłosił na stanowisko przewodniczącego EPL. Ale żeby nie było - Tusk już zdążył powiedzieć, że niezależnie od wszystkiego w sprawy polskie będzie się angażował, tylko jeszcze nie wie jak... Pełna komedia!

Mamy więc patologiczną sytuację, że Platforma przypomina wyrośniętego młodzieńca, takiego który zaczyna karierę, ale kiepsko mu to wychodzi, i ciągle spogląda na ojca, żeby mu pomógł. A Tusk przypomina tego ojca, który niby pomaga, ale przecież nie może ukryć satysfakcji, że temu następcy idzie gorzej niż jemu, że prosi o pomoc. I daje mu to do zrozumienia.

Z takiej mąki chleba nie będzie.

Jestem jak najdalszy, by wieszczyć upadek Platformy i tym podobne rzeczy. Ale jeśli to towarzystwo się nie ogarnie, i będzie się ślimaczyć, dywagować itd., to niedługo rzeczywiście zakończy swą misję, i mało kto płakać z tego powodu będzie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy