Reklama

Reklama

​Niemcowi wygrażają, Niemca proszą

PiS zjada własny język. Właśnie Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP zapewniał, że polexitu nie będzie, że to wymysł wrogów. Bo PiS kocha Unię i chce w niej być. Parę godzin później kierownictwo PiS przyjęło specjalną uchwałę w tej sprawie, że partia ta wiąże przyszłość Polski z przynależnością do Unii Europejskiej.

Uff... Co na to poseł Suski? Wołał niedawno ten polski patriota i znany intelektualista, że przeżyliśmy okupacją niemiecką, to przeżyjemy i brukselską! Więc pośle Suski - będzie pan walczył z okupacją Brukseli, czy przejdzie do kolaborantów?

Po salwach śmiechu i okrzykach grozy (do wyboru, do koloru) PiS odkręca to, co sam zakręcił. Zjada własny język.   

A to zjadanie przypomina nam o paru sprawach, zupełnie oczywistych.

Po pierwsze, że w polskiej polityce najważniejsze są sondaże oraz straszenie (kolejność miejsc obojętna). Więc najpierw PiS straszył nas uchodźcami na polsko-białoruskiej granicy. I PiS-owi rosło. A teraz Platforma straszy nas, że PiS chce nas wyciągnąć z Unii, i PiS-owi zaczęło spadać. Więc Kaczyński wycofuje się w popłochu z nieudanej eskapady.

Reklama

Po drugie, nie warto politykom wierzyć, zwłaszcza tym z PiS-u, bo dzisiaj mówią tak, jutro inaczej, nie mają tu żadnych oporów. Więc najpierw przez tydzień burzyli się na Brukselę, że to III Rzesza, że trzeba dać jej kopa, a teraz kochają najmocniej. Zwracajmy uwagę nie na słowa, a na czyny. Wtedy widać, jak Polska jest przez PiS wypychana. Nie, nie z Unii, ale na jej krańce, gdzieś do przysłowiowego kąta.

Po trzecie, mimo że politykom nie warto wierzyć, warto ich słuchać. Bo przecież chcą nas do jednych rzeczy zachęcić, a inne obrzydzić, po to gadają. 

Więc gdy Kaczyński mówi, że "chcemy być w Unii Europejskiej, ale jednocześnie chcemy pozostać suwerennym państwem", to warto się zastanowić, co tak naprawdę ma na myśli. Przecież członkostwo w Unii nie odbiera nikomu suwerenności, to nie jest Układ Warszawski, wyjść zawsze  z niej można, Wielka Brytania to pokazała. Pozostałe kraje - 26 - w Unii są, mają się zupełnie dobrze, i nie czują, by ktoś je niewolił. Kto niewoli, na przykład, Austrię?! Jakie to hordy? Nie widzę... Więc cóż ma na myśli Kaczyński? Jak to jest, że Polska suwerenna w Unii nie jest, a inni takiego wrażenia nie odczuwają?

No, chyba że kwestią suwerenności jest to, że PiS nie może robić co chce z sądami i mediami...  I ta sytuacja powoduje, że czuje się zniewolony...

Pisałem już o tym parokrotnie, trochę głupio mi się znów powtarzać. Więc tylko krótko dodam - to jest absolutnie naturalne, że jeżeli Unia buduje strefę wspólnego handlu, wspólnego biznesu, to nie może być sytuacji, że sprawy sądowe są z tego wyłączone. Na to nikt się nie zgodzi i nigdy się nie godził. Niezależne od władzy sądownictwo to była podstawa Unii, do której wchodziliśmy. Niech za przykład posłużą rozgrywki europejskie w piłce nożnej, które właśnie ruszyły. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że polski zespół startuje w Lidze Mistrzów, ale polskie władze zastrzegają: ok, niech grają, ale jeśli chodzi o mecze w Polsce, to sędziów wyznacza Zbigniew Ziobro.

Ale jest jeszcze w tej sprawie - po czwarte, i po piąte.

Więc - po czwarte. PiS skarży się, że Unia się zmienia, że sprawy osób LGBT stają się ważne, że małżeństwa jednopłciowe itd. Woła więc, że do takiej UE Polska nie wstępowała. Otóż - nie sądzę... W roku 2004 Unia była przyjazna dla osób LGBT, a i Polacy z tego powodu nie mieli zamiaru kruszyć kopii. I pewnie do takiej Unii też by chcieli wchodzić.

Ale - PiS zawsze może próbować Unię zmieniać, poprawiać. Jest parę mechanizmów, które może wykorzystać. Jest Parlament Europejski, tam można wnosić wnioski, jest Konferencja w sprawie Przyszłości Europy, czyli cykl otwartych debat, można w nich uczestniczyć. To znacznie skuteczniejsze, niż stanie w kącie i wygrażanie.

I po piąte... w nawiązaniu do wspomnianych Niemiec (że to dla PiS-u zło), i do tego, że aktywne działania są lepsze od stania w kącie. Otóż, goszcząca w Polsce niedawno Angela Merkel obiecała, że pomoże PiS-owi, i będzie próbowała pośredniczyć między Warszawą a Komisja Europejską.

Mój Boże, to trzeba było się prężyć, wołać, że niepodległość itd., żeby na koniec prosić Niemca, by załatwił?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy