Reklama

Reklama

​Patriotyczne wzmożenie, i co dalej?

Nie wiem, czy historia jest nauczycielką życia, ale gdy ją się trochę zna, to przynajmniej człowiek wie, że im reżim ma mniej do powiedzenia, i ma ochotę bardziej chwycić obywateli za gardło, tym mocniej krzyczy o patriotyzmie, miłości ojczyzny, itd.

"Ukochany kraj

Umiłowany kraj

Ukochane i miasta i wioski

Ukochany kraj

Umiłowany kraj

Ukochany, jedyny, nasz, polski..."

Tak, w czasach najgłębszego stalinizmu, śpiewano w szkołach, takie pieśni leciały z radiowych głośników. Nie o Leninie, tylko o Polsce.

"My trudności wszystkie pokonamy, żaden wróg nie złamie hartu w nas" - śpiewały piękne głosy "Mazowsza", a stalinowscy dygnitarze patriotycznie się wzruszali.

PiS nie ma tak zdolnych poetów jak Konstanty I. Gałczyński, więc nie spodziewajmy się w dzisiejszych czasach podobnych pieśni. Ale okrzyków o miłości do ojczyzny, i o wrogach nas otaczających - jak najbardziej. Tak jak i o wrogach wewnętrznych. Kiedyś to byli pogrobowcy reakcji, albo agenci imperializmu, dzisiaj to starzejący się Tusk czy też zawsze młody Hołownia.

Reklama

Historia się powtarza, choć w różnych dekoracjach. 

Teraz - w dekoracji Strasburg plus Bruksela. Że Niemcy nas biją.

Główną rolę, na razie, gra w tym przedstawieniu Mateusz Morawiecki. Najpierw w Parlamencie Europejskich, a za chwilę - w Radzie Europejskiej.

Przypominam, on tam pojechał w określonym celu, załatwić odblokowanie pieniędzy dla Polski z Funduszu Odbudowy, a opowiada jakieś głupoty, że nie ulegnie szantażowi, że Polska to wielki kraj, itd. Dodam jeszcze, że te pieniądze Mateusz Morawiecki pokazywał na plakatach, że wywalczył dla Polski 700 mld zł w latach 2021-27. Więc teraz chce te plakaty zjadać? Nawet jak 10 proc. z tych 700 mld Polska straci, to przecież też szkoda...

Ale Morawiecki w tej patriotycznej pozie nie jest sam. Cały PiS się napręża, media pisowskie wołają, że oto otwarty jest front z Niemcami, że nie będzie Ursula von der Leyen pluła nam w twarz.

A za co ta Niemka nam pluje? Cóż Polska, przez tych Niemców męczona, powinna zrobić, by uzyskać święty spokój i te 700 miliardów?

Zostało to jasno powiedziane: odtworzyć niezależność wymiaru sprawiedliwości, zlikwidować Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego i przywrócić do pracy zwolnionych bezprawnie sędziów.

Przepraszam, czy to są jakieś straszne żądania? Żeby sędzia nie był popychlem władzy, tylko był niezależny? To tak Kaczyńskiemu i Ziobrze przeszkadza? I to jest dla nich tak ważne, że wolą iść na wojnę z Unią, i z połową Polaków?

Ok, wiemy, że nie mogą powiedzieć, że chcą takiej właśnie Polski, z takimi sędziami, żeby mogli wsadzać kogo chcą, i nie wsadzać kogo chcą. Tak powiedzieć nie mogą, więc krzyczą, że o niepodległość ojczyzny idzie sprawa. I że Niemcy...

Żeby była sprawa jasna - są takie sytuacje, że z Unią kłócić się trzeba. Na przykład, Polska powinna wykłócać się w sprawie węgla i wszelkich rekompensat, które powinniśmy dostać z tego powodu, że mamy, w imię zielonej transformacji, z elektrowni węglowych zrezygnować. Ok, więc niech w tej transformacji realnie pomogą. Podobnie, walczyć powinniśmy twardo o tani gaz, bo tego oczekują i konsumenci i biznes. Albo o pomoc w sprawie uchodźców na granicy.

To są kluczowe dla naszego kraju sprawy, tu walka jest jak najbardziej zrozumiała. Ale o sędziów? Bo sobie Kaczyński z Ziobro umyślili, że mają być na ich gwizdek? Hej, panowie, jedźcie na wieś i powiedzcie rolnikom, że z powodu sędziów, którzy nie chcą was słuchać, rezygnujecie z 700 miliardów! Pogonią was...

Nie chcę już wnikać, co za tym pisowskim uporem stoi. Czy zawziętość, typu - moje musi być na wierzchu, czy skryte marzenia o polexicie, czy gra o duszę wrogów Unii, czy też przekonanie, że bez sądów władza PiS-u nie będzie władzą na zawsze... Może wszystko na raz.

W każdym razie, to wygląda na szaleństwo. Tym mocniejsze, że co chwila nowi pisowcy dopychają się do głosu, i podkręcają atmosferę, wołając o ojczyźnie, zdradzie itd. Tyle pojmują. Że trzeba zgodnie z linią partii.

Wróćmy na chwilę do historii. PZPR też miała takie momenty, że nagle wszyscy towarzysze opowiadali jakąś głupotę, jak jeden mąż. Ale nie trwało to długo. Ludzie znający czasy PZPR to złapią w lot: partia nie może funkcjonować mając w składzie samych Moczarów i Siwaków. Wtedy pojawić się musi drugie skrzydło, w tym przypadku - stawiające na trzeźwą ocenę sytuacji. Ja rozumiem, że strach przed Kaczyńskim paraliżuje, ale polityka też ma swoje prawa. Więc pewnie są już w otoczeniu prezesa ludzie, którzy zdają sobie sprawę, że jak wyjdą na scenę i zaczną mówić normalnie, będzie to sensacja i trampolina w górę.  

Reklama

Reklama

Reklama