Reklama

Reklama

Polska w szarej strefie

​Czy Polska ma politykę zagraniczną? Czy wie, czego chce? Nie sądzę. Słuchałem Witolda Waszczykowskiego prezentującego w Sejmie "małe expose" dotyczące zamierzeń polskiej polityki zagranicznej na najbliższe lata. Nasłuchałem się banałów i zwykłego chciejstwa.

​Czy Polska ma politykę zagraniczną? Czy wie, czego chce? Nie sądzę. Słuchałem Witolda Waszczykowskiego prezentującego w Sejmie "małe expose" dotyczące zamierzeń polskiej polityki zagranicznej na najbliższe lata. Nasłuchałem się banałów i zwykłego chciejstwa.

Minister na pierwszym planie postawił sprawę bezpieczeństwa Polski. Mówiąc, że zagraża nam polityka Rosji, która chce odbudować swą dawną strefę wpływów. Wiadomo - chce, niektórzy wierzą, że może. Mówię niektórzy, bo moim zdaniem Rosja tej strefy nie odbuduje (chyba że jacyś użyteczni idioci jej w tym pomogą), zbyt jest słaba, źle zarządzana, mało atrakcyjna dla innych, dobija ją niska cena ropy itd.

Ale ocenę, czy Rosja groźna jest naprawdę, czy groźna tylko w gębie, odłóżmy na bok, nie o tym rozmawiamy. W każdym razie, minister Waszczykowski i partia PiS powtarzają, że Rosja nam zagraża, i że remedium na te groźby jest proste - trzeba ściągnąć do Polski amerykańskich żołnierzy, by tu stacjonowali. By w Polsce były bazy NATO. Taki jest zamiar, sęk tylko w tym, że Ameryka ich nie chce. Nie uważa, by jej strategiczne interesy wymagały, by takie bazy w Polsce zakładać.

Reklama

Więc, żeby nie zrażać Polaków, kluczy. Sprzedaje nam za ciężkie miliardy swoją broń (tarcza antyrakietowa, którą zbudować ma nam amerykański producent Patriotów, ma kosztować ponad 50 mld zł), podsuwa pod nos jakieś zastępcze rozwiązania typu "obecność rotacyjna" żołnierzy, albo "bazy sprzętu", innymi słowy działa tak, żeby na naszych strachach zarobić, ale żeby nie wziąć na głowę zbyt dużych zobowiązań.

I co PiS-ie zrobisz Ameryce? Jak ją zmusisz, by wysłała do nas na stałe swoich żołnierzy?

Odpowiedzią na tę niezrealizowaną tęsknotę mogłaby być Unia Europejska. To znaczy - jej wzmocnienie, i wzmocnienie roli Polski w jej ramach. Coś podobnego zresztą z ust ministra Waszczykowskiego padło, gdy mówił, że chce silnej Unii, nie podzielonej, prowadzącej wspólną politykę bezpieczeństwa, opartej o promocję praw człowieka i demokracji.

On to mówi, tylko że jego rząd czyni coś dokładnie innego. To co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym to nie jest przecież "promocja praw człowieka i demokracji", to nas wypchnęło na cenzurowaną pozycję w Europie.

Zachowanie PiS-u w sprawie Trybunału nie tylko było sprzeczne z zapisami polskiej konstytucji, ale również z normami Unii Europejskiej. Władza nie może ustawiać sobie sądów, to jest dla człowieka Zachodu oczywista oczywistość. Partie polityczne nie są od układania składu Trybunału Konstytucyjnego, od jakichś parytetów itd. W tym sensie spór o Trybunał, w który tak głupio wplątał się PiS, nie jest sporem politycznym, tylko prawnym i ustrojowym.      

Więc jeżeli minister Waszczykowski woła (podobnie zresztą jak i jego szefowa Beata Szydło), że w sprawie TK nic się nie stało, to człowiek Zachodu tego nie przyjmuje do wiadomości. No, chyba, że uzna, że Polska to nie Europa, to nie ten krąg cywilizacyjny. Wtedy, w imię interesów, na takie coś przymyka się oczy. Zwłaszcza że minister Waszczykowski wciąż podkreśla, że nie chce, by Unia wtrącała się w wewnętrzne sprawy Polski, w to, co rząd robi ze swoimi obywatelami.

Takie nawoływanie, po pierwsze, budzi najgorsze skojarzenia, bo tak mówią dyktatury Trzeciego Świata. A po drugie, świadczy o niezrozumieniu czym jest Unia Europejska. Otóż Unia to nie jest prosty sojusz polityczno-militarny. Taki jak na przykład między Arabią Saudyjską a USA. Unia to jest twór ideologiczny. Oparty o wartości demokracji, trójpodziału władzy, praw człowieka, wolnego rynku.

W tej konstrukcji Unia nie tylko ma prawo, ale ma obowiązek wtrącania się w sprawy wewnętrzne każdego ze swoich członków,  w imię troski o te wartości. I tak dzieje to się z Polską - przyjeżdżają do nas politycy europejscy, wysłannicy amerykańskiej administracji (b. ambasador Fried), urzędnicy unijni, by ocenić sytuację i formułować ostrzeżenia pod adresem władzy. I to nie pozostaje bez echa - te rozpaczliwe propozycje "kompromisu" w sprawie Trybunału, które zgłasza Jarosław Kaczyński, a powtarzają jego podwładni, nie biorą się znikąd.

Wybór jest tu prosty. Albo Polska uzna, że obowiązują ją europejskie normy funkcjonowania (sami tego chcieliśmy w europejskim referendum), albo będzie spychana na bok, pomijana. Żadne miny i deklaracje Beaty Szydło, że nie ustąpi, nie da się złamać, i tak dalej, nie mają tu znaczenia. Komisja wenecka przedstawi swój raport, Komisja Europejska  swój, ambasady państw członkowskich swoje opinie przesłały już dawno. Opowieści, że Europa jest źle poinformowana w sprawach Polski, są bez sensu, to raczej Polska jest źle poinformowana w sprawach Europy.

Minister Waszczykowski poucza zachodnich polityków, że mają kłopoty z imigrantami, że Unia nie potrafi strzec swych granic, że ma kłopoty z Grecją i Wielką Brytanią, i z euro, więc po co zajmuje się Polską? A oni odpowiadają - owszem, mamy te kłopoty, wiemy o nich, nikt nie musi nam o nich przypominać. Ale Polska to też kłopot. I tym też się zajmujemy.

Jak długo? Z jakim skutkiem?

Ooo, przecież to widać. Że krok po kroku, następuje podział Unii, na Europę dwóch prędkości. Że za chwilę będzie twarde jądro Unii, ze wspólną walutą i polityką, mechanizmem podejmowania wspólnych decyzji, i wokół niego druga strefa, luźna, wolnego handlu. Unia wolnych państw, tak jak chce minister Waszczykowski. Tylko że wtedy wpływu na decyzje Brukseli i państw członkowskich Polska nie będzie miała już żadnego. Sama postawi się w szarej strefie, z którą tak chce walczyć, między Unią a Rosją. I tyle.

Wychodzi na to, że rząd co innego mówi, a co innego robi. I że - tak jak władza w PRL-u - pracowicie zajmuje się rozwiązywaniem problemów, które sam produkuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy