Reklama

Reklama

Polska ratuje Tomka. Oby się udało!

Przyznaję się od razu - od kilkunastu dni zaczynam poznawanie codziennej porcji wiadomości od sprawdzania informacji o sześcioletnim Tomku. Tym, który zatruł się muchomorem i miał przeszczepioną wątrobę. Cieszą mnie wieści, że jego stan się poprawia; dołują te, że jest gorzej. Zaciskam zęby, gdy czytam, że znów jest w śpiączce, że ma otwartą jamę brzuszną, że wylała mu się żółć. To dziecko bardzo cierpi, więc szepczę do klawiatury "trzymaj się Tomku, będzie dobrze".

Reklama

Bardzo bym chciał, żeby wszystko było dobrze - żeby przeszczep się udał, żeby nie było komplikacji. Żeby czuwająca przy jego łóżku mama, biedna, niewyspana, znękana, mogła wreszcie odetchnąć z ulgą.

Reklama

Ja wiem, że to sentymentalizm, kicz, Konopnicka, że podobnie jak Tomek, albo i jeszcze bardziej, cierpi tysiące chorych dzieci. Wiem, że to jednostkowy przypadek, który żyje w przestrzeni publicznej, bo został dobrze nagłośniony. Wiem, ale nie potrafię zdobyć się na wyniosłą oziębłość. I nie mam na to ochoty. Los Tomka bardzo mnie obchodzi.

Więc notuję, że trzyizbowy, drewniany dom, w którym mieszka, właśnie jest remontowany. Że jest ocieplany, że będzie miał łazienkę i bieżącą wodę. I nową podłogę. Rodzicom Tomka, ludziom niezamożnym, pomaga w tym gmina, pomagają firmy, które za darmo dały materiały budowlane. To dobrze, punkt dla chłopca - odhaczam.

I na swoje nieszczęście spoglądam w dół ekranu, na komentarze internautów. "Ha, ha, ha - śmieje się jeden z nich - to jest normalna rodzina, że żyli bez łazienki?".

Ano, kolego (koleżanko), normalna, tysiące Polaków tak żyje. Zupełnie normalnie, bez wielkich grzechów. Taka jest Polska. Jedni chodzą do lasu na jagody, grzyby, bo domowy budżet niewielki, inni w tym czasie do galerii handlowych, też w poszukiwaniu okazji...

Ale czy jedni drugich potrafią zrozumieć?

Raczej nie. Ale nie zastanawiam się nad tym, bo czytam kolejne informacje - że gmina da samochód, żeby wozić Tomka na badania, i że koszty przeszczepu i leczenia - jak szacuje NFZ - już wynoszą 500 tys. zł. Uff - to chwila refleksji - doceńmy powszechne ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. Ten XIX-wieczny wynalazek...

I z satysfakcją układam sobie zdanie, że Tomka ratuje Polska. Że przewieziono go śmigłowcem, że był system zapewniający dostęp do organów, że był szpital, kompetentni lekarze, którzy dokonali przeszczepu.

Broń boże, nie mam zamiaru nikogo agitować, przekonywać, że polska służba zdrowia błyszczy. Chodzi mi o coś innego, o pokazanie struktur państwa. I społeczeństwa. To działa. A czy nie jest budująca solidarność sąsiadów? Gminy?

Ale na razie walczmy o Tomka. Żeby się udało.

A polityka, którą zawodowo komentuję?

Z perspektywy Tomka, jego rodziców, sąsiadów, wygląda ona jak z innej planety. Partia rządząca serwuje nam podwyżkę podatku VAT, z 22 proc. do 25 proc. w ciągu trzech lat (będziemy mieli, obok Danii najwyższy VAT w Europie), chociaż na sztandarach miała wypisane obniżenie podatków do magicznej formuły 3 razy 15. Diabli wzięli obiecanki-cacanki, i tak nikt przytomny w to nie wierzył.

Ale dlaczego, tak zza węgła, rząd łata budżetową dziurę akurat w ten sposób? Jest kilka innych wariantów, dających budżetowi te parę miliardów złotych, które niezamożnych ludzi nie dotkną. Za to dotkną zamożnych, albo wpływowe instytucje. Ale tych rząd woli nie tykać. I wszystko jasne.

Opozycja ma więc rządzących na widelcu. Ale co z tego? Opozycja zajmuje się sobą. W PiS-ie po czterech porażkach szumy, więc Jarosław Kaczyński napisał do członków partii list, w którym postawił sprawę twardo: albo będą bardziej lojalni (wobec niego, oczywiście), albo niech sobie idą precz. On to napisał, ogłosił, i zaraz kolejni członkowie PiS zaczęli rozpływać się nad jego mądrością.

Jasne, teraz będą powtarzać, że TU-154 to bombowiec. Bo tak powiedział prezes.

Na wybory samorządowe program jak znalazł.

Może więc, w roli głównej siły opozycji, partię Kaczyńskiego zastąpi SLD? Póki co, długa do tego droga. SLD nie zajmuje się co prawda bombowcem, ale za to sprzedaje swoją siedzibę. A to potrwa.

Aha, jest jeszcze prezydent Komorowski. Prezydent z kolei odbył pielgrzymkę do Częstochowy. Klęczał i modlił się przed świętym obrazem. "Tu jest źródło siły Polski, tu jest źródło siły każdego z nas" - mówił. I podziękował paulinom za możliwość modlitwy, i możliwość "dotknięcia tego źródła wielkiej, pięknej siły".

Jest w polskiej politologii mocne przekonanie, że niski poziom frekwencji wyborczej w naszym kraju, jeden z najniższych w Europie, to wynik nieufności społeczeństwa, jego egoizmu i nieprzystosowania.

Patrząc na egotyzm naszych polityków, na to, jak bardzo zajmują się sobą, napuszeni, a jak mało czym innym, tak sobie myślę, że nawet na taką frekwencję jaką mają , to sobie nie zasłużyli.

Robert Walenciak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy