Reklama

Reklama

​Polexit - to prawda czy strachy na Lachy?

Też tak uważam - środowy wyrok Trybunału, mówiący że wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej obowiązują tylko wtedy, kiedy uzna je za słuszne władza, to krok w kierunku naszego wyjścia z Unii. I że w tym szaleństwie jest metoda.

Spójrzmy - Brexit to było dzieło lekkomyślności premiera Camerona, ale wykonane z otwartą przyłbicą. Naród chciał i tego dokonał. Oficjalnie, w referendum.

Polexit to coś innego. To powolne wyczołgiwanie się z Unii. I to tak, żeby naród się nie spostrzegł.

Tak jak Bierut chadzał w procesji Bożego Ciała, żeby pokazać, że PPR nie jest przeciwko Kościołowi, tak PiS postępuje z Zachodem. A to Morawiecki jedzie do Brukseli, przymilając się, a to Błaszczak lekką ręka wydaje 23 mld zł na amerykańskie Abramsy, więc niby wszystko z Unią i Stanami jest OK, ale przecież widać, że PiS przeciąga nas, krok po kroku, z Zachodu na Wschód. W szarą strefę.

Reklama

Ech, suwerenie! Do Unii wchodziliśmy z hukiem, cały naród w referendum przyjmował Traktat o Akcesji. A teraz grupka polityków, wybrana przez mniejszość głosujących, raz mająca w Sejmie większość, innym razem - nie, chyłkiem nas z niej wyciąga.

Gwoli uporządkowania sprawy - Polska jest państwem suwerennym, rządzi się własnymi prawami, nikt tego nie kwestionuje. Rzecz jednak w tym, że zawarła umowę międzynarodową o przystąpieniu do Unii, w której podjęła konkretne zobowiązania.

I teraz PiS w to strzela. Reinterpretuje Traktat o Akcesji. Mówi ustami sędziego Piotrowicza, że scedowaliśmy na rzecz Unii tylko odrobinę praw, i na pewno nie w sprawach organizacji sądów, że Unia jest tworem dużo luźniejszym, niż jej się wydaje.

Oto przewrót kopernikański w polskiej polityce - przez lata jej żelazną zasadą było przeciwdziałanie planom Europy dwóch prędkości, które forsowała Francja. A teraz Polska PiS-u nie tylko temu się nie sprzeciwia, ale sama to wymusza. Że ona luźniej... Że ona w drugą stronę...

Jak ta podróż będzie wyglądać? Cóż będzie teraz, po wyroku TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i po wyroku Trybunału Konstytucyjnego (zwanego trybunałem Przyłębskiej)?

Będziemy czekać i patrzeć jaka siła za tymi wyrokami stanie.

Nie mam tu wielkich złudzeń - najpierw będą różne spotkania, tzw. ostatniej szansy. Będzie przeciąganie liny. A potem, jeśli PiS nie ustąpi, Unia uruchomi mechanizm pieniądze za praworządność (bo go już ma!). I wtedy PiS będzie musiał zdrapywać plakaty, że zdobył 770 mld zł. A premier Morawiecki po polach uciekać będzie przed rolnikami z Agrounii. Ma już w tym praktykę.

Nie nastąpi to tak szybko, ale nastąpi.

Ze strony Unii motywem będzie nie tylko niechęć do autorytarnych, prawicowych reżimów. To także kalkulacja - po co dawać Polsce równowartość 770 mld zł, skoro można te pieniądze podzielić miedzy siebie? Po co na siłę trzymać taki kraj w Unii, skoro państwa zachodnie i tak to, co chciały, to w Polsce dostały - rynek zbytu, tanią siłę roboczą, młode talenty... Przecież to się, w przypadku zepchnięcia Polski gdzieś na obrzeża Zachodu, nie zmieni. Więc po co przepłacać?

Rozpisuję się o tym, choć powinienem pamiętać, że takie argumenty ani na PiS, ani na ich fanów w ogóle nie działają.

Fani żyją w swoim matrixie. W przekonaniu, że współuczestniczą w wielkich zmaganiach. "Ręce precz do Wietnamu!" - wołała klasa robotnicza w czasach Władysława Gomułki. I teraz lud też ma wrogów. Ma złe Niemcy, złych Czechów, zły Izrael, zło LGBT, zło neomarksistów, Tuska, a czasami i Gowina, i co tam Kaczyński nie wymyśli.

Ameryka? Z jednej strony mamy zły TVN, który władza chce zabrać amerykańskiemu koncernowi. Mamy przyszłego ambasadora USA, którego PiS ewidentnie nie chce, więc wymyśla różne upokarzające go żądania. Ale jest i marchewka - lekką ręką Polska wydaje 23 mld zł na zakup 250 czołgów Abrams. No i wciąż zabiegamy o jak największą liczbę żołnierzy amerykańskich, którzy stacjonowaliby w Polsce.

Oto więc gra PiS-u - dać prztyczka w nos departamentowi stanu, pogrozić TVN-owi i zasypać miliardami departament obrony i koncerny zbrojeniowe.

Ciekaw jestem, czy oni, w tej Ameryce, w ogóle tę grę zauważyli?

Bo nasza publiczność jak najbardziej! I tę "grę" z Ameryką, i z Unią, i z Izraelem, i z LGBT...

Mają ludzie co oglądać w telewizji. Rosną nam znawcy polityki.

A w cieniu tych batalii trwa zapobiegliwa krzątanina. Spółeczki, stanowiska w spółeczkach, stanowiska w rządzie, w rządowej agencji, umowy, kontrakty... Bo jak mawiał klasyk - musi być wojna na górze, żeby na dole był spokój.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama